SUFIZM - SUFI CHISHTY PIR MOINUDDIN Z AJMER

Mistyka Uzdrawianie Ezoteryka Medytacje Zikr Wasifa Oddychanie Muzyka Derwisze Fakirzy Moinuddin

SZTUKA - MUZYKA - POEZJA - TANIEC

SZTUKA

PIR-O-MURSZID HAZRAT INAYAT KHAN

Muzyka - Poezja - Taniec - Śpiew


Spis treści

Część I - PROCES TWÓRCZY

Boskość sztuki

Inspiracja

Akcja Boga reakcja człowieka


Część II - POEZJA

Taniec duszy

Poetycki duch

Misja poezji

Poeci Persji


Część III - MUZYKA

Niebiańska sztuka

Muzyka wschodu i zachodu

Muzyka Hinduska


***

DUCHOWY ROZWÓJ POPRZEZ BOSKĄ SZTUKĘ SUFICH

***

HARMONIJNE GRUPOWANIE ATOMÓW

(SZTUKA)

Zastanówmy się przez chwilę nad tym, co w codziennym języku nazywamy muzyką. Dla mnie architektura jest muzyką, ogrodnictwo jest muzyką, rolnictwo jest muzyką, malarstwo jest muzyką, poezja jest muzyką. We wszystkich dziedzinach życia, w których zostało zainspirowane piękno, w których rozlało się boskie wino, znajdziemy muzykę.


CZĘŚĆ I

PROCES TWÓRCZY

BOSKOŚĆ SZTUKI

Ludzie różnych wyznań bardzo często popełniają błąd polegający na postrzeganiu sztuki jako czegoś będącego poza religią. W rzeczywistości, całe stworzenie jest sztuką Stwórcy, którego doskonałość odzwierciedla boski człowiek. Jak z tego widać, za źródłem całego stworzenia kryje się duch sztuki.

Od wieków człowiek rozwija swe artystyczne zdolności i stara się robić postępy w sztuce. Ale dokąd w końcu doszedł? Co w końcu osiągnął? Nadal daleko mu do kontaktu z pięknem natury lub ze sztuką stworzenia. Sztuka ludzka zawsze gaśnie wobec boskiej.

Widzimy więc, że źródłem każdej duszy jest duch sztuki, i że sztuka jest duchem. Wszystko co pochodzi z tego ducha objawia się pod postacią sztuki. Im więcej człowiek spoglądałby na Naturę - niebiosa, piękno gwiazd i planet, obłoków i słońca, wschody, zachody i górowanie słońca, fazy księżyca, przeróżne odcienie kolorów jakie można zobaczyć na niebie - tym więcej zawsze podziwiałby i zdumiewałby się sztuką działającą za tym wszystkim.

Kiedy zostajemy sam na sam z Naturą - nad morzem, na brzegu rzeki, w górach, w lesie czy puszczy - ogarnia nas uczucie jakiego nigdy nie doświadczamy żyjąc w tłumie. Nawet gdybyśmy w nim żyli przez całe lata. Uczucie to rodzi się w jednej chwili, gdy tylko staniemy twarzą w twarz z prawdziwą sztuką Boga. Doznajemy wtedy wrażenia jak gdyby nasza dusza zobaczyła to, co zawsze podziwiała i wielbiła. Zaczyna ona teraz rozpoznawać Jedynego, któremu zawsze milcząco oddawała cześć. I oto teraz obecność potężnego Stwórcy, Artysty, zostaje uświadomiona przez patrzenie na Jego sztukę. Wielu tego doświadcza, ale nieliczni to wyrażą. Nikt nie może powrócić z tego przeżycia nie będąc pod głębokim wrażeniem, bez czegoś co dotarło do jego świadomości przez oglądanie boskiej sztuki.

Tak więc stworzenie, manifestacja jaką mamy przed sobą, nie powstała w sposób mechaniczny, ślepy i nieświadomy. Jak mówi wielki perski poeta Sa'adi:

"Im więcej przyglądamy się Naturze, tym wyraźniej zaczynamy czuć, że kryje się za nią doskonała mądrość, doskonała biegłość, która ją stworzyła. Skopiowanie tej sztuki zajmie ludzkości nieskończenie wiele lat. Prawdę mówiąc ludzkość nigdy nie będzie zdolna dokonać tego w sposób doskonały."

Każdy kto studiuje królestwo kwiatów, roślin, minerałów, ptaków, owadów, bakterii, robaków, zwierząt, ich kolory i formy oraz piękno jakie przywodzą na myśl z pewnością uzna, tak jak starożytni prorocy, że świat został stworzony przez Ducha. Boskiego Ducha, który stworzył go z szeroko otwartymi oczyma. Świat objawia nam doskonałą mądrość, która za nim stoi, perfekcyjną zręczność i zmysł piękna tak doskonały, że człowiek nigdy nie będzie zdolny do jego osiągnięcia.

Rodzi się jednak pytanie: "Czym jest człowiek?". Człowiek jest miniaturą Boga. Człowiek odziedziczył w swym boskim spadku skłonność do sztuki. Dlatego każdy, kto posiada inteligencję i subtelne uczucia - co czyni człowieka normalnym - musi uznać piękno sztuki. Człowiek rodzi się z tą skłonnością. Dziecko przychodzi na świat z umiłowaniem sztuki, co widać po tym jak niemowlę lgnie do zabawek i pięknych kolorów. Linie przyciągają malucha, a pierwszą rzeczą, którą zaczyna lubić bądź pożądać jest kolor i ruch. To okres w jego życiu, kiedy znajduje się pod wrażeniem wytworów sztuki. Gdy człowiek traci zmysł sztuki to tak, jakby serce stało się ślepe. Nie może ono więcej widzieć sztuki z powodu chmur wszelkiego rodzaju brzydoty, niepożądanych obrazów i wszystkiego tego czego nie lubi oglądać. Wszystkie te rzeczy i wrażenia zakrywają jego serce i duszę i czynią go jakby ślepym na piękno, ślepym na sztukę. Lecz nie jest to stan normalny. Normalnym stanem zdrowego umysłu w zdrowym ciele, z wrażliwością uczuć jest umiłowanie piękna i podziwianie sztuki.

Nie ulega wątpliwości, że bardzo często człowiek nie prowadzi naturalnego życia. To znaczy, jego interesy lub praca zawodowa czy odpowiedzialność kierują nim. Praca lub myśl w imię potrzeb ciała, jak bułka z masłem i inne temu podobne rzeczy mają nad nim władzę i absorbują cały jego umysł do tego stopnia, że staje się on niezdolny do odkrycia piękna, radości i szczęścia życia. Stąd też - co możemy zaobserwować wokół siebie - życie staje się tak trudne i pełne obaw, kłopotów i odpowiedzialności. Od rana do wieczora człowiek jest po prostu przeładowany odpowiedzialnością, harując w pocie czoła dzień i noc. Nie ma nawet chwili czasu by zastanowić się nad pięknem sztuki. Ponieważ sztuka jest pierwszym krokiem wiodącym człowieka ku jej przyczynie jakże więc ktoś, kto nigdy nie podziwiał ani nie zrozumiał jej piękna może mieć nadzieję na podziwianie czy zrozumienie Artysty? W ten sposób Bóg pozostaje nierozpoznany, i to nie z powodu Jego niedoskonałości, ale z powodu wad rodzaju ludzkiego.

Stwórca w roli artysty stworzył Swą piękną sztukę, nie tak odległą od oczu człowieka by być dla niego nieosiągalną. Jednak ludzie są zbyt pochłonięci myślami i zajęciami, które nie mają nic wspólnego z tą sztuką. Cały swój czas, myśli i wysiłek poświęcają zajęciom, które nigdy nie pozwolą im nawet przez chwilę zastanowić się nad sztuką, podziwiać ją, zrozumieć i docenić. Oczywiste jest zatem, że człowiek zachowuje się tak, jak gdyby miał oczy zakryte przed wizją Artysty. Rzeczywisty cel ludzkiego życia nie polega na urodzeniu się po to, aby pracować ciężko na kawałek chleba, ani na tym żeby być skąpym, współzawodnicząc ze swym bliźnim, nienawidząc go. Nie polega również na patrzeniu na drugą osobę z uprzedzeniem i wykorzystywaniu całego swojego czasu w duchu rywalizacji i walki, w których nie może być żadnej harmonii, radości czy pokoju. W takim wciąż narastającym skąpstwie brak jest piękna, którego tak bardzo pragnie dusza.

Nie byłoby żadnej przesady w stwierdzeniu, że wszystkie nieprzyjemne zjawiska jakie mają miejsce na tym świecie - wojny, choroby i tym podobne - wynikają z braku artystycznej postawy w życiu, braku zmysłu piękna oraz wizji jednoczącej całą ludzkość w jednym centrum, którym jest Bóg. Kiedy człowiek zamyka swe oczy na piękno nigdy nie pomyśli o jego poszukiwaniu, choć ono wciąż przed nim jest. Za tym pięknem, jak mówi Koran, stoi Bóg. "Bóg jest piękny i kocha piękno". Naturalna skłonność do kochania i podziwiania piękna jest boskim dziedzictwem; tym duchowym elementem, który prowadzi do uduchowienia. Przez tą skłonność spełniamy naszą duchową powinność w życiu. Gdy tendencja ta zanika i religia zostaje bez sztuki, wtedy być może będzie ona użyteczna dla pozbawionego artyzmu społeczeństwa, ale obróci się w pewien rodzaj formalności. To, jak robimy jedną rzecz, nie odbiega od tego, jak robimy inną. Tak jak pracujemy w zwykły dzień tygodnia, tak też spełniamy swój niedzielny obowiązek.

Jeśli Bóg nie miałby być powiązany z pięknem, to pod jaką postacią ludzkość powinna Go sobie wyobrażać? W jakiej formie moglibyśmy o Nim myśleć? W jakim kształcie moglibyśmy Go zobaczyć? Czyż nie bylibyśmy od Niego oderwani?. Tak więc kiedy religia zasklepia się w swej własnej formie i kiedy człowiek trzyma się z dala od sztuki zamiast ją krzewić jego życie staje się puste, gdyż codzienne zajęcia z konieczności wypierają z niego sztukę w wielkim stopniu. Jeśli zatem idzie wtedy na jakieś święte miejsce to również nie znajduje tam sztuki. Jego wizyta upodabnia się do odwiedzenia jakiegoś innego miejsca, do którego mógł go zaprowadzić codzienny nawyk. Nie ma nic, co mogłoby go przeniknąć, nic co obudziłoby w nim ten impuls, który wznosi się z ziemi do niebios, ani nic, co skłoniłoby go do pomyślenia choćby przez chwilę, że Bóg jest piękny i że przez piękno Go osiągamy.

Człowiek często oddziela naturę od sztuki. Uważa ją za coś odmiennego. Dla niego natura jest rzeczą nadrzędną, sztuka jedynie podrzędną. W rzeczywistości jednak to sztuka jest tym, co dzięki duchowo odziedziczonej skłonności człowieka odgrywa poprzez niego swą rolę. Bóg działający w naturze swymi ukrytymi rękoma stworzył ją i ukazuje w niej Swoją sztukę. W innym aspekcie sztuki zwanym po prostu sztuką, Bóg tworzy piękno przez ręce i umysł człowieka. Kończy w ten sposób to, co zostało pozostawione do dokończenia w naturze, a dokończone nie zostało. Stąd też pod pewnym względem sztuka stanowi krok ku naturze, choć w porównaniu z nią jest tak ograniczona. Natura jest nieograniczona, lecz jednocześnie sztuka jest jej udoskonaleniem.

Patrząc na to zagadnienie z metafizycznego punktu widzenia można powiedzieć, że pełen artyzmu duch Boga zostaje zaspokojony przez spełnienie swej artystycznej skłonności w sztuce ludzkiej istoty. Dlatego ci, którzy rozpatrują sztukę z wyższego poziomu rozpoznają ten artystyczny impuls nie tylko jako impuls człowieczy, nie tylko jako pracę mózgu, lecz jako prawdziwy poryw artystyczny, inspirację samą w sobie.

Czego potrzebujemy aby przygotować umysł do tego artystycznego impulsu? Może trzeba pewnego rodzaju nauki lub studiów? A może należy odbyć jakiś kurs przygotowawczy? Nie. Wymagane jest tylko zestrojenie, zbliżenie siebie samego do obiektu, na którego piękno nasze serce może odpowiedzieć, docenić je. Kiedy serce potrafi skupić się na pięknie wtedy stopniowo wznosi się do pewnej wysokości brzmienia, wibracji. Inspiracja bowiem nie jest czymś co można otrzymać ściągając ją na siebie tak jak byśmy ciągnęli linę z inspiracją na jej końcu. Inspiracja przychodzi tylko wtedy gdy serce nasze jest zestrojone z obiektem, znajduje się we właściwym położeniu do jej odbioru. Dlatego natchnieni artyści posiadają talent boży, a duch sztuki jest jeden choć sztuk tak wiele. Kiedy serce jest dostrojone do właściwej wysokości brzmienia, wtedy zdolne jest tworzyć i doceniać nie tylko jeden rodzaj sztuki i piękna, ale wszystkie rodzaje.

Tak więc możemy spotkać sztukę w architekturze: utalentowany architekt potrafi stworzyć wiele piękna w swej pracy. Podobnie jest również z rysunkiem, haftem, farbowaniem i szyciem. Prawdę mówiąc, nie ma takiego zajęcia ludzkiego, w którym nie byłoby piękna o ile tylko człowiek wie jak dostroić się do takiego poziomu, który pozwoli na wyrażenie się sztuki. Poezja jest sztuką w oparciu o tę samą zasadę. Tak długo, jak długo człowiek nie jest dostrojony do właściwej wysokości wibracji może pisać poezję przez całe życie, a mimo to nie zdobędzie ona uznania ani jego, ani nikogo innego. Podobnie rzecz ma się z artystą malarzem lub muzykiem (skrzypce, fortepian, czy każdy inny instrument). Nie sprawi on przyjemności ani sobie, ani innym w czasie całego życia, póki nie dostroi się do właściwej wysokości tonu.

Pokazuje to, że pytanie jaki poziom ewolucji osiągnął dany człowiek napotykamy w każdej dziedzinie życia. Bez względu na to czy jest on malarzem, rzeźbiarzem, architektem, projektantem, pieśniarzem czy tancerzem i bez względu na realizowaną drogę, nie ma lepszego źródła dla czerpania inspiracji z wyższych planów natury niż przy pomocy sztuki. Im bardziej pielęgnowany zmysł sztuki posiadamy, w tym większym stopniu jesteśmy w stanie odpowiadać na piękno sztuki i stworzyć lub wytworzyć coś pięknego w nas samych. Im bliższy kontakt ma człowiek z Duchem wspomagającym nieustannie każdego na drodze ku pięknu, tym więcej jest w stanie wytworzyć. Wszystko co pomaga człowiekowi zbliżyć się do piękna Boga jest święte. Dlatego sztuka może stać się religią. Nie byłoby w tym przesady, gdybyśmy powiedzieli, że nie ma lepszej religii niż sztuka sama w sobie.

Kiedy człowiek osiągnął taki stopień zrozumienia i posiadł już tę wiedzę o sztuce, która może przynieść mu korzyści, kiedy już raz jego serce uległo dostrojeniu do takiej wysokości wibracji, dzięki której może zrozumieć i docenić sztukę, i kiedy zmienił swe spojrzenie na życie tak żeby widzieć w pięknie sztuki piękno Boskiej Istoty, wtedy dopiero może czynić postępy w prawdziwej sztuce.

Uczy to nas, że tym czego nasza dusza w rzeczywistości świadomie bądź nieświadomie poszukuje jest sztuka. Jednocześnie, mimo to człowiek bardzo często unika właśnie tej rzeczy, której naprawdę szuka. Właściwa i niewłaściwa droga leżą tak blisko siebie. Jedyna różnica między nimi polega na tym, że człowiek wędruje tą właściwą, kiedy na każdym kroku może powiedzieć: "Widzę znaki, które wspierają mnie, pomagają mi iść dalej i zapowiadają, że mam przed sobą cel." Kiedy idzie złą drogą, odgłos każdego kroku zdaję się mówić: "Nie jestem na właściwej drodze, muszę wracać. Nie jestem na drodze, na której powinienem być." Świadomie czy też nieświadomie wszystkie dusze poszukują piękna. I jeśli na każdym kroku naszego życia myślimy, że piękno dosięga nas na tej drodze, spotyka na każdym kroku naszej ścieżki, wtedy nasza dusza jest zadowolona i pełna nadziei, wiedząc że droga na której jesteśmy jest właściwa, i że tego czy innego dnia dojdziemy do celu. Człowiek, który w trakcie całej podróży myśli: "Nie jestem na właściwej drodze, nie lubię jej; nie jestem z niej zadowolony" nie robi wcale postępu. Pozostawia coraz dalej za sobą piękno, którego szuka. Podróżuje po zupełnie innej drodze niż ta, której oczekuje.

Jak widać, to czy nasza droga jest dobra czy zła zależy od tego, czy doceniamy artystyczną stronę życia. Nie znaczy to jednak, że każdy musi koniecznie robić wszystko aby stać się artystą, lub studiować jakąś dziedzinę sztuki. Chodzi tylko o to, że iskra uzdolnienia artystycznego tkwi w każdej duszy. Nie ma nawet jednej duszy pozbawionej tej iskry. Choć u jednych jest ona większa, a u innych mniejsza, to nie musi zostać użyta przez każdego człowieka do takiego stopnia, aby można było nazwać go artystą. Choć tak nie jest to musimy okazać i użytkować to uzdolnienie w codziennym życiu. Człowiek z takim uzdolnieniem artystycznym na pewno okaże je we wszystkim co robi, nawet przy odkurzaniu pokoju, starannym utrzymaniu go lub dbaniu o urządzenia. We wszystkich tych kierunkach może zamanifestować sztukę. Aby tego dokonać nie trzeba pałacu. Jeśli ktoś naprawdę ma w sobie umiłowanie piękna to jest zdolny przejawić swe artystyczne uzdolnienie w zupełnie drobnych sprawach.

Pomijając to wszystko, dusza ukazuje na zewnątrz to co jest ukryte w jej wnętrzu, a więc to piękno które człowiek ma w sobie, demonstruje na zewnątrz. Swój artystyczny talent okazuje w zachowaniu w stosunku do przyjaciół i swego otoczenia. Człowieka zupełnie bez zmysłu sztuki zwiemy grubiańskim, nierozważnym, bezmyślnym, głupim, naiwnym, szorstkim i schematycznym.

Naprawdę nie trzeba wielkich pieniędzy żeby wyrazić swój artyzm. Można tego dokonać w różnych okolicznościach. Można być najsłabszym na świecie, a mimo to wyrazić piękno swej duszy bez względu na sytuację w jakiej przyjdzie nam się znaleźć. Piękno nie zostanie ukryte. Swoją sztukę przejawiamy w naszych słowach. W pracy, w gronie rodziny czy wśród przyjaciół, nie wiemy jak wiele razy podczas całego dnia ranimy uczucia innych ludzi, a nawet ich nie zauważamy. Nawet w przypadku bardzo wykształconej i doświadczonej osoby brak sztuki i tak może się przejawić. Również kochająca, uprzejma i dobra osoba nigdy nie będzie zdolna do wyrażenia dobroci ukrytej w jej sercu, jeśli zabraknie jej zmysłu sztuki.

Jezus Chrystus nauczał w Kazaniu na Górze: "Błogosławieni są ci, którzy są łagodni, cisi, pokorni, ubodzy w duchu." Jaka nauka płynie z tej lekcji? To właśnie jest lekcja sztuki. Mówi ona: "Wytwarzaj w swej osobowości sztukę." Nawet tak zwani artyści, muzycy, poeci, malarze, jeśli nie kultywują sztuki, jeśli sztuka nie odcisnęła swego piętna na ich duszy i dusza nie wyraziła piękna sztuki, to nie znają sztuki. Są profanami. Roszczą sobie pretensje do bycia tym, kim nie są.

Rozważając głębiej to zagadnienie ze specjalnym uwzględnieniem sztuki nawiązałem kontakt z artystami z różnych krajów, tak na Wschodzie jak i na Zachodzie. Zawsze sprawdzało się, że ci którzy rzeczywiście osiągnęli pewną wielkość w swej sztuce, okazali przebłyski artyzmu w swej osobowości. Widać to było w słowach, które wypowiadali, w sposobie w jaki mnie przyjmowali i rozmawiali ze mną: ich wrażliwość serca, życzliwość, zainteresowanie moimi sprawami. Każda oznakę sztuki można było dostrzec w takiej indywidualności. Nawet jeśli ktoś nie jest formalnie artystą, malarzem, pieśniarzem, poetą, bez względu na swe rzeczywiste zajęcie - nie ma to znaczenia tak długo, jak długo urzeczywistnia piękno w tym zajęciu, postrzega piękno wokół siebie i gromadzi przy sobie wszystko co piękne. To musi być wyrażone niejako w miejsce prawdziwej sztuki.

W języku Hindi znajdziemy dwie wymienione przez filozofów postawy: hansadi suhradi. Symbolem pierwszej z nich jest postawa ptaka rajskiego, mitologicznego ptaka Hindusów zwanego hansa (lub "hamsa" sanskr. "łabędź" , symbol czystości i niewinności, przyp. tłum.). Jeśli podasz mu mleko zmieszane z wodą wypije on mleko a zostawi wodę. Postawę suhradi reprezentują ludzie. Polega ona na tendencji do rozglądania się za jakimś brudnym miejscem, w którym można by usiąść. Taką skłonność przejawia człowiek. Szuka zawsze tego co złe w innych ludziach, odczuwa przyjemność gdy usłyszy coś złego o nich, interesuje się dyskutowaniem ich wad oraz wypadkami, kiedy są w niełasce lub zostali w jakiś sposób znieważeni. Taka osoba zawsze pragnie widzieć zło w swoim otoczeniu, w jakiejkolwiek nie byłoby ono formie. To upodobanie rozrasta się coraz bardziej, aż w końcu całe życie staje się ciężarem, gdyż obecność zła pozostawia swe piętno, wytwarza złe wrażenia i gromadzi złe myśli wokół takiej osoby. Myśli te bowiem są odtwarzane tak, jak płyta gramofonowa odtwarza dźwięk. Tym sposobem człowiek staje się dla zła jakby płytą gramofonową, na której jest ono gromadzone. Wyraża on to zło, przechowuje w sobie złe uczucia i rozprzestrzenia je wokół, gdziekolwiek się uda. Ludzie nie lubią tego człowieka, a on ludzi. Nadchodzi czas kiedy nie będzie on lubił nawet siebie samego.

Inny rodzaj charakteru to taki, który pomija wszystko, co wydaje się nie być harmonijne. Człowiek o takim charakterze szuka u wszystkich tylko tego, co dobre i zawsze znajdzie coś takiego nawet u najgorszej osoby pod słońcem. Poszukuje on dobra, pragnie widzieć je wszędzie gdzie tylko może je znaleźć i w ten sposób stale gromadzi dobre wrażenia.

Czym jest dobro? Dobro jest pięknem. Czym jest piękno? Piękno jest Bogiem. Czym jest cnota? Cnota jest pięknem. To, co jest pięknem jest również cnotą. Nie musimy uczyć się z książek, pisma świętego lub od innych osób tego , co jest dobre a co złe. Możemy uczyć się z naszego własnego zmysłu sztuki. Im bardziej rozwinięty mamy ten zmysł, w tym większym stopniu pokaże on nam co jest właściwe, a co nie. Co dobre a co złe.

Gdy tylko te zmysły zaczynają rozwijać się i orientować w tym co pozbawia piękna, a co go przymnaża, wtedy człowiek zaczyna gromadzić piękno tak jak zbiera się kwiaty. Tacy ludzie witają innych z przejawem piękna, wyrażają piękno, użyczają go innym. Ludzie kochają ich, a oni ludzi. Żyją, poruszają się i mają swoją istotę w miłości, właśnie tak jak powiedziano w Biblii: "Żyją oni, poruszają się i mają swoją istotę w Bogu." Tak więc osoba, która żyje, porusza się i ma swą istotę w miłości z pewnością będzie żyła, poruszała się i miała swą istotę w Bogu.

Można to nazwać boską sztuką, którą człowiek może studiować i do niej dążyć. Lecz poza tym istnieje sztuka, której każda osoba musi poszukiwać i rozwijać w swej własnej naturze. W przesłaniu Sufizmu dla zachodniego świata sztuka ta jest głównym tematem. Zbudzenie ducha świata z antagonistycznych myśli, wzajemnej nienawiści i wywołanie uczucia braterstwa między ludźmi tak, aby cały rodzaj ludzki mógł się spotkać, każdy z każdym, bez względu na narodowość, rasę czy religię, w jednym miejscu, w jednym centrum, mianowicie w myśli o Bogu. Aby wznieść się do tego ideału i zestroić naszą duszę z tą wysokością brzmienia tak potrzebnego od początku do końca, należy poszukiwać ścieżki piękna i rozpoznawać w pięknie istotę Boga.


INSPIRACJA

Na pytanie skąd przychodzi inspiracja można odpowiedzieć: "Z wewnątrz." Mamy ludzi inspirowanych przez niewidzialne istoty oraz takich, którzy czerpią inspirację od osób żyjących, ale tylko to, co pochodzi bezpośrednio z wewnątrz może być zwane inspiracją.

Problem następny - czy inspiracja przychodzi do poety w słowach, do muzyka w postaci nut, a do malarza w kompozycjach kolorów? Nie, chociaż wydaje się, że tak właśnie jest. Język inspiracji jest jeden. Inspiracja przychodzi do poety, malarza czy muzyka w tym samym języku. Mimo to, bardzo często nawet ludzie natchnieni ("inspiracja" i "natchnienie" są tu używane zamiennie, przyp. tłum.) nie znają tej prawdy i tajemnicy póki nie osiągną pewnego stopnia objawienia. Albowiem człowiek, do którego przyszło objawienie słyszy głos, a człowiek natchniony jedynie wtórne echo.

Inspiracja jest nie tylko działaniem ducha wewnątrz naszej istoty, ale wynikiem wzajemnego oddziaływania: ducha inspiracji wewnątrz naszej istoty oraz duszy osoby natchnionej - na zewnątrz. Elementami, które działają u inspirowanej osoby są: głód i pragnienie inspiracji oraz koncentracja. Natomiast rozlewanie z boskiej obfitości całej wiedzy dotyczącej tematu i kierowanie tego strumienia z jasną pochodnią to praca wykonywana przez ducha inspiracji wewnątrz. Jeśli te trzy czynniki wspomniane wyżej nie są aktywne w duszy pragnącej natchnienia, wtedy duch inspiracji staje się bezradny. Dzieje się tak dlatego, że w takim przypadku jest on bardziej chętny do udzielenia inspiracji niż dusza, która jej pragnie, do jej przyjęcia.

Tak jak dźwięk potrzebuje przestrzeni, aby mógł się zamanifestować, stać słyszalnym, tak też duch inspiracji wymaga miejsca, aby mógł się przejawić. Światło pochodzi z boskiego ducha, a wiedza z podświadomego umysłu wszechświata. Te dwa elementy funkcjonują w pomieszczeniu, jakiego użycza im pragnący inspiracji człowiek. W ten sposób inspiracja staję się wyraźna i pełna.

Inspiracja stanowi wyższą formę intuicji gdyż przychodzi jako idea, jako pełny temat z jego improwizacją, pod postacią frazy twórczego poematu. Inspiracja jest strumieniem cudu i oszołomienia. Naprawdę natchniona osoba, czy będzie to pisarz, poeta, czy kompozytor - bez względu na jej pracę - kiedy raz już odebrała inspirację, znalazła zadowolenie. Zadowolenie nie z siebie, ale z tego co do niej przyszło. Daje to jej duszy rodzaj ulgi. Polega ona na tym, że obiekt z którego czerpał ten człowiek uległ jego duszy, dał to o co prosiła. Stąd można powiedzieć, że inspiracja stanowi nagrodę dla duszy.

Bycie niespokojnym nie jest tym co umożliwia nam otrzymanie tej rzeczy. Pisanie poezji nie odbywa się poprzez wytężanie mózgu. Napisania fragmentu utworu muzycznego nie poprzedza zamartwianie się przez ileś dni z rzędu. Ktoś kto postępuje w taki sposób nie może odebrać natchnienia. Człowiek otrzymujący natchnienie jest zupełnie spokojny i obojętny na to co nadchodzi. Z pewnością pragnie coś otrzymać, namiętnie tęskni za wpadnięciem na pomysł. Jednak to, że ktoś otrzymuje inspiracje odbywa się tylko dzięki świadomemu, bądź nieświadomemu skupieniu swego umysłu na umyśle boskim.

Zjawisko to jest tak wielkie i wspaniałe, że radości z tym związanej nie da się porównać z inną radością na tym świecie. Właśnie w tej radości natchniony geniusz doświadcza ekstazy. To radość nie do opisania, poryw uczucia, że jesteśmy ponad ziemią w czasie, gdy nasz umysł koncentruje się na boskim umyśle. Albowiem inspiracja pochodzi z boskiego umysłu. Dzieła, które wielcy muzycy, poeci, myśliciele, filozofowie, pisarze i prorocy pozostawili na świecie zawsze podnoszą na duchu, choć nie każdy może je do końca ogarnąć, a stąd cieszyć się nimi w pełni. Jeśli jednak możemy wyobrazić sobie ich własną radość z tego co do nich przyszło, to nie znajdziemy słów, aby ją wyrazić. To w natchnieniu jest tak, że człowiek zaczyna widzieć znak Boga i wtedy nawet najbardziej materialistycznie nastawiony geniusz zastanawia się nad boskim duchem, kiedy już raz nawiedziła go inspiracja.

Czy przychodzi ona jako ukończony obraz? Jako napisane dzieło? Nie, przychodzi do artysty w taki sposób, że ma on wrażenie jak gdyby jego ręka była prowadzona przez kogoś drugiego, oczy zamknięte, a serce otwarte. Narysował, namalował coś, ale nie wie kto to namalował, kto narysował. Muzykowi, do którego przychodzi natchnienie wydaje się, że ktoś gra lub śpiewa a on tylko to notuje, pełną melodię, doskonałą arię. Kiedy już to zapisze jego dusza ulega oczarowaniu dziełem. Do poety inspiracja przychodzi w ten sposób, że wydaje mu się, że ktoś mu coś dyktuje, a on tylko przelewa to na papier. W jego mózgu nie ma wcale wysiłku ani jakiegokolwiek niepokoju w trakcie odbioru inspiracji.

Powyższe fakty stanowią przyczynę, dla której wiele osób miesza ją z komunikacją duchową. Wielu natchnionych ludzi chętnie przypisuje inspirację jakiemuś duchowi wiedząc, że nie pochodzi ona od nich samych. Nie zawsze jest to jednak łączność duchowa. Ta naturalnie jest związana z żyjącymi teraz właśnie na ziemi istotami lub kimś kto zmarł. Mimo to najdoskonalsza inspiracja zawsze bierze się z boskiego umysłu i jedynie Bogu należy się uznanie. Nawet jeśli inspiracja przechodzi przez umysł osoby żyjącej na ziemi lub przez duszę zmarłego to wciąż ma swe źródło w Bogu, albowiem do niego przynależy cała istniejąca wiedza i mądrość.

Mamy trzy postacie pod jakimi pojawia się natchnienie przez przekaz żyjącej istoty: kiedy przebywamy w obecności inspirującej osoby, w jej myślach oraz wtedy, gdy nasze serce znajduje się w stanie doskonałej ciszy. W tym ostatnim przypadku inspiracja przepływająca przez serce natchnionej osoby wnika również w nasze. Dokładnie tak jak z radiem. Czasem uda się nam połączyć ze stacją, z której chcemy posłuchać muzyki, a czasem nie. Mimo to radio wciąż pozostaje radiem. Jeśli coś, co je przenika nie jest odbierane, to nie jest również słyszane, choć ten dźwięk mimo to gdzieś tam jest. W ten sam sposób człowiek otrzymuje natchnienie z wyżej wymienionych trzech różnych źródeł.

W zjawisku inspiracji zachodzą różne procesy. Wszystko zależy od skupienia serca człowieka na boskim duchu. Jedna osoba może dokonać tego bezpośrednio, podczas gdy dla innej duch ten okaże się zbyt odległy. Serce tego drugiego człowieka jest w takim przypadku skupione na jakimś ośrodku, a ten z kolei na boskim duchu. Dlatego może ona otrzymać jego posłanie. Mimo to jak widać, inspiracja nadal pochodzi od boskiego ducha. Błędem ze strony rodzaju ludzkiego jest przypisywanie natchnienia jakiejś ograniczonej istocie, która nie jest niczym innym jak tylko cieniem skrywającym Boga. Poza tym, gdy ktoś wierzy, że pewien stary Egipcjanin przybywa z zaświatów aby go zainspirować, albo jakiś amerykański Indianin pojawia się po to żeby prowadzić go po swej ścieżce, to buduje mur między sobą a Bogiem. Zamiast otrzymywania bezpośrednio z doskonałego i wszechwystarczającego źródła, człowiek taki buduje w swym umyśle własną ograniczoną ideę. W ten sposób tworzy z niej ekran między sobą a Bogiem.

Najłatwiejszy sposób odbioru natchnienia w przypadku geniusza polega na uczynieniu siebie jakby pustą filiżanką. Wolnym od dumy wykształcenia lub próżności wynikającej z wiedzy. Uczynieniu siebie tak niewinnym, jak dziecko gotowe uczyć się czegokolwiek. To taka dusza, która staje przed Bogiem jak dziecko, jednocześnie jednak pragnąc i tęskniąc do wyrażenia muzyki poprzez siebie, ona staje się fontanną Boga. Z tej fontanny wznosi się boska inspiracja i niesie piękno wszystkim, którzy jej szukają.

Krok dalej ma miejsce kiedy człowiek nie jest już dłużej po prostu poetą, muzykiem czy filozofem, a staje się jedynie instrumentem Boga. Wtedy Bóg zaczyna przemawiać do niego przez wszystko. Nie tylko przez melodię, poezję, kolory czy światło. Człowiek taki zaczyna komunikować się z Bogiem pod wszelkimi postaciami. Wszystko co widzi ponad i pod sobą, na prawo i na lewo, przed i za sobą, zarówno to co ziemskie i niebiańskie służy do tej komunikacji. Zaczyna wówczas rozmawiać z Bogiem i krok ten zwiemy objawieniem.

W opowieści o Mojżeszu powiedziane jest, że pewnego razu szukał on ognia potrzebnego do wypieku chleba, gdy na swe szczęście dostrzegł światło na szczycie jakiejś góry. Celem zdobycia ognia wspiął się na szczyt ale wtedy ogień stał się błyskawicą. Tak wielkiego blasku Mojżesz nie mógł wytrzymać i padł na ziemię. Kiedy się ocknął, zaczął rozmawiać z Bogiem.

To alegoryczne opowiadanie. Chodzi w nim o to, że Mojżesz szukał ognia, aby zapewnić środki do przetrwania. Musiał jednak w tym celu wspiąć się na wyższe poziomy. Nie były one do osiągnięcia na ziemi, tam gdzie się znajdował. Trzeba więc było wspiąć się na szczyt. Wtedy okazało się, że jest tam nie tylko światło, ale błyskawica. Jej blask leżał poza wytrzymałością Mojżesza i upadł on. Co znaczy ten upadek? Znaczy stanie się niczym. Pustym. Kiedy Mojżesz osiągnął ten stan pustki, wtedy jego serce zaczęło działać jak rezonator i znalazł kontakt z Bogiem poprzez każdą rzecz tego świata. W skale, drzewie, roślinie, gwieździe, słońcu, księżycu - na cokolwiek nie spojrzał nawiązywał kontakt z duszą tej rzeczy.

I tak wszystko objawiło swą naturę i tajemnicę Mojżeszowi. W związku z tym objawieniem Sa'adi mówi, że każdy liść drzewa staje się stroną pisma świętego skoro tylko dusza nauczyła się czytać.


AKCJA BOGA

REAKCJA CZŁOWIEKA

Natura jest doskonałością bez względu na to, na co byśmy nie spojrzeli. Samo w sobie stanowi to dowód, że stanowi ona twór Boga, który nie działał na oślep, ale z jakimś zamiarem i możliwością wyboru. Dowodzi tym samym Swej doskonałej mądrości i biegłości. Stąd też natura jest dziełem artysty, który stworzył ją na miarę swego wyboru. Minerały, rośliny, zwierzęta, a także stworzenie ludzkie pochodzą od Niego. Jednak to właśnie w ludzkiej istocie Bóg dokonał zmiany w Swym wyborze poprzez doświadczanie życia ludzkim umysłem i ciałem.

Jako doskonały duch, Bóg tworzy w naturze wszystko, co życzy sobie aby powstało i nie znajduje rzeczy, której by brakło. Posiada bowiem możliwość tworzenia tego, czego nie ma. Ale gdy promień tego samego ducha przedziera się przez ludzką powłokę, to przede wszystkim nie jest w stanie widzieć natury jako całości i cieszyć się jej pięknem. Pomimo tego, będąc promieniem doskonałego ducha, i jako że z natury swej poszukuje doskonałości, pragnie stworzyć to czego w niej nie znajduje. To właśnie to pragnienie wywołuje potrzebę działania. Stąd więc natura jest działaniem, akcją Boga, a sztuka reakcją człowieka.

Sztukę dzielimy na dwie klasy: imitowanie (kopiowanie) i wytwarzanie (udoskonalanie i improwizowanie).

Pierwszą falą artystycznego impulsu jest imitowanie tego, co człowiek podziwia. Możemy tu wyróżnić dwie tendencje wśród artystów: kopiowanie i udoskonalanie. Jeden artysta posiada większe zdolności do kopiowania, a drugi do improwizowania. Biegłość w obu tych aspektach jest równie doniosła. Pełne kopiowanie natury leży poza możliwościami ludzkimi i im większym mistrzem jest artysta w swej sztuce tym lepiej może kopiować naturę. Do tego celu potrzebuje nie tylko wnikliwej obserwacji, ale również głębszego wglądu w obiekt, który ma przed sobą.

Zdolność improwizowania może być w pewien sposób wspanialsza, ponieważ artysta stara się zrobić kopię natury lepszą od niej samej. W rzeczywistości natury nie można poprawić rozważając ją jako całość. Jeżeli jednak obserwujemy jej fragmenty, to najczęściej wydaje nam się, że wymaga ona dopracowania. Promień ducha Stwórcy, jakim jest dusza artysty próbuje ulepszyć ten kawałek natury, który wydaje się niewykończony gdy spojrzeć na niego w oderwaniu od niej. Tym samym jest to dowód potrzeby działania Boga i reakcji człowieka.

W kopiowaniu natury daje się zauważyć dwa zasadnicze zjawiska: upunktowienie umysłu oraz nieporuszoną obserwację. Upunktowienie umysłu bierze się z koncentracji. Artysta musi sobie uświadomić, że tak jak tylko pewna ręka może trzymać pędzel, tak jedynie nieporuszony umysł może posiąść moc potrzebną do kopiowania.

Niezachwiana obserwacja oznacza zdolność trzymania w ognisku uporczywego, przenikliwego spojrzenia. W wielkiej mierze zależy to od obiektu, który artysta maluje. Jeśli jego piękno przyciąga oczy i umysł artysty i budzi jego zainteresowanie, wtedy pomaga mu to w malowaniu. Zawsze jedna rzecz działa na szkodę artysty: wciąż zmieniający się temperament. Może on czasem działać tak aktywnie, że zabiera artyście niewzruszoną obserwację na rzecz czegoś bardziej rzucającego się w oczy. Wskutek czego może on nie mieć cierpliwości, aby wytrwać w obserwowaniu właśnie tego obiektu, który ma przed sobą.

Choć niestałość artysty w pewien sposób obrazuje płynność umysłu, w jego przypadku rzecz naturalną, to jednak kontrola nad tą zmiennością doprowadza jego wysiłki w sztuce do sukcesu. Dlatego w pracy najbardziej pomaga mu koncentracja. Przenikliwy wgląd w piękno nie tylko pomaga w sztuce, ale też prowadzi artystę ku duchowej doskonałości. Bardzo cienka jest zasłona między artystą a Bogiem i właśnie wgląd artysty w piękno, przy stałej praktyce jest tym, co może czasem podnieść tę zasłonę tak, że całe piękno natury stanie się dla niego jedyną w swym rodzaju wizją majestatycznej obecności Boga.

Kopiowanie jest tendencją występującą wśród uczniów, a wielkim mistrzem jest ten, kto jest wielkim uczniem. Kopiujący musi być z usposobienia reagującym miłośnikiem natury i jej naśladowcą. W wierszu pewnego hinduskiego poety czytamy: "Obrócę wniwecz twe fale, o dmący wietrze, jeśli zburzysz fale włosów mej ukochanej". Kopiujący jest wielbicielem piękna, które widzi i nie życzy sobie jego zmiany. Cały wysiłek artysty obraca się w kierunku utrzymania oryginalności tego piękna. Taka jest natura wielbiciela Boga.

Kopista w swym stałym wysiłku zbliża się coraz bardziej do piękna, wytwarzając w ten sposób piękno w swej własnej naturze. Utrzymując je w sobie rozwija w swym usposobieniu harmonię i dochodzi do jedności z naturą. Rozwija zdolność głębokiego i rozległego rozmyślania. Cierpliwość w sposób naturalny rozwija się przez kopiowanie. Kopiujący utrzyma również zawsze równowagę, ponieważ natura, gdy spojrzeć na nią jako na całość jest niczym innym jak równowagą. Równowaga jest życiem, a jej brak śmiercią. Kopista rozwija w swej naturze umiar, gdyż z delikatnością naśladuje naturę. Zawsze jest więc chroniony przez naturę, która daje wszelkie wsparcie i ochronę Wszechmocnej Istoty, a sama w sobie jest czystą manifestacją Boga.

Tendencja ulepszania natury jest falą aktywności umysłu, która wznosi się wyżej niż tendencja kopiowania natury. Pierwsza jest bowiem bardziej produktywna, druga natomiast bardziej poruszająca serce i umysł. Jednakże każda z tych tendencji ma szczególną wartość. Pierwsza zmierza ku Stwórcy, podczas gdy druga ku stworzeniu. Powodzenie w kopiowaniu natury jest powolne, ale pewne. Lecz w aspekcie drugim - ulepszania - może zaprowadzić na właściwą lub niewłaściwą drogę. Rytm kopiowania jest spokojny, powolny i zmienny, podczas gdy w drugim przypadku: aktywny, wyraźny i zrównoważony.

Sztuka kopiowania jest dla wielu mniej zrozumiała niż sztuka udoskonalania. Aby ocenić sztukę człowieka kopiującego trzeba głębokiego wglądu, nawet czasem tak głębokiego, jak wgląd samego artysty. On pogrążył się głęboko w oceanie piękna i z dna wydobył na świat perły w postaci formy i koloru.

Mamy tendencję, która często wydaje się wzmagać u obdarzonego wyobraźnią artysty, kiedy to pochłonięcie swą własną sztuką może zaprowadzić go daleko od natury. Bardzo często może się to nawet zakończyć sukcesem. Po bliższym zbadaniu jednak okazuje się mieć to fatalny skutek, ponieważ bezpieczeństwo artysty spoczywa na trzymaniu się ręka w rękę z naturą.

Człowiek udoskonalający posiada dwie tendencje. Jedna polega na uszanowaniu formy, którą udoskonala - przez powstrzymanie się od zburzenia jej oryginalności. Delikatnie i uważnie podąża za naturą, jako jej naśladowca, a ta bez wątpienia zapewnia sukces jego sztuce. Udoskonala, ale nie odchodzi zbyt daleko od natury. Dotyka oryginalnej formy jednocześnie tego nie czyniąc. Z namaszczeniem i subtelnością wypełnia swoje przeznaczenie udoskonalania oryginalnej, pierwotnej natury. Czyni to przez cierpliwość i zadumę i jest, że tak powiem, onieśmielony wobec Stwórcy.

Druga tendencja polega na skłonności do przesady. Rozróżniamy tu dwa jej rodzaje. Pierwszy objawia się dodaniem swej własnej formy do koloru natury lub na wyborze jakiegoś swego koloru i dodaniu go do formy wziętej z natury. Innym rodzajem jest mniej zauważalna tendencja do przesady, polegająca na poprawianiu formy nawet do takiego stopnia, ze ulega ona deformacji. Tak więc artysta może wykonać liść, który normalnie ma długość dłoni, wielkości ucha słonia, zaokrąglić to co jest owalne, zrobić z kształtu okrągłego owalny, przerobić to co gładkie na chropowate i zamienić formę naturalną w jakąś dziwaczną. Niewątpliwie artysta, działając w ten sposób, jeśli jest naprawdę utalentowany wytworzy coś, co niewielu artystów będzie zdolnych zrobić. I z pewnością osiągnie pomyślne wyniki w nagrodę za swe odważne przedsięwzięcia. Ze względu jednak na to, że owa tendencja jest rodzajem ryzykownej przygody, ma wszelkie szanse zakończenia się fiaskiem. Bardzo nieliczni artyści potrafią odnieść sukces w swej sztuce, jeśli chodzi o przesadę. Natomiast ci, którzy tego nie potrafią, idąc w tym kierunku udowadniają sobie jedynie własną niedojrzałość. Bez wątpienia w sztuce udoskonalania zdolności twórcze artysty mają tak ogromne możliwości i swobodę działania, jakich on wymaga. Żaden jednak artysta nie był i nigdy nie będzie zdolny stworzyć formy, która nie istnieje. Nie ma takiej formy ani koloru, których nie byłoby w naturze. Mamy wiele form i kolorów, które pozostają i pozostaną nieznane oraz niezbadane przez naukę lub sztukę. Pokazuje to, że człowiek, choćby nie wiem jak wielkim był artystą jest niczym innym, niż tylko kopistą natury. Dzięki temu uświadamiamy sobie, że mimo wszystko człowiek jest człowiekiem, a Bóg Bogiem.

Artysta udoskonalający rozwija w rzeczywistości zdolność twórczą zakorzenioną w duchu będącym duchem Stwórcy. Ulepszanie, upiększanie natury jest dodawaniem do niej tego, co natura ludzka wytworzyła dzięki pewnemu kątowi widzenia. Poprawianie jest udoskonalaniem natury. Ścieżka człowieka udoskonalającego jest ryzykowna, bo musi on czasem stworzyć coś, czego oczy ludzkie jeszcze nigdy nie widziały. Dlatego też sztuka jego zamiast odwoływać się do zmysłu piękna, często odwołuje się do zmysłu ciekawości. W efekcie zamiast dawać zadowolenie jakie jest naturalnym owocem piękna, może stworzyć uczucie zdumienia. Artysta musi mieć wspaniałe poczucie formy celem udoskonalenia czegoś tak, aby dało to satysfakcję.

Wielu jest artystów, którzy rozwijają sztukę wytwarzającą w widzu zamęt. Tych zwie się iluzjonistami. Odpowiadają czasem na symboliczne fantazje ludzkości. Czasem odwołują się do spirytystycznego punktu widzenia, tworzą w swej sztuce jakąś wizję, wrażenie czegoś jakby we mgle.

Ten rodzaj sztuki staje się oczywiście środkiem wyrażania idei mistycznych, ale w rękach osoby niekompetentnej jest niczym innym jak sztuką bezsensowną. Natomiast w rękach człowieka pretensjonalnego, który pragnie wprawić w zakłopotanie i zdumienie ludzi swą wprawą nie stanowi nic prócz widowiska. Najlepszy sposób upiększania natury polega na trzymaniu się blisko niej i rozszerzaniu jej piękna w malarstwie, które bez wątpienia jest prawdziwą sztuką.

Iluzja jest wytwarzana w sztuce przez dwa rodzaje artystów: tych o wielkiej inteligencji z doskonałym zmysłem sztuki oraz takich, których umysł nie jest czysty, wyrażających w swej sztuce własne pomieszanie. Dlatego ci pierwsi to prawdziwi iluzjoniści, a drudzy mogą być wzięci za kogoś kim nie są.

Jeden rodzaj iluzji w sztuce to pokazanie na pierwszy rzut oka czegoś zupełnie różnego od tego, co mogłoby sugerować drugie spojrzenie. Wymaga to z pewnością, oprócz talentu, wielkiej zręczności w tej dziedzinie sztuki. W tym szczególnym aspekcie sztuki można dostrzec wiele form w jednej. Patrząc z pewnych stron, a czasem z dowolnej, widać zupełnie inny obraz, każdy dowodzący umiejętności artysty. W tej postaci sztuki bez wątpienia biegłość jest bardziej zauważalna niż piękno. Za przykład może posłużyć Lwia Brama w Mykenach. Przedstawia ona "szukanie całej potęgi u stóp Boga". Kolumny reprezentują stopy Boga a lwy - moc. Pokazują również, że Bóg jest wszelką mocą, że wszystko na świecie co posiada moc otrzymuje ją od Niego. Znaczy to również, że Bóg jest wszystkim co ją posiada, jest źródłem wszelkiej mocy. W Nim ona cała jest ześrodkowana. Cztery koliste znaki nad kapitelem kolumny oznaczają cztery kierunki, co mówi nam, że panowanie Boga rozciąga się wszędzie. Dwa ołtarze pokazują, że władza ta manifestuje się w dwóch aspektach, choć są one jednym i tym samym Bogiem. Jeden jest mocą a drugi pięknem. Cała rzeźba przedstawia również ludzką głowę, gdzie kolumna jest nosem, ołtarz ustami, a dwie głowy (teraz brakujące) oczami. Jest to symbol wszechpotężnego Boga, którego odnajdujemy w człowieku, Jego prawdziwej świątyni i ołtarza.

Mamy jeszcze inny rodzaj iluzji, jakim jest wytwarzanie przed skoncentrowanym, uporczywym spojrzeniem obrazu wydającego się być rzeczywistym. Stanowi to dowód najlepszego talentu w sztuce. Trzeci rodzaj iluzji to sztuka sugestii składająca się z pewnej idei lub działania, tak że tylko umysł dostatecznie rozwinięty aby ową sugestię pojąć, może ją poznać (pomimo że dla wszystkich innych pozostaje to pewnym obrazem). Bez wątpienia wymaga to umysłu z mocą twórczą, umysłu przebudzonego. Artysta ma sposobność w tej dziedzinie sztuki przesłać swe myśli innym. Tacy artyści starożytności byli zazwyczaj mistykami i zawsze wyrażali swoje myśli dotyczące prawa życia i natury oraz swe wyobrażenia niebios w sztuce.

Czwarty rodzaj iluzji jest jeszcze bardziej mistyczny niż pojedyncza, sugestywna iluzja. Polega on na przedstawieniu, wyobrażeniu myśli lub uczucia, właściwości lub pewnej jakości będących abstrakcją. To jest tak, jak ubranie w formę i kolor tego, co daleko poza nie wykracza. Jednakże ta sztuka nie może być pospolitym językiem. Tego języka nikt nie rozumie lepiej od jego twórcy, niemniej jednak wyobrażanie abstrakcji leży poza zdolnością zwyczajnego umysłu. Na drodze tej znajdziemy wielu ludzi tworzących muzyczne lub myślowe formy czy emocje. Z pewnością ten rodzaj sztuki może łatwo zaprowadzić artystę do tego, że ogłupia i miesza ludziom w głowach bezsensownymi formami i kolorami będącymi wytworem jego fantazji, tym bardziej w każdym przypadku należy dowieść, że ten rodzaj sztuki jest zaawansowaną przygodą ze strony artysty.

Najważniejszym aspektem iluzji w sztuce jest symbolizm. Symbolizm to język sztuki. Nie posiada on znaczenia jedynie dla artysty, ale jest znany wszystkim, do których jest adresowany. Symbolizm oznacza uznaną iluzję. Jego źródło tkwi w inspiracji artysty. Bowiem to jemu mądrość jest objawiona w marzeniach o sztuce. Chociaż natchniony artysta z pewnością podaje przesłanie w postaci sztuki, to niekoniecznie znaczy to, że każdy artysta powinien być zaopatrzony w symbolizm. Wynika to z faktu, że talent w tym kierunku jest u niektórych artystów wrodzony. Artysta przebywający na mistycznej ścieżce może go rozwijać, ale musi już wcześniej mieć w swym sercu jakąś jego iskrę.

Sztuka symboliczna leży między sztuką kopiowania, a sztuką udoskonalania. W sztuce symbolicznej sztuka kopiowania i improwizacji jednoczą się i dlatego w symbolizmie oba główne aspekty sztuki stają się doskonałe. Człowiek natchniony symboliczną ekspresją natury widzi we wszystkich jej elementach symbole, które coś dla niego znaczą, a jednocześnie objawiają mu jakąś tajemnicę życia i natury. Ta wiedza jest kluczem do całego stworzenia. Dla mającej ją osoby wszystko na świecie jest jak zamknięte pudełko, do którego ona posiada klucz. Gdy tylko człowiek taki zwróci swą uwagę na cokolwiek co widzi, natychmiast znajduje pod ręką jakąś symboliczną ekspresję, która użyta jako klucz otwiera drzwi do każdego ukrytego skarbu.

Mamy dwa aspekty wiedzy symbolicznej. Jeden to nazul, gdy każda rzecz w naturze zaczyna dawać swój klucz artyście w postaci symbolu. Przez użycie tego klucza artysta staje się zdolny odkryć tajemnicę, którą reprezentuje każda forma.

Drugi aspekt to uruj (czyt. "urudż"). Wznosząca się z serca artysty fala sprowadza przed jego wzrok projekt, dzięki któremu najlepiej może on wyrazić symbolicznie swą myśl. Tę falę, powstającą w sercu artysta wytwarza przez cierpienie, zadowalając tym samym ducha domagającego się doskonałości. Stąd, w nazul artysta otrzymuje przesłanie, podczas gdy w uruj przekazuje je światu wypełniając tym samym akt duchowy, do którego każdy natchniony artysta jest powołany. Stosownie do temperamentu artysty skłania się on bardziej albo ku nazul, albo ku uruj. Ten o skłonnościach ku nazul ma temperament jemal (czyt. "dżemal"), a ten o skłonności ku uruj - jelal (czyt. "dżelal"). Jednakże uruj i nazul oddziaływują nawzajem ze sobą. Bez uruj niemożliwy jest nazul i odwrotnie. Doskonałość polega na odbiorze obydwu, czasem nazul, a kiedy indziej uruj, tak jak dzielimy nasze życie za dnia i w nocy na działanie i wypoczynek.



CZĘŚĆ II

POEZJA - TANIEC DUSZY

Istnieje takie powiedzenie, że poeta jest prorokiem. Posiada ono wielką doniosłość i ukryte znaczenie. Nie ulega wątpliwości, że choć poezja niekoniecznie musi być proroctwem, to proroctwo narodziło się w poezji. Gdyby ktoś stwierdził, że poezja jest ciałem przybranym przez ducha proroctwa, nie byłoby to błędem. Wagner powiedział kiedyś, że hałas niekoniecznie musi być muzyką. To samo odnosi się do poezji. Wersety zapisane stopą wierszową (stopa wierszowa - jednostka miary wierszowej, w wersyfikacji antycznej najmniejszy powtarzający się układ sylab długich i krótkich, w nowożytnej wersyfikacji sylabotonicznej najmniejszy powtarzający się układ sylab akcentowanych i nie akcentowanych, przyp. tłum.) i rymem niekoniecznie muszą być prawdziwą poezją. Poezja jest sztuką, muzyką wyrażoną w pięknie i harmonii słów. Bez wątpienia wielka część poezji, z jaką mamy do czynienia ma służyć rozrywce lub zabawie, jednakże prawdziwa poezja pochodzi z tańca duszy. Nikt nie potrafi nakłonić duszy do tańca póki ona sama w sobie nie ma ku temu skłonności, nie zatańczy również żadna martwa dusza.

Powiedziane jest w Biblii, że nikt kogo dusza nie odrodziła się na nowo nie wejdzie do Królestwa Bożego. Bycie narodzonym znaczy bycie żywym. Nie tylko wesołe usposobienie lub zewnętrzna skłonność do uciechy i przyjemności są oznaką żyjącej duszy. Zewnętrzna skłonność do przyjemności i zabawy mogą pochodzić po prostu z istoty zewnętrznej człowieka, choć nawet w tych zewnętrznych cechach mamy przebłyski wewnętrznej radości i szczęścia, które towarzyszą odradzającej się duszy. Co czyni ją żywą? Sama siebie czyni żywą, gdy wnika w swe głębie zamiast sięgać na zewnątrz. Dusza ta po zetknięciu się z żelaznym murem życia w fałszu, obraca się do wewnątrz na spotkanie samej siebie i w taki właśnie sposób ożywa.

Celem objaśnienia tej idei wziąłbym za przykład człowieka, który przychodzi na świat. Człowiek z myślą, uczuciem, energią, pragnieniem, ambicją, entuzjazmem do życia i pracy w życiu. Z powodu faktycznej natury życia jego doświadczenie wytworzy w nim uczucie ciągłego napotykania żelaznego muru bez względu na kierunek, w którym się ruszy. A natura ludzkiej istoty jest taka, że gdy zetknie się ona z przeszkodą, wtedy się z nią zmaga. Żyje w świecie zewnętrznym i kontynuuje tę szarpaninę. Nie zna innej strony życia, gdyż istnieje tylko na powierzchni. Przypuśćmy, że mamy człowieka wrażliwego. Ma on współczujące i wrażliwe serce i każde uderzenie pochodzące ze świata zewnętrznego nie wywołuje w nim chęci odwetu lecz sprawia, że oddaje cios samemu sobie, do wewnątrz. W wyniku tego jego dusza, która wydaje się żyć po narodzeniu na tej ziemi, a w rzeczywistości jest w grobie, zostaje przebudzona takim działaniem. Kiedy to już nastąpiło wyraża siebie samą na zewnątrz. Przez muzykę, sztukę, w poezji, w działaniu lub w jakikolwiek inny sposób, w jaki pragnie się wyrazić.

Tak rodzi się poeta. Ujawniają go dwa znaki. Pierwszy to wyobraźnia, a drugi to uczucie. Obydwa są istotne na ścieżce duchowej. Bez względu na to jak człowiek nie byłby wykształcony i dobry, jeżeli brakuje mu tych dwóch cech, nigdy nie może osiągnąć zadowalających wyników. W szczególności na ścieżce duchowej.

Pisma święte wszystkich czasów, czy to hinduskie, perskie czy plemion Beni Izraela (narodu izraelskiego, przyp. tłum.) lub inne, wszystkie zostały dane nam w postaci poezji lub prozy poetyckiej. Żadna duchowa osoba, bez względu na jej wielkość, pobożność i stopień zaawansowania duchowego nie była nigdy zdolna do dania pisma świętego światu, zanim nie została pobłogosławiona darem poezji. Ktoś może zapytać czy dzisiaj wciąż byłoby to możliwe. Dzisiaj, kiedy sentyment zajmuje drugie miejsce w życiu i ludzie pragną, aby wszystko było wyrażane w sposób jasny: "krótko i bez sentymentów" jak to się mówi, i kiedy stajemy się tak przyzwyczajeni do tego, że wszystko, szczególnie w nauce podaje się nam w zrozumiałych słowach. Trzeba jednak uświadomić sobie, że chociaż sprawy dotyczące nazw i form tego świata można opisać naukowo w prostych słowach, to gdy pragniemy wyjaśnić uczucia jakim ulega człowiek kiedy patrzy na życie, to nie da się tego zrobić inaczej niż tak, jak uczynili to prorocy w poezji. Nikt nigdy nie wytłumaczył, ani nigdy nie będzie mógł w słowach wytłumaczyć prawdy. Język istnieje tylko dla wygody w codziennych sprawach. Najgłębszych uczuć nie można objaśnić w słowach. Przesłanie jakie w różnych czasach prorocy dali światu stanowi wyrażoną ich własnymi słowami interpretację idei życia, którą otrzymali.

Inspiracja zaczyna się w poezji, a osiąga szczyt w proroctwie. Można wyobrazić sobie poetę jako duszę, która jak gdyby powstała ze swego grobu i zaczyna wykonywać pełne wdzięku ruchy. Kiedy ta sama dusza zacznie poruszać się i tańczyć we wszystkich kierunkach i dotykać ziemi i niebios, wyrażając w swym tańcu piękno jakie widzi, to mamy wtedy do czynienia z proroctwem. Poeta, kiedy uczynił już postęp, czyta umysł wszechświata, choć nierzadko dzieje się tak, że sam nie zna prawdziwego znaczenia tego co powiedział. Bardzo często okazuje się, że poeta powiedział coś istotnego i dopiero po wielu latach nadchodzi chwila, w której zdaje sobie sprawę z rzeczywistego znaczenia swych słów. Pokazuje to, że za tymi wszystkimi działaniami kryje się duch boski i że często manifestuje się on przez człowieka, który nie uświadamia sobie jego boskiej natury.

Na Wschodzie proroka zwą paghambar co znaczy posłaniec, ten który przekazuje słowo od jednej osoby do drugiej. W rzeczywistości każda jednostka na tym świecie jest pośrednikiem impulsu, jaki się za nią kryje i wyraża go najczęściej o tym nie wiedząc. Dzieje się tak nie tylko z istotami żywymi, ale nawet z rzeczami. Każda rzecz ma swój cel i przez jego wypełnienie spełnia porządek natury. Dlatego bez względu na działalność lub rodzaj zainteresowania człowieka, czy będą to interesy, nauka, muzyka, sztuka, czy poezja, to w taki czy inny sposób człowiek jest medium. Mamy media żywych istot, tych którzy odeszli, jak również media poszczególnych krajów, narodów, ras. Każdy z osobna działa na swój własny sposób jak medium.

Gdy prorok lub poeta pogrąża się głęboko w sobie samym, sięga doskonałości, źródła i celu wszystkich istot. I tak jak przewód elektryczny połączony z baterią czerpie jej moc, energię tak i poeta, który dotknął najskrytszych głębi swej istoty dotyka doskonałego Boga. Stamtąd czerpie mądrość, piękno i moc przynależące do doskonałej jaźni Boga. Bez wątpienia we wszystkich rzeczach znajdziemy prawdę i fałsz, niedojrzałość i dojrzałość. Poezja bierze się z tendencji do kontemplacji. Człowiek z wyobraźnią nie może tej wyobraźni powstrzymać, kształtować ani wzmacniać, jeśli nie ma w sobie tendencji do kontemplacji. Im więcej ktoś kontempluje, tym bardziej staje się zdolny do pojmowania tego co odbiera. Ale to nie wszystko. Po kontemplacji człowiek potrafi uświadamiać sobie pewne idee wyraźniej, niż gdyby zostały one postrzeżone jedynie przez jego umysł.

Proces kontemplacji przypomina pracę aparatu fotograficznego. Kiedy postawimy go przed pewnym przedmiotem i właściwie nastawimy ostrość, wtedy kamera zarejestruje tylko ten przedmiot. Dlatego, gdy obiekt jaki mamy przed sobą jest ograniczony, to wtedy można zobaczyć go dużo wyraźniej. Na siłę przyciągającą poety składa się fakt, że mówi swym czytelnikom o tym co zobaczył za powszechnie znanymi ideami. Prorok idzie jeszcze dalej. On nie tylko kontempluje jakąś jedną wybraną ideę, ale może kontemplować dowolną. Nadchodzi czas w życiu proroka lub każdego, kto kontempluje, kiedy bez względu na to, na jaki obiekt rzuci swe spojrzenie, ten otwiera się przed nim i objawia mu to co ma w swym sercu. Patrząc na historię świata widzimy, że poza wielką wyobraźnią i wielkimi snami, ekstazą i radością w boskim życiu, prorocy byli często wielkimi reformatorami, naukowcami, lekarzami czy nawet mężami stanu.

To samo w sobie pokazuje zrównoważenie proroków. Pokazuje, że ich rozwój nie przebiega jednostronnie. Nie stają się oni jedynie marzycielami, nie tylko wchodzą w trans. Obie strony ich osobowości są jednakowo rozwinięte. To co demonstrują prorocy stanowi przykład Boga w człowieku. Widać to w życiu Józefa. Był tak prostoduszny i szczery, że poddając się poszedł za swymi braćmi. Doprowadziło to do tego, że został zdradzony. W jego związku z Zuleiką widzimy ludzką istotę, skłonność do piękna. Jednocześnie zadaje on sobie ciągle pytanie: "Co robię? Co powinienem robić?". Później w życiu widzimy go jako tego, który zna tajemnice snów, jako mistyka, który tłumaczy sen króla. A jeszcze później zostaje ministrem. W jego rękach spoczywa zarządzanie krajem. Staje się człowiekiem zdolnym do wykonywania tego odpowiedzialnego urzędu.

Duchowość została odsunięta od materialnego życia i tak też daleko Bóg jest odsunięty od ludzkości. Dlatego nikt już nie może wyobrazić sobie Boga mówiącego przez człowieka, takiego jak on sam. Nawet religijne osoby czytające każdego dnia Biblię będą miały wielką trudność w zrozumieniu wersetu "Bądźcie doskonali jako i Ojciec wasz w niebiosach doskonały jest". Posłanie sufickie i jego misja mają przynieść i uświadomić tę prawdę światu: że człowiek może tak głęboko pogrążyć się w sobie, że dotyka głębi, w której jest zjednoczony z całym życiem, ze wszystkimi duszami, i że może czerpać z tego źródła harmonię, piękno, pokój i moc.


POETYCKI DUCH

Poezja wyraża rytm duszy poety. W życiu każdej ludzkiej istoty są chwile, kiedy dusza doznaje sama w sobie uczucia rytmu. W takich przypadkach dzieci, nie objęte powszechnie przyjętymi konwenansami zaczynają tańczyć, mówić rymującymi się słowami lub powtarzać podobne do siebie i harmonizujące ze sobą zwroty. Chwila ta jest momentem przebudzenia duszy. Dusza jednego człowieka może być budzona znacznie częściej niż innego, ale tak czy inaczej w życiu każdego są takie momenty przebudzenia i dusza obdarzona środkami wyrazu myśli i idei często objawia swój talent w poezji.

Wśród wielu wartościowych rzeczy tego świata słowo jest najcenniejsze. Ponieważ w słowie można znaleźć światło, którego nie posiadają perły i klejnoty. Może ono zawierać tak wiele życia, że zdolne jest leczyć rany serca. Dlatego poezja, w której wyrażono duszę jest tak żywa jak ludzka istota. Największą nagrodą jaką Bóg obdarzył człowieka jest elokwencja i poetyka. Nie ma w tym przesady, ponieważ to właśnie talent poety osiąga swój szczyt w darze prorokowania.

Pewna hinduska idea bardzo dobrze to wyjaśnia. Otóż, pojazdem bogini nauki jest elokwencja. Wielu żyje, ale zaledwie paru myśli. A wśród tych kilku, którzy myślą jest jeszcze mniej takich, którzy potrafią wyrazić siebie samych. Taki stan rzeczy spowodowany jest stłumieniem impulsu duszy człowieka, albowiem w wyrażeniu duszy spełniony zostaje boski cel, a poezja właśnie jest realizacją tego boskiego porywu do wyrażenia czegoś.

Bez wątpienia mamy poezję prawdziwą i fałszywą, tak samo jak prawdziwą i fałszywą muzykę. Człowiek znający wiele słów i zwrotów mógłby je połączyć razem i coś tam mechanicznie ułożyć, ale nie będzie to poezją. Bez względu na to czy mamy do czynienia z poezją, sztuką czy muzyką, musi ona przywodzić na myśl życie. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy wypływa ona z najgłębszego porywu, impulsu duszy. Jeśli tak nie jest, to wtedy poezja, sztuka czy muzyka jest martwa. Znamy wiersze wielkich mistrzów różnych okresów, które oparły się gwałtownemu wichrowi zniszczenia. Pozostają wiecznie młode. Trwałość ich słów polega na życiu jakie zostało w nie przelane. Drzewa żyjące długo mają najgłębsze korzenie, to samo odnosi się również do żywej poezji. My tylko czytamy ją w taki sposób, w jaki patrzymy na drzewa. Gdybyśmy jednak mogli zobaczyć, gdzie tkwią korzenie tych wierszy to znaleźlibyśmy je w duszy, w duchu.

Co takiego budzi duszę do rytmu, który wywołuje poezję? To, co porusza w poecie skłonność do miłości. Ponieważ z miłością przychodzą harmonia, piękno, rytm i życie. Wydaje się, że wszystko co dobre, piękne i warte zdobycia skupia się w tej jednej iskrze, miłości ukrytej w sercu człowieka. Gdy serce mówi o swej radości, swym smutku to wszystko to jest interesujące i wzruszające. Serce nie kłamie. Zawsze mówi prawdę. Przez miłość staje się szczere, a przez szczerość serca manifestuje się prawdziwa miłość. Człowiek może żyć w społeczeństwie, w którym zawsze trwa zabawa, rozrywka, uciecha i piękno. Może wieść takie życie przez dwadzieścia lat, ale w chwili gdy uświadamia sobie to poruszenie w głębi serca czuje, że całe te dwadzieścia lat były niczym. Jedna chwila życia z żyjącym sercem jest więcej warta niż sto lat z martwym.

Widzimy na tym świecie wielu ludzi posiadających wszelki komfort, bogactwo i wszystko czego potrzebują, a mimo to prowadzą oni jałowe życie. Może ono być nawet bardziej nieszczęśliwe od życia człowieka przymierającego z głodu. Ten kogo dusza cierpi głód jest bardziej godny politowania niż ten, którego ciało jest głodne. Albowiem ten ostatni wciąż żyje a ten, którego dusza przymiera głodem jest już martwy. Ludzie, którzy okazali największą inspirację i dali światu drogocenne słowa mądrości byli rolnikami uprawiającymi rolę swego serca. Mamy tak niewielu prawdziwych poetów na tym świecie, ponieważ ścieżka poety biegnie przeciwnie do ścieżki przywiązanego do świata człowieka. Prawdziwy poeta, chociaż znajduje się na tej ziemi przebywa myślami w innych światach, z których otrzymuje swe idee. Prawdziwy poeta jest zarazem jasnowidzem, w przeciwnym razie nie mógłby wydać na świat subtelnych idei poruszających serca słuchaczy. Prawdziwy poeta jest również miłośnikiem i wielbicielem piękna. Gdyby dusza jego nie była zauroczona pięknem nie mógłby wyrazić go w swej poezji.

Co pobudza poezję w człowieku, który urodził się z jej darem? Przyjemność czy ból? Nie przyjemność. Ta bowiem zamraża ten dar. Wrażliwa dusza poety musi przejść w życiu przez ból. Ale w takim razie czy mądrą rzeczą byłoby poszukiwanie bólu przez kogoś, kto chce być dobrym poetą? Wtedy jednak byłoby to jak myślenie, że płacz byłby cnotą, gdyby ktoś skaleczył siebie i popłakał trochę. Któż z żyjącym sercem, może żyć na tym świecie takim jaki jest i nie cierpieć, nie doświadczać bólu? Któż z odrobiną skłonności do odczuwania, współczucia, kochania nie przechodzi przez ból? Któż z odrobiną szczerości w swej naturze mógłby doświadczać codziennie fałszu, obłudy i okrucieństwa natury ludzkiej, a mimo to uniknąć cierpienia? Na każdym swym kroku poeta doznaje i napotyka cierpienie. Rozpoczyna z podziwem dla piękna i z powodu swego talentu z natury samej ma skłonność do wylewania łez nad rozczarowaniami jakie napotyka w życiu. Kiedy przejdzie już ten okres wtedy nadchodzi etap następny i poeta zaczyna uśmiechać się, a nawet śmiać ze świata.

Im ktoś staje się bardziej zaawansowanym uczniem w szkole życia, tym więcej życie oferuje mu rzeczy, które mogą dać dobry powód do zabawienia się i znajdowania przyjemności. Pierwszą rzeczą, która może go rozśmieszyć jest patrzenie, jak każdy człowiek zabiega o swe interesy: jak odnajduje swą ścieżkę wśród krętych dróg, jak zadeptuje innego człowieka, aby samemu znaleźć się na czele, jak popycha kogoś od tyłu, jak ucisza następnego. Czy jest coś, czego nie znaleźlibyśmy w ludzkiej naturze? Gryzienie, kopanie i walka - wszystko znajdziemy. Nie ma nic takiego z natury zwierzęcej, czego nie byłoby w ludzkiej istocie. Ba, człowiek nawet przewyższa zwierzę. Wszystko to jednakże wywołuje jedynie uśmiech tego człowieka. Śmiech przychodzi później, kiedy może już zobaczyć, gdzie te wszystkie działania się kończą. Jeśli człowiek ów jest zdolny do zobaczenia tych wszystkich różnych zakończeń, to wreszcie doprowadzi go to do śmiechu.

W tym okresie rozwoju poety w pewien sposób litość, sentyment i współczucie, które już miał zamieniają się w uśmiechy i śmiech. To tak jak byśmy wywrócili coś na lewą stronę. Litość i wylewanie łez, które były na początku na zewnątrz są teraz wewnątrz, a na zewnątrz jest uśmiech i śmiech. W ten sposób obie te cechy istnieją jednocześnie: śmiech lub uśmiech na ustach i litość w sercu. Kiedy poeta się śmieje jego serce płacze. Taka jest jego natura.

Poeta wznosi się ponad łzy, gdy wylał ich już wystarczająco dużo. Nie znaczy to jednak, że stał się przez to krytyczny, lub że drwi z życia, ale że widzi zabawną stronę rzeczy, i że całe życie, które postrzegał jako tragedię, teraz jawi mu się w postaci komedii. Okres ten jest pocieszeniem płynącym dla niego z niebios po chwilach wielkiego bólu i cierpienia. Ale potem nadchodzi kolejny etap, kiedy wznosi się on jeszcze wyżej, skąd widzi boski pierwiastek działający we wszystkich formach, we wszystkich nazwach, kiedy zaczyna rozpoznawać w nich swego Umiłowanego.

To doświadczenie w życiu poety przypomina radość młodego kochanka. Inauguruje następny okres w jego życiu. Bez względu na sytuację, czy jest bogaty czy biedny, w dobrobycie czy w ubóstwie, nigdy nie rozstaje się ze swym Umiłowanym. Boski Umiłowany jest zawsze przed jego obliczem. Kiedy osiąga ten etap współczuje kochankowi mającemu jedynie ograniczoną (ziemską) ukochaną, którą może podziwiać i kochać. On bowiem osiągnął stan, w którym czy to samotnie, czy w tłumie, na północy, południu, wschodzie czy zachodzie, na ziemi czy w niebie, zawsze jest w obliczu swego Umiłowanego.

Kiedy postępuje jeszcze jeden krok dalej trudno mu wyrazić swe emocje, impuls duszy w poezji. Ponieważ wtedy sam staje się Poezją. Wszystko co czuje, o czym myśli, co mówi i co robi to poezja. Na tym etapie dotyka ideału jedności sprowadzającego wszystkie rzeczy w jedno. Ale w celu osiągnięcia tego etapu jego dusza musi stać się na tyle dojrzała, aby mogła cieszyć się tym stanem, gdyż dusza niemowlęca nie znalazłaby radości w tej szczególnej świadomości wszechjedności. Poczynając od tego momentu znajdziemy w poezji poety przebłyski proroczej ekspresji. Wówczas mamy do czynienia nie tylko z pięknem słów i ich znaczenia, ale słowa jego stają się oświecające, a wiersze życiodajne. Spotkać możemy na tym świecie dusze pobożne, mądre, uduchowione. Ale wśród nich, ten który jest zdolny wyrazić swe urzeczywistnienie życia, prawdy jest nie tylko poetą, ale prorokiem.


MISJA POEZJI

Najpierw narodził się poeta, a potem przyszła poezja. Narodziła się ona w duchu poety. Mówi się na Wschodzie, że tak jak już w kołysce można zobaczyć, jakie cechy będzie miało później dziecko, tak można rozpoznać poetę zanim nauczy się mówić. Poezja pojawia się przed językiem, albowiem to duch poezji w człowieku był tym, co stworzyło język. Tak więc poeta nie jest synem języka ale jego ojcem: zamiast jedynie dobierać słowa on je buduje i modeluje. Gdyby języki rasy ludzkiej nie były stworzone dla poety przypominałyby jedynie pojękiwanie i powrzaskiwanie. Ze wszystkich różnych aspektów życia oznaki inspiracji najpełniej rozpoznajemy w poecie.

Poezja jest najlepszą z możliwych sztuk, ponieważ oprócz wszystkich swych cech jest ona również rysowaniem lub malowaniem słowami. Misja poezji jest taka sama, jak misja innych form sztuki. Poezja stanowi żywy obraz, który mówi więcej niż obraz namalowany na płótnie, a jej posłaniem jest udzielanie inspiracji. Poezja przychodzi do poety przez cierpienie spowodowane rozczarowaniem. Lecz każdy ból lub cierpienie jest przygotowaniem, i tak jak żeby móc zagrać na skrzypcach człowiek musi najpierw je nastroić, podobnie i serce wymaga nastrojenia w celu wyrażenia mądrości. Serce ulega strojeniu przez cierpienie. Kiedy wycierpiało wystarczająco dużo bólu, wtedy nadchodzi poezja. Naturalne narodziny poezji mają miejsce w dniu, kiedy bramy serca stoją otworem.

W sanskrycie znajdziemy przykład tego co zostało powiedziane wyżej, że poezja przychodzi przed nauką mówienia, ponieważ w sanskrycie rymuje się wiele z codziennych słów. Rymują się matka i ojciec: matr i patr. Również brat i przyjaciel: britra i mitra. Gdybyśmy zajrzeli do Kosh - słownika sanskryckiego to odkrylibyśmy, że rymują się wszystkie słowa w pewien sposób spokrewnione ze sobą. Fakt ten wskazuje na to, że dla starożytnych poezja była językiem codziennym. Innymi słowy, ich codzienny język był poezją.

Mamy takie sanskryckie powiedzenie, które może wydaje się przesadą, ale jest czymś godnym uwagi: człowiek bez jakiegokolwiek zainteresowania muzyką i poezją przypomina zwierzę bez ogona. Gdybyśmy porównali muzykę z poezją, to moglibyśmy powiedzieć jedynie, że poezja stanowi powierzchnię, a muzyka głębię jednej i tej samej rzeczy. Tak jak z umysłem i sercem, gdzie powierzchnią jest umysł, a głębią serce tak też jest z poezją i muzyką. Starożytni poeci byli również pieśniarzami. Komponowali poezję i śpiewali. Doskonałość duszy dostrzec można w tych dwóch zdolnościach, talencie w poezji i jednocześnie umiejętności jej wyrażenia w formie muzyki. Ci, którzy oddzielają muzykę od poezji są tacy sami jak ci, którzy oddzielają religię od życia. Interesuje ich rozdzielanie wszystkiego.

Gdy badamy najwcześniejszą poezję sanskrycką widzimy, że była skomponowana ze słów, które miały ustaloną miarę. Każde słowo zawierało trzy spółgłoskowe rdzenie literowe, do których dołączano różne samogłoski. To dzieliło słowa na dwie kategorie: słowa jednosylabowe i dwusylabowe. Na przykład do rdzenia spółgłoskowego mtr mogła być dołączona jedna samogłoska a dając matr - matka, lub dwie samogłoski i i a dając mitra - przyjaciel. Szyk słów zbudowany w ten sposób tworzył stopę wierszową. W użyciu znajdowała się ogromna liczba takich stóp wierszowych.

Rytmy, w których starożytni składali swe wiersze brano z rytmów natury: rytmu powietrza, płynącej wody, lecącego ptaka, kołyszących się gałęzi. Starożytni starali się trzymać blisko natury, aby ta mogła ich uczyć. Każdemu z tych starożytnych rytmów lub stóp wierszowych nadali nazwę wiążącą się z czymś w naturze. Mamy na przykład rytm zwany hansa pochodzący od dźwięku wydawanego przez ptaka o tej nazwie. Poeci użyli rytmu wołania hansy w komponowaniu swej poezji.

Tak więc, poeci sanskryccy przywiązywali wielką wagę do strony psychologicznej rytmu, słów, liter i sylab. Odkryli, że poezja ma działanie mantryczne co znaczy, że poetycka inspiracja wywiera pewne efekty w taki sam sposób, jak mantramy - święte słowa, i że przez to człowiek mógłby nieświadomie sprowadzić nieszczęście lub szczęście na siebie lub innych, lub być powodem szkody czy też powodzenia.

Spotkać można czasem przesąd, że gdy pewien ptak wydaje dźwięk, to jest to ostrzeżenie przed zbliżającą się śmiercią. Przesąd ten spotkamy w wielu różnych krajach. Chodzi o to, że dźwięk jaki ten ptak wydaje tworzy destrukcyjny rytm i ilekroć jest on słyszany powoduje destrukcyjne wibracje. To samo dotyczy poezji. Szyk słów, sylab i liter - wszystko to posiada jakieś działanie. Gdy wiatr dmie z północy, z południa, wschodu lub zachodu, gdy dmie prosto, skośnie, zygzakiem, w górę lub w dół to powoduje to różne warunki w atmosferze. Może sprowadzić zarazki plagi, zakończyć się burzą, wytworzyć gorąco lub zimno, zmienić porę roku lub spowodować zniszczenie, dobre zdrowie, pogodę ducha lub przygnębienie wśród ludzi. Kiedy przez swój oddech, który może być połączony z wiatrem wiejącym po świecie głos pieśniarza wymawia pewną literę, wtedy oddech ten musi obrać pewien kierunek. Albo wznosi się albo opada, idzie albo na prawo albo na lewo, prosto lub zygzakiem i stosownie do tego kierunku wywiera pewien wpływ na ludzkie życie.

Można by pomyśleć, że skoro oddech ma taki wpływ na życie człowieka, to tylko na jego własne, podczas gdy wpływ wiatru rozciąga się na cały kraj, może nawet na cały świat. Człowiek jednak jest potężniejszy od tego świata, choć może sobie tego nie uświadamia. Starożytni zwykli mawiać, że jeden człowiek jest w stanie uratować cały świat, a myśl jednej osoby spowodować zatonięcie okrętu. Jeśli jedna nikczemna myśl może spowodować zatonięcie okrętu, to jakąż wielką potęgę posiada człowiek!. Przyczyna tego tkwi w tym, że wiatr nie jest tak bezpośrednio związany z boskim duchem jak oddech człowieka i dlatego oddech jest potężniejszy od wiatru. Kiedy rozważymy słowa i ich znaczenie to nowoczesna psychologia popiera ideę, że znaczenie każdego słowa działa na nasze życie i wywiera wpływ na życie innych ludzi. Tak więc poezję można uważać za psychologiczną kreację, coś co posiada psychologiczną moc czynienia dobra lub zła.

Co najbardziej godne uwagi jeśli chodzi o poetów epoki sanskrytu to fakt, że przez całe swoje życie ćwiczyli dykcję, prawidłową wymowę każdej sylaby i dźwięku. Wszystko musiało być w rytmie, we właściwym tonie i musiało wytwarzać właściwe wibracje. Najbardziej wykształceni ludzie, nie tylko wśród poetów, ale również wśród lekarzy i innych poświęcali każdego dnia pół godziny lub więcej na praktykowanie i wymowę różnych sylab i słów do tego stopnia, aby mówić z wielką płynnością. Właśnie tak, jak dziś pieśniarz ćwiczy wyraźną wymowę każdego słowa, tak też czynili poeci tamtych czasów, ponieważ wierzyli w efekt dźwięku: w to jak jest wytwarzany i jakie posiada działanie.

Wedy, o których sądzi się, że pochodzą z boskiego źródła, wszystkie są napisane poezją tak jak Purany i inne święte księgi starożytności. Wskazuje to na fakt, że kiedy boski umysł zapragnął wyrazić samego siebie, nie czynił tego w sposób szorstki. Zawsze wyrażał się w pełnej poetyckiej, rytmicznej i lirycznej formie. Tak często spotykamy ludzi, którzy wyniośle i śmiało mówią: "Mówię prawdę. Nie interesuje mnie czy komuś się to podoba czy nie. Mam odwagę mówić prawdę bez względu na to czy ona rani, czy zabija." Ale nie wiedzą oni co znaczy prawda. Nie wiedzą, że prawda przychodzi w postaci poezji, muzyki, delikatności i czystości.

Po epoce sanskrytu nadeszła epoka prakrytu. Poezja stała się bardziej zorientowana na sprawy ludzkie, nie była tak filozoficzna i naukowa jak w epoce sanskrytu. W tym okresie poeta zaczął pojmować w swym umyśle różne wizerunki ludzkiej natury i charakteru. Zwało się to rasa shastra - nauka o naturze ludzkiej. W liryce pisanej dokonano rozróżnienia między sobą trzech postaci miłości i sklasyfikowano naturę żeńską i męską w czterech różnych aspektach.

Poeci zawsze mieli naturalną skłonność do umieszczania żeńskiego aspektu życia i natury na najwyższym piedestale. To właśnie jest tym, co inspiruje poetę do nadania pięknej formy wszystkiemu co tworzy. Tak więc, wielcy poeci wszystkich epok byli zawsze pociągani przez księżyc. Nie pisali tak wiele liryki o słońcu, ponieważ bardziej cenili żeński aspekt stworzenia. Z tego samego powodu półksiężyc był znakiem Proroka, ponieważ gdyby prorok nie reagował na głos Boga, tak jak sierp księżyca na słońce, oświecenie nie przyszłoby do niego. To przez reakcję na głos Boga prorok odbiera lub pojmuje w swym duchu posłanie, które następnie przekazuje ludzkości.

Królowie zawsze bardzo interesowali się wiedzą i wykształceniem. Powiązania z poetami łagodziły ich charaktery i równoważyły wojownicze tendencje, grubiaństwo i surowość. Poeci pomogli im inaczej spojrzeć na życie. To poetyckie natchnienie imperatora Shah Jihana (spolszcz. Szachdżehan, przyp. tłum.) stworzyło Tadż Mahal. Gdyby nie poezja, nie stałby się on tak wielkim kochankiem.

Ten kto czyta poezję, kto znajduje w niej zadowolenie i ten kto ją pisze musi wiedzieć, że poezja jest czymś co nie należy do tej ziemi. Należy do niebios. W jakikolwiek sposób wyrażamy nasze uznanie i miłość dla poezji, to w rzeczywistości okazujemy uznanie i miłości dla ducha piękna.


POECI PERSJI

Od samego początku Persja miała wielkich poetów. Zwano ją krainą poezji. Po pierwsze dlatego, że język perski jest tak dobrze przystosowany do wyrażania poezji, ale też z tego powodu, że cała poezja perska posiada znamię mistycyzmu. Literacka wartość poezji czyni ją jedynie poezją, ale kiedy dodamy walor mistyczny wtedy czyni ją to proroctwem. Klimat i nastrój Persji miały również ogromny pozytywny wpływ na poezję, którą dodatkowo wzbogaciła obdarzona wielką wyobraźnią natura ludzi. Zawsze i we wszystkich krajach, kiedy wyobraźnia nie ma możliwości rozwoju poezja umiera, a rozrasta się materializm.

Nie ma na świecie takiego poety, który nie byłby mistykiem. Poeta jest mistykiem. Świadomie bądź nieświadomie, albowiem bez natchnienia nikt nie może pisać poezji. Kiedy więc poeta dotyka samych głębi ducha, uderzony jakimś aspektem życia, pisze poezję, tak jak nurek, który wydobywa na powierzchnię perłę.

W tych czasach materializmu i wciąż rozrastającego się komercjalizmu wydaje się, że ludzkość zagubiła drogę inspiracji. W trakcie mych podróży powszechnie znani pisarze pytali mnie, czy rzeczywiście prawdą jest, jakoby istniało coś takiego jak inspiracja. To uświadomiło mi, jak w obecnych czasach niektórzy pisarze i poeci dalecy są od inspiracji. Odpowiada za to materializm obecnych czasów. Jeśli człowiek ma skłonności ku poezji lub muzyce, to gdy tylko zacznie coś pisać jego pierwsza myśl brzmi: "Czy to chwyci, czy nie? Jaka będzie praktyczna tego wartość?" Na ogół, to co "chwyta" jest jednocześnie tym, co przemawia do wyobraźni przeciętnego człowieka. W ten sposób kultura upada zamiast się wznosić.

Kiedy dusza poety jest upojona pięknem natury i harmonią życia wtedy zostaje pobudzona do tańca, którego wyrazem jest poezja. Różnica między poezją natchnioną, a mechaniczną pisaniną jest tak wielka, jak między prawdą a fałszem. Przez długie wieki poeci Persji pozostawili ludzkości wspaniały skarb myśli. Jelaluddin Rumi ukazał w swej Masnavi tajemnicę głębokiego objawienia. Na Wschodzie jego dzieła uważane są za tak święte, jak Biblia, Koran i inne pisma. Oświeciły one niezliczone dusze, a ich studia można traktować jak istotny wkład do kultury.

Poeta jest twórcą. Tworzy wbrew wszystkiemu, co staje przed jego obliczem. Tworzy swój własny świat. Czyniąc to, w sposób naturalny wznosi się ponad poziom, gdzie jedynie rzeczy widzialne i namacalne uważa się za rzeczywiste. Kiedy śpiewa do słońca, kiedy uśmiecha się do księżyca, kiedy modli się do morza i kiedy spogląda na rośliny, lasy, na życie na pustyni, komunikuje się z naturą. W oczach pospolitego człowieka jest on obdarzony wyobraźnią, marzycielem, wizjonerem. Jego myśli zdają się szybować w powietrzu. Gdyby jednak zapytano poetę, co myśli on o tej całej reszcie ludzi, to powiedziałby, że jest tak, iż ci którzy nie potrafią latać zostają na ziemi. Rzeczą naturalną jest, że stworzenia, które chodzą po ziemi nie zawsze posiadają zdolność latania. Te, które latają w powietrzu muszą mieć skrzydła. Wśród istot ludzkich znajdziemy takie same różnice, ponieważ jest w nich wszystko. Mamy dusze jak zarazki choroby i robaki, jak zwierzęta i ptaki oraz jak dżiny i aniołowie. Wśród ludzi znajdziemy również tych przynależących do ziemi, przebywających w niebie oraz mieszkających na samym dnie otchłani.

Ludzie, którzy byli zdolni wznieść się w górę dzięki potędze swej wyobraźni byli żywymi poetami. To co powiedzieli nie stanowiło jedynie pewnego oświadczenia, było muzyką samą w sobie. Zawierało nie tylko rytm ale również ton. Pobudzało ich dusze do tańca i nakłoniłoby każdego kto usłyszałby ich poezję. W ten sposób Hafiz z Shiraz (miasto w południowo - zachodnim Iranie, przyp. tłum.) rzuca wyzwanie pełnym godności, pobożnym ludziom swego kraju, kiedy mówi: "Pobożni przyjaciele, zapomnielibyście o waszym dostojeństwie, gdybyście usłyszeli pieśń płynącą z mego płomiennego serca." To dusze, które dotknęły najwyższych poziomów życia, są zdolne do wniesienia pewnej prawdy, dając interpretację ludzkiej natury i wewnętrznego prawa życia.

Inaczej rzecz ma się z poetami, którzy tworzyli poezję w imię sławy, zdobycia nazwiska lub popularności, albo też tak aby inni mogli to docenić, ponieważ takie działanie to biznes, a nie poezja. Poezja jest sztuką, sztuką najwyższej miary. Komunikacja poety z naturą doprowadza go w końcu do komunikacji z samym sobą. A przez tę komunikację wnika on coraz głębiej do wewnątrz oraz na zewnątrz, nawiązując wszędzie łączność z życiem. Wprowadza go ona w stan ekstazy, w której cała jego istota wypełniona zostaje radością. Zapomina o zmartwieniach i niepokojach życia, wznosi się ponad sławę i potępienie tej ziemi, a sprawy tego świata stają się dla niego mniej ważne. Stoi na ziemi, ale wpatruje się w niebiosa. Jego spojrzenie na świat ulega poszerzeniu a wzrok nabiera przenikliwości. Widzi rzeczy, których nikt nie jest ciekawy, których nikt inny nie dostrzega.

Uczy to nas, że to co można nazwać niebem lub rajem nie znajduje się tak daleko od człowieka. Zawsze jest blisko niego, gdyby tylko zechciał na to spojrzeć. Nasze życie jest takie jak to, na co patrzymy. Jeśli patrzymy na dobre rzeczy, wtedy jest dobre, jeśli zaś patrzymy na rzeczy złe, to wtedy jest ono złe. Nasze życie przybiera formę odpowiadającą naszej postawie. To dlatego poeta dowodzi swej samowystarczalności, obojętności i niezależności. Cechy te stają się dla niego skrzydłami, tak że może wznieść się w górę. Poeta jest w tej samej sytuacji, jak każdy inny człowiek pod względem obaw i zmartwień jakie niesie życie, kłopotów i trudności, które każdy odczuwa w środku świata. Mimo tego wznosi się ponad nie, tak że one go nie sięgają.

Bez wątpienia poeta jest dużo bardziej wrażliwy na kłopoty i trudności życia niż zwykły człowiek. Gdyby brał do serca wszystko co do niego przychodzi, wszystkie zgrzytliwe wpływy, które zakłócają spokój jego umysłu, wszystkie "ostre krawędzie" życia, o które każdy musi się ocierać, to nie byłby zdolny iść naprzód. Z drugiej strony, gdyby utwardził swe serce i uczynił je mniej wrażliwym to zamknąłby je także na inspirację, która przychodzi pod postacią poezji. Dlatego, aby otworzyć bramy swego serca, utrzymać jego wrażliwość, ten który porozumiewa się z życiem wewnątrz i na zewnątrz jest otwarty na wszystkie wpływy, czy to przyjemne czy przykre i nie ma żadnej ochrony. Jego jedyną ucieczką od wszystkich wstrząsów życia jest wzniesienie się ponad te wszystkie wpływy.

Prorocze posłanie jakie zostało dane ludności Persji przez Zaratustrę było od początku do końca poetyckie. Najciekawszym jest fakt, że Zaratustra pokazał w swych dziełach i całym swym życiem jak poeta wznosi się od ziemi do niebios. Sugeruje nam to myśl jak komunikował się z natura i jej pięknem, i jak na każdym swym kroku dotykał coraz skrytszych głębi życia. Ukształtował swą religię przez sławienie piękna w naturze i przez znajdowanie źródła jej sztuki, którą jest stworzenie samo w sobie, w Artyście, który stoi za tym wszystkim.

Jakiej formy uwielbienia, nauczał? Nauczał tej samej czci, z która zaczął swoją poezję, i z którą ją skończył. Powiedział swym uczniom: "Stańcie przed morzem, spojrzyjcie na jego bezmiar i pokłońcie się przed nim, przed źródłem i celem." Ludzie pomyśleli zatem, że chodziło o czczenie słońca, ale to nie było tak. Była to cześć dla światła, które jest źródłem i celem wszystkiego. Ta komunikacja wewnątrz i na zewnątrz czasem poszerzała zakres możliwości widzenia poety tak, że wychodziły one poza zdolność pojmowania przeciętnego człowieka.

Kiedy szach Persji powiedział, że chciałby mieć spisaną historię swego kraju (gdyż taka nie istniała w tym czasie) Firdawsi - natchniony i intuitywny poeta powiedział: "Napiszę ją i przyniosę ci." Rozpoczął medytacje. Rzucił snop światła swej świadomości tak daleko w przeszłość jak było to możliwe i przed wyznaczonym terminem mógł przygotować książkę i przynieść ją do pałacu. Mówi się, że duchowa potęga tego poety była tak wielka, że gdy ktoś na dworze zadrwił z idei, że jakiś człowiek może być zdolny do patrzenia tak daleko w przeszłość, wtedy Firdawsi podszedł do niego, położył swą dłoń na jego czole i powiedział: "Teraz patrz!" I człowiek ten widział na własne oczy to, co było napisane w książce.

To jest ludzkie. Nie jest nadludzkie, choć rzadko spotyka się takie przypadki, ponieważ w życiu każdej ludzkiej istoty, a szczególnie tej o czystym sercu, kochającej, współczującej i dobrej, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość manifestują się do pewnego stopnia. Gdyby czyjeś wewnętrzne światło zostało rzucone wstecz, tak jak światło reflektora, to mogłoby sięgnąć dużo dalej, niż człowiek ów może pojąć. Jedni muszą rozwijać ten dar, ale inni rodzą się z nim i wśród tych drugich znajdziemy kilku takich, którzy wiedzą może na dziesięć lub dwanaście lat naprzód co się wydarzy. Dlatego też, poeta jest kimś kto może skupić swą duszę na przeszłości, a także skierować swe światło w przyszłość i rozjaśnić to, co jeszcze się nie wydarzyło, ale już istnieje abstrakcyjnie.

Taka poezja staje się poezją inspirującą. Właśnie przez tę poezję można nauczać zawiłych aspektów metafizyki. Wszystkie Upaniszady i Wedy, sury Koranu jak również pisma święte Zaratustry są napisane poezją. Wszyscy ci prorocy, ilekroć się pojawiali, przynosili posłanie w formie poezji.

Rozwój poezji w Persji miał miejsce w czasie wielkiego konfliktu między ortodoksami a wolnomyślicielami. W tym okresie prawem państwowym było prawo religijne i nikt nie mógł wyrażać swych niezależnych myśli, które byłyby w konflikcie z ideami religijnymi. Żyli w tych czasach wielcy myśliciele tacy jak Firdawsi, Fariduddin Attar, Jelaluddin Rumi, Sa'adi, Hafiz, Jami i Omar Khayyam, będący nie tylko poetami, ale poezją samą w sobie. Żyli w innym świecie chociaż wydawało się, że są na ziemi. Ich pogląd na życie, ich przenikliwe spojrzenie różniły się od spojrzenia innych ludzi. Słowa, które wyłoniły się z ich serc nie narodziły się z wysiłkiem ale były naturalnymi, rozkwitającymi płomieniami. Słowa te pozostają jak płomienie oświecające dusze wszystkich czasów, każdą której dotknęły.

Sufizm stanowił mądrość tych poetów. Nigdy nie było w Persji wybitnego poety, który nie byłby Sufim. Każdy z nich dodał jakiś aspekt do idei Sufich. Lecz przywiązywali oni wielką wagę do tego, aby nie robić afrontu umysłom ortodoksyjnych ludzi. Dlatego trzeba było wymyślić nowe słownictwo w poezji perskiej. Poeci ci musieli używać takich słów jak "wino", "puchar", "umiłowany", i "róża". Słów, które nie uraziłyby ortodoksyjnych umysłów, a służyłyby jednocześnie jako symboliczne wyrażenia do objaśniania boskiego prawa.

Do zadań ruchu Sufich należy interpretacja i wyrażanie idei wspomnianych wyżej poetów w słowach, które mogą być zrozumiane przez współczesnych ludzi, ponieważ wartość tych idei jest dzisiaj tak wielka, jak nigdy przedtem.



CZĘŚĆ III

MUZYKA - NIEBIAŃSKA SZTUKA

Przez całe wieki myśliciele zwali muzykę "niebiańską sztuką". Artyści zaś malowali aniołków grających na harfach. Uczy nas to, że dusza przychodzi na ziemię z miłością do muzyki. Nie jest tak, że po narodzeniu na ziemi człowiek dopiero uczy się zamiłowania do muzyki. Dusza była oczarowana muzyką zanim przyszła na ziemię. Gdy ktoś zapyta, dlaczego zatem każda dusza nie kocha muzyki odpowiedź jest taka, że mamy wiele dusz, które są pogrzebane. Są żywe, a mimo to pogrzebane pod ciężarem ziemi i dlatego nie mogą docenić muzyki. Lecz w takim przypadku nie są zdolne doceniać niczego innego, ponieważ muzyka jest pierwszą i ostatnią rzeczą, która przemawia do każdej duszy.

Niebo Hindusów, Indra-loka zapełnione jest pieśniarzami. Męscy pieśniarze zwą się gandharvas a żeńscy upsaras. W symbolice hinduskiej muzyka była najlepszym symbolem służącym do wyrażenia raju.

Dlaczego muzyka tak bardzo podoba się ludzkości? Całość manifestacji ma swe źródło w wibracji, w dźwięku. Dźwięk ten zwany nada w Wedancie, był pierwszym przejawem wszechświata. W konsekwencji ludzkie ciało zostało zbudowane z tonu (w sensie brzmienia, dźwięku, nastroju, przyp. tłum.) i rytmu. Najważniejszą rzeczą w ciele fizycznym jest oddech, a oddech jest słyszalny - najbardziej pod postacią głosu. Pokazuje to nam, że zasadniczymi oznakami życia w ciele fizycznym są ton (wibracja, dźwięk, słowo, przyp. tłum.) i rytm, które razem tworzą muzykę. Rytm pociąga człowieka z powodu trwania rytmu w jego własnym ciele. Bicie tętna i serca, obie te rzeczy wskazują nam ten rytm.

Rytm umysłu posiada działanie na rytm trwający nieprzerwanie w ciele fizycznym. Stosownie do swego wpływu oddziaływuje na ciało fizyczne. Nuty wywierają urok na człowieka dzięki oddechowi. Oddech posiada brzmienie, a jego wibracje dosięgają wszystkich części ciała, utrzymując je przy życiu. Dlatego też, posiadając wpływ na wibracje i atomy ciała dźwięk umożliwia powstawanie wrażeń.

Mówi się, że Shiva lub inaczej Mahadeva wynalazł pierwszy instrument muzyczny. Kiedy wędrował po lesie pochłonięty rozwojem duchowym zapragnął jakiegoś źródła rozrywki, jakiejś odmiany w swym medytacyjnym życiu. Wziął więc kawałek bambusa i dwie tykwy, które następnie przymocował do tego bambusa, a struny zrobił z jelit zwierzęcych. Kiedy zmontował to razem powstała pierwsza vina. Dlatego Hindusi zwą vinę świętym instrumentem i przez wiele lat nie pozwalali na użycie żadnych innych strun za wyjątkiem strun zrobionych z jelit zwierzęcych. Później instrument poprawiono i uszlachetniono i obecnie w najczęstszym użyciu znajdują się struny stalowe. Jednakże przyczyną, dla której struna z jelit wywiera urok na człowieka jest to, że pochodzi z żywego ciała. Nawet po oddzieleniu od ciała wciąż krzyczy: "Żyję!" W ten sposób vina wydaje bardziej żywy dźwięk niż fortepian. Fortepian może zatopić swym brzmieniem vinę, ale życie, które pochodzi ze strun z jelit manifestuje się jako głos.

Istnieje taka legenda chińska, według której pierwszą muzykę zagrano na małych kawałkach trzciny. Wielki muzyk starożytności, który wprowadził muzykę w Chinach, zrobił otwory w kawałku trzciny w pewnej odległości jeden od drugiego, odpowiadającej odstępom między dwoma palcami i tak powstał flet z trzciny. Stąd pochodzi skala pięciotonowa. Jedna nuta była oryginalną nutą wytwarzaną przez trzcinę, a pozostałe cztery były otrzymywane przez umieszczanie palców na otworach. Potem rozwinęło się wiele innych skal.

Hinduska filozofia wyróżnia cztery różne cykle rodzaju ludzkiego: krita yugę - złoty wiek, treta yugę - srebrny wiek, dvapara yugę - miedziany wiek i kali yugę - żelazny wiek. Cykl, w którym my się obecnie znajdujemy jest wiekiem żelaza. W złotym wieku panowała muzyka duszy. Muzyka, która wywierała urok na samą duszę, i która podnosiła ją do kosmicznej świadomości, muzyka aniołów, która uzdrawiała i niosła ukojenie. Muzyka wieku srebrnego była muzyką serca, przemawiającą do głębi serca, tworząc sympatię (współodczuwanie, przyp. tłum.) i miłość do natury, inspirując ludzi i pomagając w rozwoju właściwości serca. Muzyka wieku miedzianego wywierała urok na umysł, intelekt, tak że można było zrozumieć zawiłości nauki o muzyce, różnice między wieloma skalami oraz właściwości rytmu. I w końcu, muzyka przynależąca do wieku żelaznego posiada wpływ na ciało fizyczne, pomaga żołnierzom maszerować i pobudza ludzi do tańca.

Ilustruje tę ideę pewna indyjska przypowieść. Na dwór ostatniego imperatora Muhammad Shaha przybył pieśniarz, który wynalazł nowy sposób komponowania. Kiedy zaśpiewał swe nowe kompozycje zdobył podziw i pochwałę od wszystkich dworzan. Pieśniarze i muzycy byli po prostu zdumieni, kiedy pomyśleli, że może istnieć jakiś nowy kierunek rozwoju w muzyce. Ale jeden z obecnych starych muzyków powiedział: "Jeśli Wasza Dostojność pozwoli, chciałbym powiedzieć słowo. Bez wątpienia jest to najpiękniejsza muzyka i zdobyła uznanie wszystkich tu obecnych jak również moje. Muszę jednak powiedzieć wam, że poczynając od dzisiejszego dnia muzyka tego kraju zamiast wznosić się zacznie upadać. Muzyka, która została nam przekazana posiada swoją wagę, znaczenie, treść. Wydaje się jednak teraz, że utracono to i muzyka stała się lżejsza, błahsza. Dlatego od chwili obecnej zacznie chylić się ku upadkowi." I tak się stało. Od tamtej chwili krok po kroku muzyka upadła.


MUZYKA WSCHODU I ZACHODU

Starożytna muzyka grecka przypomina bardzo muzykę Wschodu. Grecy posiadali pewne skale takie jak ragi w Indiach, które również były podobne do skal perskich. Stąd brało się podobieństwo w muzyce rodzaju ludzkiego. Lecz nadszedł rozłam między muzyką Wschodu a Zachodu, kiedy to muzyka zachodnia, a w szczególności niemiecka rozwinęła się w innym kierunku. We wszystkich tradycjach w całej historii świata, tak daleko wstecz jak można to prześledzić znajdziemy, że melodię uważano za rzecz zasadniczą na Wschodzie, jak również na Zachodzie i kompozytorzy stosownie do stopnia swego rozwoju wzbogacali ją tak bardzo, jak tylko potrafili. Z początku melodie te były przede wszystkim pieśniami ludowymi, ale czasem również bardziej wyszukanymi kompozycjami i jako takie stanowiły wyraz duszy. Nie były to kompozycje w sensie kompozycji współczesnych, bardziej technicznych. Były w rzeczywistości fantazjami. Artysta budował melodię, która stawała się znana gdy ją zaśpiewał lub zagrał, a następnie podejmowali ją inni. W ten sposób jedną melodię śpiewało na wiele sposobów może dziesięciu różnych muzyków, gdzie każdy z nich posiadał swobodę w jej interpretacji. Bez wątpienia trudno było nawet rozpoznać tę samą melodię po tym jak cztery czy pięć osób ją zaśpiewało lub zagrało i kiedy w dodatku każda z nich miała swobodę ekspresji, właściwą lub złą.

Muzyka Wschodu opierała się na ragach, które są pewnymi układami nut, rozpoznawalnymi i rozróżnialnymi motywami. Ragi były komponowane przez cztery różne klasy ludzi. Przez tych, którzy studiowali i praktykowali pieśni ludowe i z nich ułożyli pewne tematy lub ragi. Przez poetów i dramaturgów, którzy komponowali ragi i ich "żony" raginis, jak również "synów", "córki", "synowe" i "zięciów" tworząc w ten sposób w swej wyobraźni rodziny rag. W końcu przez muzyków, którzy z trzech wyżej wspomnianych rodzajów rag, korzystając ze swego talentu muzycznego, komponowali nowe. Na ragach tych opierała się muzyka Indii.

Muzykowi przypadało uznanie za każdą piosenkę jaką zaśpiewał i za każdy motyw jaki zagrał, ponieważ podczas gdy motyw mógł się składać tylko z czterech lub ośmiu taktów, on obszernie go improwizował i czynił bardziej interesującym. Dlatego wykonawca w Indiach musiał jednocześnie być kompozytorem, chociaż w tych improwizacjach należytą uwagę poświęcano źródłowemu motywowi i rytmowi ragi tak, że publiczność mogła ją rozpoznać. Nawet dzisiaj, gdy muzyk śpiewa ragę, która nie jest taka jaka być powinna, to wśród słuchaczy może znaleźć się ktoś, kto natychmiast odczuje, że nie brzmi ona właściwie. Nawet nie wiedząc dokładnie gdzie tkwi błąd. Podobnie jak we Włoszech, kiedy pieśniarz operowy zrobi jeden drobny błąd ktoś z publiczności natychmiast okaże swą dezaprobatę. Dzieje się tak dlatego, że muzyka operowa wryła się w dusze miłośników opery i gdy tylko coś wydaje się odrobinę różnić od tego, co przywykli słyszeć, to wiedzą, że coś jest śpiewane niewłaściwie.

Najbardziej godne uwagi jest to, że mistycy odegrali tak ważną rolę w rozwoju muzyki Indyjskiej. Muzyka jest najwspanialszą drogą do duchowego urzeczywistnienia. Nie ma żadnej innej szybszej i pewniejszej drogi osiągnięcia duchowej doskonałości, niż przez muzykę. Wielcy mistycy indyjscy, tacy jak Narada i Tumbara byli pieśniarzami, a Krishna grał na flecie. W ten sposób muzyka w swej tradycji i praktyce była zawsze związana z mistycyzmem. Mistycy nigdy nie odstępowali od zasady, którą współcześni naukowcy na nowo odkryli, mianowicie, że ucho jest niezdolne do czerpania pełnej przyjemności ze słuchania dwóch dźwięków granych lub śpiewanych jednocześnie. Dlatego właśnie dla celu swej medytacji wzbogacili oni melodię do takiego stopnia.

Kiedy muzyka perska z jej mistrzostwem i pięknem dotarła do Indii, została "ożeniona" z muzyką indyjską, co zaowocowało najcudowniejszą sztuką. Pragnieniem ludzi wszystkich czasów i warstw społecznych było zawsze i jest aby muzyka, nie ważne czy techniczna, czy nietechniczna, teoretyczna czy nie teoretyczna, poruszała duszę do głębi. Jeśli tego nie czyni, wtedy techniczna, teoretyczna i naukowa strona muzyki nikogo nie pociąga. Dlatego często jest bardzo trudno, nawet wielkim mistrzom muzyki, którzy rozwinęli technikę i naukę o muzyce, i którzy są mistrzami rytmu i tonu, zadowolić publiczność. Ponieważ publiczność od króla poczynając, a na człowieku z ulicy kończąc, chce tylko jednej rzeczy, a jest nią wielkie oczarowanie duszy głosem, słowem, melodią. Wszystko wyrażone w muzyce powinno pociągać duszę. Jest to prawdziwe nawet do tego stopnia, że kiedy żebrak na ulicy nie śpiewa piosenki, która podoba się przechodniowi, to nie dostaje tak dużo miedziaków jak inny, który bardziej przemawia do uczuć i wyobraźni.

Bez wątpienia muzyka Indii dużo się zmieniła w czasie ostatniego wieku. Ta, którą Hindusi zwą klasyczną lub muzyką, która ma swoją "masę" i treść nie jest już więcej otaczana opieką z powodu ignorancji większej części książąt i potentatów tego kraju. Dlatego też najlepsza muzyka nie znajduje wcale zrozumienia. Poza tym ludzie zaczęli palić i rozmawiać podczas słuchania muzyki, a muzyka przecież nie po to została stworzona. Wygląda na to, że duch wielkich muzyków jest już martwy. Dawniej, wielki mistrz gry na vinie, który traktował swój instrument jak świętość, i który składał mu cześć przed wzięciem w swe ręce, ćwiczył i grał na nim przez może nawet dziesięć godzin dziennie, uważał muzykę za swą religię. Ale gdyby musiał zagrać przed ludźmi chodzącymi tam i z powrotem, palącymi i rozmawiającymi ze sobą tak jak na jakimś towarzyskim zebraniu, wtedy cała jego muzyka poszłaby na wiatr. Świętość, z jaką ludzie starożytności otaczali muzykę utrzymywała ją na wyższym poziomie.

Kiedy Tansen, wielki pieśniarz opuścił dwór zraniony komentarzem imperatora Akbara, poszedł do Rewy - stanu w środkowych Indiach. Gdy maharadża Rewy dowiedział się, że Tansen przybywa stropił się bardzo, nie wiedziawszy jak z należytym honorem powinien go przyjąć. Po artystę wysłano lektykę, aby przynieść go do pałacu. Kiedy Tansena przyniesiono, oczekiwał że maharadża przyjmie go przynajmniej u wejścia do pałacu. Gdy tylko wysiadł z lektyki zapytał: "Gdzie jest maharadża?". Człowiek, do którego skierowano to pytanie odpowiedział: "Oto maharadża!" wskazując tego który niósł lektykę przez całe miasto. Tansen do głębi wzruszony rzekł: "Nie mógłbyś dać mi większej nagrody." Od tego dnia muzyk pozdrawiał go swą prawą ręką ze słowami: "Ta ręka nie powita nigdy nikogo więcej w moim życiu." I faktycznie tak było. Tansen nie powitałby podaniem swej prawej ręki nawet imperatora. Takie było uznanie i szacunek dla talentu w starożytnych Indiach.

Obecnie do Indii dotarła nowa muzyka zwana teatralną. Nie jest ona ani wschodnia ani zachodnia. To bardzo szczególna muzyka. Imitowane są w niej motywy marszu, galopu, polki i arii, których nikt w zachodnim świecie nie chciałby więcej słyszeć, z dodanym do nich charakterystycznym indyjskim motywem. W ten sposób są one zepsute tak dla słuchacza zachodniego jak i dobrych uszu wschodnich.

Papież Grzegorz I, którego imieniem nazwano kanony gregoriańskie zebrał i uporządkował te piękne melodie jakie przyszły ze starożytnej Grecji przez Bizancjum, aby utworzyć muzykę religijną kościoła. To wszystko, co pozostało jako relikt muzyki tamtych czasów. Można jednak jeszcze znaleźć ślady tej gregoriańskiej muzyki w kompozycjach siedemnastego i początku osiemnastego wieku, na przykład w Mesjaszu Handla. Jednakże późniejsi kompozytorzy stworzyli rodzaj muzyki zupełnie odmiennej. Bez wątpienia w ten sposób położyli fundamenty muzyki zachodniej i pomogli jej rozwinąć się, ale rozwinąć w jaki sposób? Mechaniczny. Zdolni byli do zrobienia użytku z wielkich orkiestr, orkiestr dętych lub smyczkowych jak również orkiestry, w której grały setki instrumentów jednocześnie. To oczywiście robiło wielkie wrażenie i dało światu muzyki dużo sposobności i pola do rozwoju i ewolucji. Niemniej jednak, utracono przy okazji jedną rzecz i traci się ją coraz bardziej każdego dnia. Chodzi o wywieranie uroku na duszę, co stanowi główny cel muzyki.

Debussy przez całe życie szukał czegoś nowego, co można by wprowadzić do nowożytnej muzyki, a Skriabin (Aleksandr Nikołajewicz Skriabin ur. 6 I 1872 zm. 27 IV 1915, rosyjski kompozytor i pianista, przyp. tłum.) powiedział mi raz: "Czegoś brakuje w naszej muzyce; stała się tak mechaniczna. Obecnie cały proces kompozycji jest mechaniczny. Jak możemy wprowadzić do niej ducha?" Często myślałem, że gdyby Skriabin ze swym szlachetnym charakterem i piękną osobowością żył dłużej, to wprowadziłby nowy styl muzyki do współczesnego świata.

Czy ktoś jeszcze spróbuje zrobić to czego on pragnął? Kiedy mamy jakąś potrzebę, jeśli istnieje rzeczywiste pragnienie dla jej spełnienia, wtedy to spełnienie musi przyjść. Wydaje się tylko, że nie potrzebujemy tego wystarczająco mocno, w tym cała trudność. Tak łatwo zadowalamy się tym co posiadamy. Gdy świat zapragnie lepszego rodzaju muzyki, ona się pojawi, ale jeśli ludzie będą zadowalać się głównie jazzem i to im wystarczy, wtedy oczywiście nadejście tej muzyki będzie następować powoli, ponieważ tylko nieliczni chcą czegoś lepszego.

Muzyka przyszłości będzie różniła się od muzyki przeszłości w następujący sposób: starożytna muzyka rozwijała się tylko w jednym kierunku, mianowicie każdy instrument grał osobno i każdą piosenkę śpiewano oddzielnie. Nie było żadnego drugiego instrumentu lub głosu. Rozwój współczesny polega na tym, że mamy rozmaitość głosów i wiele instrumentów grających razem. Rozwój muzyki w tym kierunku ma swe źródło w tym co zwiemy muzyką klasyczną. Z pewnością posiada to swoją wartość, ale z drugiej strony coś również przy okazji zagubiono. W celu uczynienia muzyki doskonałą, powinien zostać bardziej rozwinięty jej aspekt starożytny.

Mamy muzykę, która pobudza nas do podskoków i tańca, muzykę skłaniającą nas do uśmiechu i śmiechu oraz muzykę, która sprawia, że łzy napływają nam do oczu. Gdyby ktoś zapytał głęboko myślącą osobę, który rodzaj muzyki woli ta bez wątpienia odpowiedziałaby: "Ten ostatni; muzykę niosącą łzy." Dlaczego dusza pragnie smutnej muzyki? Ponieważ podczas jej słuchania nadchodzi jedyna chwila, kiedy dusza zostaje poruszona. Muzyka, która nie sięga dalej niż do powierzchni czyjejś istoty pozostaje jedynie na tej powierzchni. To muzyka sięgająca głębi człowieka porusza duszę. Im głębiej sięga muzyka tym bardziej zadowolona jest dusza. Bez wątpienia człowiek bardzo wesoły, po obiedzie i szklance wina byłby całkiem uszczęśliwiony jakąś muzyką taneczną. Ale wtedy z kolei nie potrzebuje poważnej muzyki. W zupełności wystarczy mu jazz.

Współczesne odrodzenie muzyki ludowej jest wysiłkiem we właściwym kierunku, ale powinien być on przeprowadzony bez jej okaleczenia, ponieważ tendencja większości kompozytorów polega na dodaniu do niej zbyt wielu własnych elementów. Jeśli jednak potrafią oni zachować muzykę ludową bez niszczenia jej, to wysiłek ten opłaci się. Kompozytorzy czasem biorą muzykę ludową i poddają ją współczesnym technikom harmonizacji, a to również ją uszkadza, ponieważ na ogół muzyka ludowa jest wyrazem ducha tego szczególnego okresu, gdy nie było wcale takich reguł harmonizacji jakie mamy obecnie. Współczesne metody harmonizacji zastosowane do muzyki ludowej odbierają jej oryginalny nastrój.

Możemy obserwować dwie zasadnicze tendencje we współczesnej muzyce. Jedna to czynienie muzyki naszych czasów bardziej naturalną i w ten sposób udoskonalanie jej. Z pewnością można to rozwijać coraz bardziej, tak długo aż ludzie będą wielce sobie cenić muzykę solową, na przykład na wiolonczeli lub skrzypcach. Muzycy wrócą znowu do starożytnej idei gry jednego instrumentu lub pojedynczego głosu śpiewającego w jednej chwili. Kiedy ponownie dojdą do pełnego uznania tej idei, osiągną duchowy etap muzycznej doskonałości. Dzisiaj ludzie lubią muzykę składającą się z więcej niż jednego głosu, ponieważ nie słuchają wystarczająco dużo muzyki solowej. Ale im więcej będą jej słyszeli i im bardziej się do niej zbliżą, tym bardziej zapomną o innym rodzaju muzyki. W salach koncertowych Londynu, Nowego Yorku, Paryża i wszystkich wielkich miast daje się wielkie koncerty symfoniczne, ale gdy ktoś zwróci uwagę na to co najbardziej podoba się publiczności, to będzie to solo na wiolonczeli, flecie lub skrzypcach.

Ludzie nawykli do słuchania muzyki złożonej z wielu dźwięków i po skończonym koncercie solowym zadowolą się innym rodzajem muzyki. Ale w głębi ich istoty z pewnością pozostanie preferencja dla muzyki solowej, ponieważ dusza ludzka jest taka sama teraz jak była w starożytności, taka sama na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Dźwięk jednego dzwonu posiada większy czar niż dźwięk wielu dzwonów. Jeden dźwięk zawsze wnika głębiej niż wiele dźwięków. Przyczyną, dla której dwa dźwięki kolidują ze sobą jest to, że jakkolwiek bardzo ze sobą będą zestrojone, to mimo wszystko są przecież dwa, a to samo w sobie jest konfliktem.

Możemy też wyróżnić inną tendencję, która idzie ręka w rękę z tą wyżej i ściąga muzykę w dół. Kompozytorzy nie poprzestają na akordach wielkich mistrzów, których Mozart, Beethoven czy Wagner użyli w swej muzyce, lecz wynajdują nowe, akordy zmierzające do oszołomienia tysięcy słuchaczy. Co z tego wyniknie? Będzie to miało wpływ na system nerwowy nieświadomego tego zjawiska człowieka. Uczyni to ludzi coraz bardziej nerwowymi. Jak często widzimy, ci którzy uczęszczają na dobre koncerty, idą tam jedynie z próżności. Zaakceptują każdy rodzaj muzyki. Lecz jak powiedział Wagner, hałas niekoniecznie musi być muzyką. To nie nowość muzyki jest tym, co ostatecznie da zadowolenie. Nie uczyni to nic dobrego duszom, które poszły do sali koncertowej tylko dla zaspokojenia swej próżności. Muzyka powinna być uzdrawiająca, powinna podnosić duszę, inspirować. Nie ma lepszej drogi dostania się bliżej Boga, wznoszenia się wyżej w kierunku tego ducha, osiągnięcia doskonałości duchowej niż muzyka, jeśli tylko jest właściwie rozumiana.


MUZYKA HINDUSKA

Cechą charakterystyczną muzyki hinduskiej jest to, że zależy ona bardzo od twórczego talentu muzyka w improwizacji. Zarys jest dany przez kompozytora, a muzyk wypełnia go wedle własnego uznania. Bardzo niewiele elementów pochodzi od kompozytora, reszta jest wyrażeniem przez pieśniarza uczuć, jakim ulega w czasie śpiewania. Nigdy muzyki w Indiach nie używano jako rozrywki, ale zawsze jako środka mistycznego rozwoju. Dlatego dźwięk instrumentów jest słaby, i nawet kiedy wiele instrumentów gra równocześnie, to efekty powstają dzięki melodii a nie akordom czy harmonii. Każdy instrument posiada własną melodię.

Na Wschodzie mamy bardzo niewiele zapisanej muzyki. Składa się na to wiele przyczyn. Istnieje co prawda system zapisu muzyki w sanskryckich rękopisach, ale nieliczni go znają. System taki z konieczności musi być bardzo skomplikowany, ale nie to jest przeszkodą. Notacja krępowałaby muzyka i nie pozwoliłaby mu na swobodę śpiewania i grania tego, co mówi jego dusza.

W Indiach pieśniarz, kiedy zaczyna śpiewać, śpiewa najpierw nutę kluczową. Powtarza ją wciąż i wciąż od nowa, żeby tak bardzo stać się zjednoczonym ze swym instrumentem, aby jego głos i brzmienie instrumentu stanowiły jedno. Następnie idzie odrobinę dalej i wraca do nuty przewodniej. Potem jeszcze odrobinę dalej, ale zawsze wraca do tej nuty. Muzyk taki może jedną ragę grać godzinami, lub przejść z jednej ragi do innej. Ale im więcej gra jedną ragę, im bardziej się jej oddaje, tym bardziej odciska się ona na jego duszy i tym więcej w niej znajdzie.

Ragi są czasem rozumiane jako gamy. Nie są one gamami, ale formami nutowymi w obrębie oktawy. Różne ragi były zawsze grane o różnych porach dnia. Duchowa przyczyna po temu jest taka, że każda pora dnia ma własny nastrój i wpływ na człowieka. Materialną przyczyną jest zaś to, że tak jak strój wieczorowy jest pożądany na bankiecie, ponieważ od tak dawna oczy zwykły widzieć go w takich okolicznościach, tak nasze uszy od dawna przyzwyczajone są słyszeć te ragi w nocy, wieczorem, lub w południe. (Raga charakterystyczna dla pory wczesnego poranka grana po południu brzmi tak niestosownie, jak marsz żałobny wykonywany w czasie ślubu lub kolędy bożonarodzeniowe śpiewane w gorący, letni dzień, przyp. tłum.). Kilka rag śpiewa się zwykle przed świtem. W Indiach przed świtem każdy udaje się do swej pracy lub modlitwy i tam odkrywa, jak korzystnie działa na niego spokój tej pory, poprzez charakterystyczne dla niej subtelne wibracje. W południe hałas zewsząd jest dużo większy i trzeba silniejszych nut. Wszystkie ragi na porę południa są zbudowane z nut naturalnych. Ragi nocne są zbudowane z taktów nieparzystych. Ragi wczesnego poranka składają się z nut obniżonych o pół tonu.

Zauważyłem na sobie, że kiedy grałem na vinie i śpiewałem ragę jogia wczesnym porankiem kiedy ludzie szli do świątyni i do meczetu, że czasami zatrzymywali się i oczarowani słuchali muzyki. Grając tę samą ragę w innej, nieodpowiedniej porze nie wywarłem wrażenia nawet na samym sobie.

W starych legendach mówi się, że w starożytności muzyka działała nie tylko na ludzi czy zwierzęta, lecz również na przedmioty, obiekty i na żywioły. Wybuchały płomienie ognia lub zatrzymywała się płynąca woda gdy śpiewano lub grano muzykę. Ktoś może zapytać "Czy to nie przesada, czy muzyka obecna różni się od muzyki tamtych czasów, czy utraciliśmy tę sztukę?" Powiem tylko, że takich pieśniarzy jakich ja widziałem śpiewających w Indiach, będąc jeszcze chłopcem, nigdy ponownie nie usłyszałem w następnym pokoleniu. Pieśniarze starożytności śpiewali tę samą ragę, tę samą pieśń setki razy, tysiące razy, milion razy. To przez powtarzanie jednej rzeczy, przez związanie się z nią możemy wytworzyć w sobie twórczą moc. Zdobycie nawet wielkiego magazynu wiedzy, wielu piosenek lub rag jest niczym. Tym co wielkie jest właśnie moc wytwarzania, tworzenia z wewnątrz naszej istoty.

Muzyka indyjska zyskała bardzo wiele przez kontakt z muzyką Perską. Nauczyła się wdzięku i ekspresji perskiej muzyki. Zyskała także wiele z piękna arabskiego rytmu. Po powstaniu imperium Mogoła była dużo piękniejsza niż przedtem. To, że jest bardzo wysoce rozwinięta objawia się również w jej rytmie. Mamy rytmy na 5 i 7 taktów, bardzo trudne do utrzymania. Mamy pieśni, w których przez parę taktów nie słychać żadnego rytmu, ale który muzyk utrzymuje w swym umyśle i po kilku taktach powraca do właściwego uderzenia. Mamy rytmy nie zaczynające się od uderzenia, które zawsze zwodzą słuchacza.

W muzyce indyjskiej istnieją cztery różne rodzaje pieśni: dhrupad, qawwal, tumri i ghazal. Dhrupad wymaga specjalnego treningu głosu, podobnie jak nie każdy potrafi śpiewać muzykę operową. Qawwal znaczy - wyobraźnia, pieśń wyobraźni, fantazji.

Nauka o muzyce indyjskiej opiera się na najbardziej naturalnych zasadach. Dźwięk dzielimy na tony, półtony i mikrotony. Czas z kolei podzielono na sześć jeszcze subtelniejszych części oprócz sześciu podstawowych. Każda nuta ma swój kolor, planetę i żywioł stosownie do mistyki dźwięku. Muzyka nasza opiera się na fundamencie rag. Z mistycznego punktu widzenia podlegają one porom dnia i roku, i każda raga wywiera wpływ na sfery (światy, przyp. tłum.). Z poetycznego punktu widzenia ragi posiadają swe wizerunki, wyobrażenia. Matematycznie, wzrastają od jednej do nieskończonej ilości. Z artystycznego punktu widzenia wzięte są z naturalnej muzyki różnych osób, a pod względem naukowym dzielą się na pięć klas: ragi siedmionutowe, sześcionutowe, pięcionutowe, zbudowane z taktów parzystych i nieparzystych.

Sztuka indyjskiej muzyki jest godna uwagi ze względu na swą wokalną kulturę. Lat studiowania trzeba, aby osiągnąć w tym biegłość. Naszą muzykę instrumentalną uważa się za następną po wokalnej pod względem ważności. Vina jest najstarszym instrumentem w historii świata i również jedynym instrumentem służącym do prawidłowego wykonywania muzyki indyjskiej.

Taniec indyjski opiera się na tych samych zasadach co muzyka wokalna i instrumentalna. Muzyka indyjskiego poznamy głównie po inspirującym pięknie, które wyraża w swej improwizacji. Dlatego nasi kompozytorzy są mało znani. Ich kompozycje wykonywane są na różne sposoby przez każdego artystę. Jedynie podstawa i poezja pozostają nienaruszone. Artysta ma sam sobie być kompozytorem zanim stanie się artystą. Nawet gdy śpiewa jedną piosenkę, będzie ona za każdym razem inna. Dlatego notacja nie stała się uniwersalna w Indiach, aż do ostatnich czasów, kiedy Moula Bakhsh, wielki kompozytor, wynalazł system zapisu nutowego dla początkujących i założył szkolę opartą na współczesnych zasadach w stanie Gudżarat, którym rządził Maharadża Gaekwar z Barody.


Vina

Pragniesz usłyszeć ode mnie pochwałę viny. Dlatego przytoczę słowa wielkiego hinduskiego sanskryckiego poety, który mówi w pochwale viny (nie bądź zaskoczony słysząc to tłumaczenie). "Och, ten instrument ze strun z jelit! Przez patrzenie na niego, dotykanie go i słuchanie możesz zostać uwolniony, nawet jeśli zabijesz Bramina." (Zabicie Bramina uważa się za największy grzech.)

Vinę wynalazł pan jogów - Shiva, który doświadczenie całego swego życia w praktyce jogi przekazał światu, i którego w Indiach czci się jako bóstwo. Jego literaturę uważa się za pisma święte. Był wielkim mistrzem oddechu i ascetą. Żył w górach, gdzie siedział i oddychał wolnym powietrzem szerokich horyzontów Wschodu i praktykował mantry, słowa i zwroty, które zmieniają cała istotę człowieka. Ćwiczył na vinie w samotności i mówi się, że kiedy jeleń w lesie usłyszał Go grającego zwykł mówić: "Zrób struny z mych wnętrzności i wmontuj je do swej viny, lecz póki żył będę, graj."

Mahadeva zbudował swój instrument dzięki ludzkiemu ciału i umysłowi, biorąc pod uwagę jego stan rankiem, w środku dnia, po południu, nocą i o świcie kiedy ludzie się budzą. Odkrył, że w celu podniesienia duszy na wyższy poziom należy zalecić jej psychologicznie i mistycznie rytm pokrewny jakiejś porze, bowiem o każdej porze dnia i nocy miało miejsce pewne szczególne działanie na ludzkie ciało i ducha. Dlatego Mahadeva stworzył psychologiczną naukę o muzyce, naukę zwaną raga, co znaczy "emocja". Emocja kontrolowana i wykorzystana w jak najlepszym celu. Kiedy jego współmałżonka Parvati zobaczyła ten instrument, powiedziała: "Muszę wynaleźć swoją vinę." Wzięła więc połówki dyni i zrobiła inny rodzaj viny, vinę Sarasvati. Stąd mamy dwie viny: jedną, na której grają mężczyźni i drugą, na której grają kobiety. Na instrumencie tym można wygrywać nie tylko nuty podwyższone o pół tonu (z krzyżykiem, przyp. tłum.) i bemole, ale również półtony. W ten sposób muzyka staje się bogatsza. Jednak osiągnięcie umiejętności wydobywania półtonów jest tak trudne, że zabiera całe życie.

Muzycy Indii poświęcają dwanaście godzin dziennie lub więcej na praktykę różnych rytmów, improwizując na nich. W końcu wytwarzają taki efekt psychologiczny, że nie jest to już muzyka, ale magia. Magia, która może wstrząsnąć człowiekiem i przeniknąć jego serce. To sen, medytacja, raj. Słuchając tej muzyki czujemy się tak, jakbyśmy byli w innym świecie. Ale nie tak łatwo ją usłyszeć. Zamiast grać przed tysiącami ludzi, muszą być razem tylko jedna, dwie lub trzy osoby tego samego charakteru i natury, aby w pełni czerpać zadowolenie z tej muzyki. Jeśli jest obecny obcy element, muzyk nie czuje natchnienia.

Będziesz ubawiony, gdy dowiesz się, że kiedyś zaproszono pewnego muzyka do jakiegoś domu, aby zagrał na vinie. Przyszedł i został serdecznie powitany. Wyjął vinę. Rozejrzał się wokół i znalazł jakąś dysharmonię. Schował vinę, ukłonił się i wyszedł. Obecni poczuli się zawiedzeni i błagali go aby zagrał, ale on odpowiedział: "Nie ważne co mi dacie, nie mam ochoty grać." To zupełnie coś innego, niż układanie programu całe miesiące naprzód. Muzyk na Zachodzie jest zobowiązany na sześć miesięcy wcześniej zagrać pewien program. Jest bezradny. W ten sposób nie jest to już muzyka. To ciężka robota, wykonywana mechanicznie. Czy uwierzyłbyś, że pieśniarz na Wschodzie nigdy nie wie co chce zaśpiewać, póki nie zacznie koncertu? Odczuwa nastrój miejsca i pory i cokolwiek przyjdzie do jego umysłu zaśpiewa to lub zagra. To zupełnie co innego.

Nie chcę przez to powiedzieć, że muzyka tego rodzaju może być uniwersalna. Jest ona właściwa niewielu rzadko spotykanym ludziom, w pewnym odległym miejscu. W Indiach muzycy teraz zanikają z powodu braku uznania. Możni, guru, nauczyciele o wysokiej inspiracji, którzy żyli w przeszłości, doceniali tę muzykę. Nawet w Indiach ludzie stają się stechnicyzowani i cywilizowani, i muzyka ginie. Nie znajdziemy już muzyków, którzy przedtem urzekliby wszystkich słuchaczy. Już nie istnieją. Wśród milionów mamy może trzech lub czterech, a i ci za parę lat odejdą. Może być tak, że pewnego dnia świat zachodni otworzy oczy na muzykę Indii, tak jak to dzieje się obecnie z poezją wschodu, zaczyna doceniać dzieła takie, jak te napisane przez Rabindranatha Tagore. Nadejdzie czas kiedy poprosi o muzykę tego rodzaju, ale jej nie znajdzie. Będzie już za późno. Nie ma wątpliwości, że gdyby ta magiczna muzyka, zbudowana na podstawach psychologicznych, została wprowadzona na Zachodzie, to wykorzeniłaby wszystkie takie rzeczy jak jazz bandy. Ludzie wydają się niszczyć swoje zmysły. Ta muzyka niszczy ludzką wrażliwość zmysłów. Każdego dnia tysiące ludzi tańczy w rytm muzyki jazzowej i zapomina o wpływie, jaki ma ona na ich ducha, na ich umysł, na ich subtelne zmysły. Słyszałem o księciu Rampuru, który chciał uczyć się muzyki od wielkiego nauczyciela. Nauczyciel ten powiedział mu: "Mogę uczyć cię tylko pod jednym warunkiem." Znał charakter księcia, który miał zamiłowanie do muzyki i rozumiał, że wielu muzyków chciałoby zademonstrować przed nim swój talent. "Nie chcę, abyś słuchał żadnego muzyka, który nie byłby znakomitym artystą, ponieważ nie wolno pozwolić, aby twój zmysł muzyki uległ zniszczeniu. Musi zostać zachowany dla subtelnej muzyki, musi być zdolny docenić jej subtelne zawiłości." Kiedy edukacja społeczeństwa niszczy wrażliwość zrozumienia wartości muzyki, to nic się na to nie poradzi, że ludzie nie lubią słuchać tego, co rzeczywiście jest muzyką, ale wolą jazz. Zamiast iść naprzód, cofają się. Jeśli muzyka, która jest zasadniczą ideą ludzkiej kultury nie pomaga ludziom iść naprzód, to wielka szkoda.

Muzyka viny posiada podobieństwo do ludzkiego głosu. Jeśli słyszysz grającą vinę to nigdy nie pomyślisz, że to instrument. Nie potrafisz sobie wyobrazić, że to jest instrument. Muzyka viny nie posiada takiego magnetyzmu, co muzyka głosu ludzkiego, ale jest za to bardziej pociągająca, wywiera głębsze wrażenie. Wszystkie subtelności ludzkiego głosu i jego jedwabista struktura znajduje swoje apogeum w dźwięku viny.


Związek Tańca z Muzyką

Słowo "taniec" zostało bardzo poniżone, gdyż taniec był wykonywany tylko przez ludzi zajmujących się rozrywką, którzy zrobili z niego zabawę. Jak wiemy, kiedy coś staje się rozrywką, to zawsze ulega degeneracji.

Jeśli przyjrzymy się muzyce Indii to odkryjemy, że składa się ona z trzech części: śpiewu, gry i tańca.

Głos, który pochodzi z płuc i brzucha nie może wyrazić się w pełni bez kości głowy, ust, zębów, języka i podniebienia. Widzimy więc, że ciało jest instrumentem dźwięku. Kiedy drzewa kołyszą się na wietrze, każdy liść wydaje dźwięk. Sam podmuch wiatru nie może wytworzyć pełnego dźwięku. Liście drzew szeleszczą i stają się instrumentem dla powietrza. Wysnuwamy zatem wniosek, że cała struktura tego świata stanowi instrument dla dźwięku.

Gdybym w czasie mówienia do ciebie pozostał nieruchomy jak posąg, to moje słowa odniosłyby dużo mniejszy skutek, niż w przypadku, gdyby towarzyszyła im gestykulacja. Jeśli ktoś powie: "Odejdź stąd" i nie wykona żadnego ruchu, jego słowa nie będą miały wielkiej ekspresji. Jeśli poruszy przy tym ramionami, będą miały więcej wyrazu. W Indiach uczeń uczy się śpiewać z gestykulacją. Zastępuje ona notację i prowadzi go. Ktoś może pomyśleć: "notacja byłaby dużo zrozumialszą metodą" ale muzyka indyjska jest tak skomplikowana, że żadna notacja nie może jej dokładnie oddać. Ponadto, również interwały są zapełnione treścią, a ruchy rąk i dłoni mogą wyrażać muzykę i prowadzić dużo łatwiej, niż jakiekolwiek zapisane znaki.

Trzecia część muzyki- taniec - nie tyle jest tańcem, ile wyrażaniem przez ruch.

Sam Mahadeva, największy awatar, tańczył. Jeśli zaśpiewasz lub zagrasz przed derwiszem, to może on zacząć poruszać głową i dłońmi.

Wielki poeta hinduski kiedy opisuje, jaki musi być pieśniarz, mówi:


Musi mieć dobry głos,

Musi znać ragi,

I umieć je zaśpiewać.

Musi być mistrzem w pełnych wdzięku ruchach;

Musi być spokojny, niewzruszony przez publiczność.

Musi wywrzeć wrażenie na publiczności.


Nasze życie jest tak pełne zajęć, że mamy niewiele czasu, żeby obserwować zwierzęta. Jeśli tak zrobiliśmy to chyba zauważyliśmy, że większość ich języka stanowi ruch. Mało mówią między sobą. Najczęściej wyrażają rzeczy poprzez ruchy. Jeśli zawołasz psa, natychmiast zacznie machać ogonem. Poruszy całe ciało, aby pokazać swoją radość i przywiązanie. Jeśli szorstko się do niego odezwiesz, to całe jego ciało natychmiast wyrazi uczucie w ruchach. Tracimy dużo energii na niepotrzebną gadaninę. U dawnych ludów ruch dłoni albo pochylenie głowy w wielu sprawach zastępuje słowa.

Gdy tylko ktoś wchodzi do pokoju, widzimy po jego ruchach i sposobie spacerowania jaki jest, jak wiele posiada wytworności. Jeśli porównamy konia za pięć tysięcy gwinei z koniem za pięćdziesiąt gwinei to zobaczymy, że różnica tkwi w ruchach. Koń wart pięć tysięcy gwinei nie był uczony poruszać się tak jak się porusza, a mimo to w każdym ruchu jest pełen wdzięku. Widzimy, że piękno dane pawiowi zainspirowało w nim pełne wdzięku ruchy.

Taniec jest zaprawdę cudowną rzeczą, i sam w sobie wielkim dowodem mistycyzmu. Wszyscy mamy w sobie naturę ptaka i naturę zwierzęcia. Naturą ptaka jest latać. Naturą zwierzęcia - skakać. Tygrys skoczyłby stąd na szczyt muru. Jeśli my nie potrafimy tego zrobić to dlatego, że przez jedzenie, picie i spanie utraciliśmy tę siłę. Jeśli człowiek siedzi w fotelu i żeby wstać wyciąga się przy pomocy rąk, to znaczy, że przez jedzenie, picie i spanie stał się tak ciężki, że nie jest tym kim powinien być. Dobry rząd to taki rząd, który wie, co robi każdy z rządzonych. Nasz umysł rządzi ciałem. Nasz umysł musi mieć pod swoimi rozkazami każdy mięsień, każdy atom ciała. Kiedy podnosimy się, wszystko musi się podnosić. Kiedy obracamy się w prawo, wszystko musi obracać się w prawo. Kiedy obracamy się w lewo, wszystko musi obracać się w lewo. Mamy w Indiach pewien taniec, taniec tygrysa wykonywany podczas uroczystości religijnych. Tancerze przed jego pokazem malują się upodabniając do tygrysa. Przywędrował do nas z Egiptu jako święty taniec.

Poświęciłem swą muzykę, ponieważ otrzymałem od niej to co miałem otrzymać. Żeby służyć Bogu, trzeba poświęcić najcenniejszą rzecz, a tym była dla mnie muzyka i ją poświęciłem. Komponowałem pieśni. Śpiewałem i grałem na vinie. Praktykując tę muzykę osiągnąłem poziom, gdzie dotknąłem muzyki sfer. Wtedy każda dusza stała się dla mnie nutą (muzyczną), a całe życie muzyką. Zainspirowany tym przemówiłem do ludzi, i ci którzy byli przyciągani przez moje słowa, słuchali ich zamiast moich pieśni. Teraz jeśli coś robię, to jest to strojenie dusz zamiast instrumentów. Harmonizowanie ludzi zamiast nut. Jeśli jest coś w mojej filozofii, to jest to prawo harmonii: że trzeba wejść w harmonię z sobą samym i z innymi. Znalazłem w każdym słowie pewną muzyczną wartość, melodię w każdej myśli, harmonię w każdym uczuciu. I spróbowałem wytłumaczyć to (tą samą rzecz) przy pomocy zrozumiałych i prostych słów ludziom, którzy zwykli słuchać mojej muzyki. Grałem na vinie póki moje serce same nie stało się tym instrumentem. Wtedy podarowałem go Boskiemu Muzykowi, jedynemu Muzykowi jaki istnieje. Od tej chwili stałem się Jego fletem, i kiedy zechce, gra On Swą muzykę. Ludzie obdarzają mnie za nią zaszczytami, które w rzeczywistości nie należą się mnie, ale Muzykowi, który gra na Swym własnym instrumencie.


Sufi Hazrat Inayat Khan

(C) Tłumaczył: Sufi Ofiel Ahmad

(C) Zakon Sufi Chishty; Poland - Toruń 1988 r.