SUFIZM - SUFI CHISHTY PIR MOINUDDIN Z AJMER

Mistyka Uzdrawianie Ezoteryka Medytacje Zikr Wasifa Oddychanie Muzyka Derwisze Fakirzy Moinuddin

Umieranie i Odchodzenie w Naukach Sufi

AQIBAT - Nauka o Umieraniu

AQIBAT

HIERARCHIA TEKSTU:

1. ŚMIERĆ
2. DZIEŃ SĄDU OSTATECZNEGO
3. NIEBO I PIEKŁO
4. QAJAMAT, KONIEC ŚWIATA
5. MIEJSCA NAWIEDZONE
6. SPIRYTYZM
7. OPĘTANIE

I. Ś M I E R Ć

KOCHAMY nasze ciało i utożsamiamy się z nim do takiego stopnia, iż bardzo nieszczęśliwi jesteśmy, kiedy pomyślimy, że ciało to, tak nam drogie, pewnego dnia znajdzie się w grobie. Nikt nie lubi myśleć, że kiedyś umrze i zostanie unicestwiony. Ale naszym prawdziwym jestestwem jest dusza. Ona istniała przed naszymi narodzinami i będzie istnieć po naszej śmierci. Tym, co utrzymuje koncepcję "ja", żywej istoty, nie jest ciało, ale dusza omamiona ciałem. Dusza sądzi, że jest ciałem; myśli, że oto idzie, siada, kładzie się, kiedy czyni to ciało, ale w rzeczywistości nie czyni ona żadnych z tych rzeczy. Mała niedyspozycja ciała wywołuje w niej myśl: "O, jestem chory". Czyjś przytyk sprawia, że czuje się obrażona. Nieznaczna pochwała sprawia, że czuje się jak w siódmym niebie. W rzeczywistości, nie jest ona ani w niebie, ani na ziemi; jest tam, gdzie jest. Pobyt duszy w ciele materialnym zwodzi ją do tego stopnia, że myśli sobie: "Żyć mogę jedynie pokarmem materialnym, stać mogę wyłącznie na ziemi, radować się mogę tylko materialnym otoczeniem. Bez tego wszystkiego jestem nigdzie, jestem niczym."

JEST takie perskie powiedzenie: "Nie buduj domu na cudzym terenie". A to właśnie dusza czyni. Świadomość rozpoznaje siebie we wszystkim, co postrzega. Jej czystość sprawia, że odzwierciedla się w niej wszystko, co przed nią się znajduje, a ona wówczas myśli: "To jestem ja" - jak czysta woda odzwierciedla nasze oblicze. Pojawia się wówczas w duszy pragnienie, aby wszystko było piękne i przyjemne dla jej wygody i próżności. Pragnie widzieć swoją przedmiotową postać pięknie ubraną; pragnie widzieć wokół siebie wszystkie piękne rzeczy. Nabywa piękny dom i przez całe życie czyni wszystko, aby zdobyć obiekty swojego uwielbienia. Lecz kiedy nadchodzi śmierć, cała ta wzniesiona na piasku budowla obraca się w ruinę. Jej nagromadzone dobra zostają odebrane. Jest to wielkie, wielkie rozczarowanie. Dusza traci wszystko, czym się interesowała. Wycofanie się do czystej jaźni i utrata z pola widzenia ułudnego ziemskiego środowiska napełnia ją myślą o śmierci i wzbudza ogromny lęk. Lęk ten i rozczarowanie to jedyna śmierć, jaka jest, ponieważ ciało jest niczym innym, jak okryciem nałożonym na duszę, i kiedy go brakuje, nie jesteśmy wcale martwi; tak samo, jak martwi nie jesteśmy, gdy znosi się nam już jakiś płaszcz, albo gdy ktoś podrze nam koszulę.

MOMENT, gdy człowiek umiera, jest jedyną chwilą, kiedy myśli on, że jest nieżywy. Wrażenie stanu agonalnego, bezradność lekarzy, smutek i żal rodziny - wszystko pogłębia to wrażenie. Po śmierci, kiedy człowiek otrząśnie się z tego stanu, powoli zaczyna stwierdzać, że żyje; gdyż życie, które utrzymywało go w fizycznym przyodziewku, naraz staje się jakieś dziwne, kiedy owego przyodziewku zabrakło. Nie jest on jednak martwy, jest nawet jeszcze bardziej żywy niż przedtem, bowiem zdjęte zostało z niego wielkie brzemię, które od jakiegoś czasu nakłaniało go do przekonania, że ten fizyczny przyodziewek to jego życie.

DUSZA, dzięki swej mocy, sama z siebie stworzyła żywioły i przyciągnęła je z zewnątrz. Ona je zgromadziła i ona je utrzymuje,ale poprzez użytkowanie ulegają stopniowemu zużyciu i trwają jedynie przez pewien okres czasu. Dusza trzyma ciało zbudowane ze wszystkich tych żywiołów tak długo, jak długo ciało to jest dla niej ważne i jak długo magnetyzm ciała przytrzymuje ją, a jego aktywność utrzymuje ją w stanie zaangażowania. Gdy tylko owo zainteresowanie ciałem zmaleje albo gdy tworzące ciało żywioły utracą swoją siłę skutkiem osłabienia lub rozregulowania organizmu, ciało zwalnia uchwyt, a dusza, której stałą tendencją jest poszukiwanie wolności, korzysta ze sposobności danej jej przez niemoc ciała. Rezultatem tego jest śmierć.

ŻYWIOŁY zaczynają się rozpraszać nawet jeszcze przed śmiercią, ale po śmierci ciała powracają bezpośrednio do swojej macierzy: ziemia do ziemi, woda do wody, i tak dalej, każdy do swojej macierzy. I z tego powrotu bardzo są zadowolone. Każda rzecz cieszy się z przebywania z czymś do niej podobnym. Jeśli w pobliżu ognia znajdzie się gaz, płomień wyjdzie do gazu, gdyż w gazie jest bardzo dużo żywiołu ognia.

KTOŚ mógłby pomyśleć, że to już wszystko, że po śmierci nic nie pozostanie dla zwykłego człowieka, który myślał o sobie jako o ciele, takim wysokim, takim szerokim, takim ciężkim i w takim to a takim wieku; czyli gdy odchodzi ciało fizyczne, odchodzi wszystko. Ale tak nie jest; kiedy odchodzi ciało, pozostaje umysł, subtelniejsza część człowieka zbudowana z wibracji. Żywioły tak samo istnieją w wibracjach, jak w atomach, w przeciwnym razie osoba, która jest zagniewana, nie stawałaby się czerwona i gorąca. Podczas snu, kiedy ciało śpi, widzimy siebie chodzących, mówiących, działających w jakimś otoczeniu, z jakimiś ludźmi. Tylko przez kontrast z normalnym chodzeniem jesteśmy w stanie orzec, że śnimy. Jaźń istnieje wciąż, nawet gdy odeszło już ciało, dokładny odpowiednik tego, czym jesteśmy teraz, a nie tego, czym byliśmy, kiedy mieliśmy lat pięć czy dziesięć, ale tego, czym jesteśmy teraz.

MÓWI się czasami, że dusza to to, co pozostaje po śmierci z ciała fizycznego, i że to przebywa potem w niebie albo piekle; ale tak wcale nie jest. Dusza jest czymś o wiele większym. Jakże może być ogniem palona rzecz, która sama jest światłem, Nur, światłem Boga? Ale z powodu swej ułudy przyjmuje na siebie wszystkie te stany, przez które umysł musi przejść po śmierci. Dlatego też pośmiertne doświadczenia duszy, która nie dostąpiła wyzwolenia są bardzo przykre. Jeżeli umysł nie jest bardzo przywiązany do ziemskiego życia i zgromadził satysfakcję ze swych czynów, raduje się niebem; w sytuacji przeciwnej, doświadcza piekła.

UMYSŁ, który jest bardziej zaangażowany w troski życia doczesnego i w którym więcej jest przywiązań, nie może pozwolić duszy na przebywanie w świetle. Jeżeli wyrzucisz balon w powietrze, posunie on do góry, a następnie opadnie na dół. Wędruje do góry, ponieważ jest w nim powietrze; opada z powodu substancji, z której jest wykonany. W duszy tkwi tendencja do ruchu ku najwyższym sferom, do których należy; taka jest jej natura. Substancja ziemska, jaka zebrała się wokół niej, przyciąga ją ku ziemi. Latawiec wznosi się ku niebu, ale sznurek w ręku człowieka ściąga go na dół. Ziemskie przywiązania to sznurki ściągające duszę w dół. Widzimy, że dym kieruje się ku górze, a po drodze pozostawia w kominie swoją ziemistą substancję. Pozostałą jeszcze ziemistą substancję porzuca w powietrzu, a jeśli nie pozbędzie się wszystkiego, nie będzie mógł pójść wyżej, do eteru. Poprzez to porównanie dostrzec możemy, jak dusza nie potrafi podnieść się z niższych rejonów, chyba że pozostawi za sobą wszelkie ziemskie przywiązania i tęsknoty.

LUDZI ogarnia wielki lęk przed śmiercią, a szczególnie ludzi prostych, wrażliwych i uczuciowych, ludzi, którzy są bardzo przywiązani do ojca, matki, braci, sióstr i przyjaciół oraz do swoich stanowisk i majątków. Lecz także ci, którzy w życiu są nieszczęśliwi, obawiają się śmierci. Człowiek woli raczej być bardzo chorym, ale nie martwym. Woli być w szpitalu niż na cmentarzu z trupami. Gdy w głowie zaczyna świtać taka myśl: "Pewnego dnia będę musiał wszystko to zostawić i zejść do grobu", natychmiast spływa na niego wielki smutek. W przypadku niektórych ludzi lęk taki utrzymuje się przez część życia; w przypadku innych trwa to całe życie. Dowodem na to, jak bardzo ludzie boją się śmierci, jest to, że uczynili z niej najwyższy wymiar kary, chociaż nawet w małym stopniu nie jest tak zła, jak cierpienia, smutki i zmartwienia życiowe.

ŚMIERĆ jest wielkim egzaminem, do którego jeden człowiek podchodzi przygotowany, a inny nie przygotowany; jeden z ufnością, inny z trwogą. Bez względu na to, za jakiego to duchowego czy szlachetnego ktoś chciał za życia uchodzić, w obliczu śmierci przechodzi próbę i spada z niego wszelki fałsz. W Koranie powiedziano: "Wówczas, gdy nadejdzie ten straszny kataklizm, tego dnia przypomni sobie człowiek na co roztrwonił swoje życie".

BYŁ sobie pewien starzec, który wciąż zawodził i lamentował mówiąc: "Jestem taki nieszczęśliwy, moje życie jest takie ciężkie, codziennie tylko praca i praca! Lepiej by było, gdybym nie żył." Rozpaczał tak każdego dnia i przyzywał śmierć, aby przyszła i go zabrała. Pewnego dnia Azrael, anioł śmierci, zjawił się przed nim i rzekł: "Tak często mnie wzywałeś, więc przychodzę, aby wziąć cię ze sobą." Starzec odrzekł: "Jeszcze nie! Jestem stary, błagam, daj mi jeszcze choć parę dni życia!" Anioł śmierci mówi jednak: "Nie, tak często prosiłeś mnie o śmierć, musisz teraz stawić się przed Bogiem (Allah)". Stary obstawał przy swoim: "Zaczekaj chwilę. Pozwól mi tu zostać jeszcze trochę". Ale anioł śmierci powiedział: "Ani chwili dłużej" i zabrał go ze sobą.

JAKIEJ myśli chwyta się człowiek w chwili śmierci? Jest to myśl zgodna z poziomem rozwoju danej osoby: albo o Bogu, albo o przedmiocie swojego uwielbienia czy też o pięknym otoczeniu, które umiłował i wyidealizował. Jeśli jest on człowiekiem ziemskim, wówczas myśl o pięknym otoczeniu, jakie stworzy dla niego niebo. Jeżeli jest w stanie oddania wewnętrznego, połączy się z obiektem swego oddania. Jeśli jest pobożny, właściwą dla niego będzie myśl o Bogu. "Zaprawdę, śmierć jest mostem jednoczącym przyjaciół", znajdujemy w "Powiedzeniach Muhammada".

CI, o których mówi się, że są w obecności Boga, są tymi, którzy utrzymują wizję swego boskiego Umiłowanego, którego uwielbiali przez całe życie, i radują się przez długi, bardzo długi czas obecnością swojego wyidealizowanego Jedynego.

W CIĄGU naszego życia na ziemi świadomi jesteśmy naszych trzech kondycji: ciała, umysłu i duszy. Po śmierci fizycznej świadomi jesteśmy tylko dwóch. Na planie fizycznym, jeśli odwiedza nas złodziej, nie jesteśmy tak przerażeni. Rozglądamy się za czymś, żeby go przepędzić. Ale we śnie boimy się, bo nie mamy niczego takiego. Tutaj siła woli jest znaczniejsza; tam przeważa wyobraźnia, a wola ma mniej do powiedzenia. W życiu fizycznym przechodzimy od jednego doświadczenia do drugiego. Jeśli boimy się w nocy, rano mówimy: "Śniły mi się koszmary" albo "Miałem smutny sen", ale nie ma to większego znaczenia. Nie zachodzą przez to żadne zmiany.

DLATEGO też to tutaj musimy przebudzić się do tego, co jest celem naszego życia. Tam, nie jesteśmy w stanie udoskonalać się tak bardzo, jak tutaj. Przez to zawsze byli ludzie, owi wybrańcy Boga, którzy mówili: "Przebudźcie się, przebudźcie się, póki czas!"

SĄ tacy, którzy we śnie potrafią robić wszystko, czego zapragną. Potrafią sprawić, że stanie się to, co chcą, a nazajutrz stwierdzamy, że dzieje się tak, jak oni to widzieli w nocy. Są to przypadki odosobnione. Ponieważ opanowali swoją wolę tutaj, potrafią sprawiać, że wszystko będzie działo się zgodnie z ich wolą nawet na planie wyższym. Kiedy człowiek cieszy się tym, że ktoś inny spożywa wspaniałą potrawę, tak samo, jakby to on ją spożywał, czy tym, że drugi człowiek nosi na sobie piękną szatę, tak jakby to on ją nosił, wówczas jest on wyniesiony ponad człowieczeństwo. Istnieją święci i mędrcy, ich życie pośmiertne jest w ich rękach, bowiem szczęśliwi są zarówno w zysku, jak i w stracie.

UMYSŁY proroków i murszidów nie mogą być porównywane z innymi umysłami. Umysły takie są mistrzowskie, a oni potrafią je utrzymać o wiele dłużej. Ponieważ żyją tylko dla innych, po śmierci w dalszym ciągu żyją dla innych. Myśleli tylko o tym, co wieczne. Inni myśleli o rzeczach przemijających, dlatego też z czasem odchodzą ich umysły.

LUDZIE studiują sufi przede wszystkim po to, aby dowiedzieć się, co stanie się z nimi po śmierci, w tej istocie, która jest naszym prawdziwym jestestwem, chociaż zazwyczaj jest ona przed nami ukryta.
PO śmierci fizycznej życie, które nie umiera, unosi człowieka i zawsze pozostaje żywe. My, istoty żywe, żyjemy zarówno na ziemi, jak i na morzu, mając w swojej formie oba żywioły, ziemię i wodę. Istoty morskie są także zbudowane z ziemi; nasze organizmy zawierają również wodę. Jednakże morze jest tak dla nas obce, jak obca jest ziemia dla stworzeń morskich. Żadne nie chciałoby zamienić się miejscami; a jeśli się tak stanie, dana istota jest poza swoim żywiołem, oznacza to dla niej koniec. Jest tak dlatego, iż ryba nie uświadomiła sobie jeszcze, że jest także ziemskim stworzeniem i że również ziemia jest jej żywiołem, że nie potrafi żyć na ziemi. W taki sam sposób stworzenia żyjące na ziemi, których istnienie uzależnione jest od dotarcia do brzegu, rezygnują, gdy ogarnia je obawa, że zginą w odmętach. Morze unosi cały statek wiozący tysiące ludzi i tony ładunku; dlaczego nie miałoby unieść naszego małego ciała?

NASZE wewnętrzne jestestwo jest jak to morze, nasze jestestwo zewnętrzne jest niczym ziemia. Tak samo jest ze słowem "śmierć". Jest to w nas ta część morska, gdy oddzielani jesteśmy od części ziemskiej i, nie przywyknąwszy do tego, postrzegamy tę podróż jako coś przykrego i dziwnego, i nazywamy to "śmierć". Dla marynarza morze jest tak samo łatwe do przebycia, kiedy tego zapragnie, jak ziemia. W nawiązaniu do tego Chrystus powiedział do Piotra: "O ty,małej wiary, dlaczego zwątpiłeś?" W sanskrycie i prakrycie wyzwolenie określa się mianem 'Taran', co oznacza 'pływanie'. To umiejętność pływania czyni z wody domenę dla ziemskiej ryby, a dla tych, co pływają w oceanie życia wiecznego, mając ciało lub jego nie mając, ono staje się dla nich nieprzemijającą ojczyzną.
PŁYWAK igra z morzem. Wpierw pokonuje mały dystans, by następnie popłynąć dalej. Nabiera wprawy i w końcu staje się ono jego domem, jego żywiołem, tak jak ziemia. Kto opanował oba te żywioły stał się mistrzem wszystkiego.

NURKOWIE w porcie na Cejlonie i Arabowie nad Morzem Czerwonym penetrują głębiny. Zaczynają od zamknięcia uszu, oczu, warg i nosów, po czym nurkują i wydobywają perły. Mistyk również schodzi w głąb oceanu świadomości, odcinając swoje zmysły od świata zewnętrznego i przechodząc dzięki temu na płaszczyznę abstrakcyjną.

SUFI pracuje w kierunku unicestwienia lęku przed śmiercią. Ścieżką tą kroczy się po to, aby za życia poznać to, co stanie się z nami po śmierci. Jak powiedziane jest w Koranie: "Mutu kubla anta mutu", czyli "Umrzyj przed śmiercią". Zrzucić ten śmiertelny przyodziewek, nauczyć duszę, że nie jest istotą śmiertelną, ale nieśmiertelną, oraz że możemy uniknąć tego wielkiego rozczarowania, jakie śmierć przynosi - to właśnie zdobywane jest za życia przez Sufich.


II. DZIEŃ SĄDU OSTATECZNEGO

W BUDDYZMIE i hinduizmie niewiele mówi się o Dniu Sądu Ostatecznego, ponieważ posiadają one doktrynę KARMY. W Koranie jednakże powraca to zagadnienie w różnych surach, a sprawa ta jest tam bardzo istotna. O Dniu Sądu wspomina się także wielokrotnie w Biblii.

TEN Dzień Sądu, o którym mówią przeróżne religie, stanowi wielką tajemnicę. Powiedzieć o tym można jedno: żadna chwila, ani jedno mrugnięcie okiem nie przemija bez osądu, że w świadomości każdego człowieka funkcjonuje czynnik osądzania, osądzania siebie i innych, oraz że czynnik ten istnieje w swej doskonałej postaci w Świadomości Uniwersalnej, która osądza cały wszechświat. To pierwsze to sprawiedliwość ludzka, to drugie to sprawiedliwość boska.

W sprawiedliwości człowieka znajdziemy stronniczość i pomyłkę, gdyż jego sumienie spowite jest cieniem 'ja'; w ten sposób jego zdolność do oceny jest osłabiona. Sprawiedliwość Boga jest sprawiedliwością słuszną, ponieważ nie spada na Jego uniwersalną świadomość najmniejszy cień stronniczości, skoro w zasięgu jego wzroku znajduje się cały świat, przez co widzenie jego jest niezmącone. Skoro nasza sprawiedliwość determinuje, co lubimy, a czego nie lubimy, i stwarza w nas sympatię bądź niechęć w stosunku do drugiej osoby, tak samo dzieje się z Bogiem. Ocenia on uczynki i wyznacza za nie nagrody i kary. Bóg wybacza też ze swej łaski i współczucia temu, komu wybaczyć się zdecyduje - tak samo, jak czynimy to my, ludzie, w swej małej skali. Dla krótkowzrocznego, ludzka sprawiedliwość jest jasna, a sprawiedliwość Boga jest zbyt mglista, aby ją ogarnąć umysłem. Jest też wiele jaskrawych przykładów mogących go zwieść, np. złe traktowanie człowieka prawego i dobrobyt nikczemnika. Lecz ten, czyj wzrok jest dobry, potrafi dostrzec kres dobrych czasów człowieka złego i kres poniewierki człowieka prawego. Dobry obserwator zobaczy cios zbliżający się do jednego oraz nagrodę przygotowywaną drugiemu. Jest to tylko sprawą czasu.

DLA człowieka ukierunkowanego materialistycznie zdaje się to być absurdem. Myśli sobie: "Jeśli kogoś okradnę i złapie mnie policja, to będzie to sprawiedliwością. Jeżeli mnie nie złapią, to wszystko w porządku; udało mi się. Jeżeli mam wypchany pieniędzmi portfel i opłacę świadków i prawników, to wszystko w porządku." Jeśli nie widzi on niczego na tamtym świecie, widzi tylko to, co jest tutaj.

PROSTY wierny wierzy w Dzień Sądu, ale niewiele o tym wie. Sufi musi zrozumieć, że w pamięci istnieje zapis każdego czynu, każdej myśli i pracy - rękopis natury otwarty przed naszym sumieniem; a jeśli jakiś morderca ucieka przed policją, nie jest w stanie umknąć przed własnym sumieniem. Ktoś mógłby pomyśleć: "To jego własne sumienie, jakie to ma znaczenie, że przez jakiś czas będzie ono niezadowolone?" Ale za tym stoi jeszcze Sumienie uniwersalne, doskonale sprawiedliwe i wszechpotężne, które, jeśli ucieknie on z lądu i schronienia szukać będzie w wodzie, jest w stanie powiesić go nawet za pomocą morskich fal, by ukarać za zbrodnię.

WSZYSTKO, co człowiek czyni, wszystkie jego prace składają się z trzech części: początku, działania i końca. Człowiek pracuje cały dzień, a wieczorem widzi rezultaty swojego trudu, jak wiele zyskał.

GDY dziecko przychodzi na świat, jest świeże i gotowe, by radować się wszystkim. Radość sprawia mu każdy drobiazg, każda dana mu laleczka. Nie wie, gdzie znajduje się ten świat ani jakie są jego troski. Potem człowiek przejść musi przez wszystkie doświadczenia życiowe: dobre i złe; a kiedy przychodzi starość, widzi rezultaty swoich działań. Podczas działania człowiek ich nie dostrzega, gdyż działanie zaślepia. Wówczas, jeśli pracował dla majątku, będzie posiadał majątek; jeśli pracował dla sławy, będzie to miał. A jeśli kocha, spotka się z miłością i sympatią swojego otoczenia. Kiedy jest stary, jest to dla niego czas sądu na ziemi. Spotyka się wówczas z nagrodą za swoje działania. Jeżeli kogoś zamordował, sprawiedliwością będzie, gdy zostanie powieszony. Jeżeli kogoś obrabował, trafia do więzienia i musi odpokutować za swoje. Ale czas działania przychodzi tylko raz - potem jest już za późno, by naprawić błąd.

WIELE jest takich rzeczy, które, gdy je robimy, zdają się być dobrymi, ale potem coś w nas odczuwa niezadowolenie. Jest to tak jak z potrawą, która, gdy człowiek ją spożywa, jest przyjemna w smaku, ale potem zaczyna wytwarzać taki odór, że woń własnego oddechu przyprawia człowieka o ból głowy. Cokolwiek było u niego tolerowane, gdy był przy władzy, posiadał magnetyzm i siły witalne, energię, ładny wygląd, bystre spojrzenie, nie będzie już tolerowane, kiedy ta moc go opuści. Staje się nieznośny dla otoczenia, dzieci chcą go porzucić, ponieważ ich zdaniem stary tata stracił głowę; przyjaciele stronią od niego, bowiem, jak mówią, jest bezużyteczny.

ISTNIEJE wiele ułomności umysłu i złych nawyków, które w młodości zdają się nie mieć większych konsekwencji, na przykład: zazdrość, łakomstwo, zawiść, złość i skłonność do wpadania w furię. Kiedy młodość przemija, a wraz z nią młodzieńcza siła i magnetyzm, pozostaje tylko słabość ze swą bezzębną szczęką. Gdy pochłonięci jesteśmy jakimś działaniem, jesteśmy ślepi. Oczy otwierają się, gdy przychodzą skutki.

PEWNEGO razu przez dżunglę jechał padyszach. Przejeżdżając przez most zobaczył pijanego człowieka stojącego pośrodku mostu. Człowiek ów zawołał: "Sprzedasz mi tego konia, przechodniu?" Był bardzo pijany i nie potrafił rozpoznać jeźdźca. Padyszach pomyślał, 'On jest pijany', dlatego też nie zwrócił nań uwagi. Po kilkugodzinnym polowaniu w dżungli udał się w drogę powrotną i zobaczył tego samego osobnika, ale już siedzącego na poboczu. Padyszach zapytał dla żartu: "Czy chcesz kupić tego konia?" Siedzącemu przeszło już upojenie. Zaskoczony był tym, co powiedział do padyszacha uprzednio, ale na szczęście w głowie zaświtała mu bardzo sprytna replika. Rzekł: "Kupiec konia poszedł sobie, pozostał tylko stajenny dla tego konia". Rozbawił tym padyszacha, który puścił sprawę w niepamięć.

JEST czas, kiedy nasze ego pragnie wszystkiego, co je pociąga, ale kiedy przemija czas początku i działania, pozostaje uczucie bezradności.

NASZE życie składa się z trzech części: część przed urodzeniem, czas życia tutaj oraz czas po śmierci. Zastanawiając się nad naszym życiem tu i po śmierci, dochodzimy do przekonania, że nasze życie na ziemi jest naszą młodością, a życie po śmierci to czas zbierania owoców naszych działań. Sąd przychodzi z wiekiem, w czasie po śmierci.

TAKŻE w dziedzinach sztuki widzimy, że są te trzy aspekty. W muzyce wpierw jest wprowadzenie, następnie utwór w całej okazałości, po czym następuje zakończenie, które podsumowuje wszystko, co zabrzmiało przedtem. W malarstwie artysta zaczyna od projektowania, potem nakłada kolory, a następnie patrzy na dzieło; jeśli nie jest ono takie, jakie chciał, ściera wszystko albo drze. Ktoś mógłby powiedzieć: "Sam to zrobiłeś, dlaczego więc to niszczysz?" Robi tak, ponieważ, gdy przyjrzy się, często dochodzi do wniosku, że obraz jest bez wartości. Jednakże, gdy dzieło jest dobre, artysta pragnie wysłać je na wystawę i z dumą zwołuje krewnych i przyjaciół, aby obejrzeli, co namalował. Ten świat jest obrazem Stwórcy. Stwórca, jako artysta, patrzy na swoją pracę; i zmienia ją, poprawia albo też ściera, jeśli tak uzna za stosowne.

DLACZEGO Dzień Sądu zwany jest "dniem"? Nasz dzień jest wtedy, gdy czuwamy, a nasza noc - gdy śpimy. Nie chodzi tu o dzień i noc ziemi, z których każde ograniczone jest do dwunastu godzin, ale chodzi tu o dzień i noc naszej świadomości. Tym, co oddziela jeden dzień od drugiego, co stanowi o tym, że odróżniamy dni, jest właśnie noc.

TUTAJ nasze życie tonie w ciemnościach działania, gdzie świat iluzji jawi się naszym oczom jako realny, a gwałtowne przemijanie życia jawi się jako stałe; to tak jak człowiekowi siedzącemu w pędzącym pociągu wydaje się, że to drzewa rosnące przy trasie uciekają do tyłu, a pociąg stoi w miejscu. Kiedy życie iluzoryczne dowiedzie, że nie jest takie rzeczywiste, jak się uprzednio zdawało, nastaje taki dzień, gdy rzeczy prezentują się nam tak wyraŹnie, jak w świetle dziennym. Dla niewielu zdarza się to na tym świecie, ale dla wszystkich po śmierci.

TUTAJ mamy dwa stany: stan czuwania i stan snu. Tam jedyną rzeczywistością będzie sen. To będzie nasz dzień, nieprzerwany przez jakąkolwiek noc. To się nie będzie zmieniać. Dzień ten trwać będzie zawsze, rzec trzeba, aż nasza indywidualność pogrąży się w świadomości boskiej.

ŚNIMY o wszystkich rzeczach, które widzimy w naszym otoczeniu, i o wszystkich rzeczach tak, jak je naturalnie widzimy. Śnimy o koniu lub słoniu czy też o bracie, siostrze, matce, ojcu, wujku; ale nie śnimy o przedmiotach nieistniejących, jak na przykład o koniu skrzydlatym czy o zającu z uszami słonia, ponieważ takich rzeczy nie ma w naszym świecie. Tylko to, co jest odbierane przez naszą świadomość, jest naszym światem. A świat ten podlega sądowi, który toczy się nieprzerwanie. Światem męża będzie jego domek z rodziną, światem króla będzie otoczenie jego pałacu.

CZYŻ więc nie znajdziemy się w wielkim zgromadzeniu, gdzie zejdą się miliony i miliardy dusz w jakiej formie by nie istniały, i wszystkie te dusze, które istniały na ziemi, sądzone będą w tej samej chwili? Będzie tak pozornie, ale nie w rzeczywistości, ponieważ Dzień Sądu każdego człowieka ukaże mu wewnątrz cały świat i dla niego będzie szczególny. Innymi słowy, w każdej duszy zostanie wskrzeszony świat. Aspekty duszy: utwierdzający (afirmujący) i zaprzeczający, w pełni rozwiną swoją grę, czasami pod postaciami Munkira i Nakira - aniołów zapisujących.

W rzeczywistości, będzie to niczym nagranie gramofonowe, które powtórzy wszystkie życiowe doświadczenia człowieka, zapamiętane i zapomniane, dobre i złe, wraz z przesuwającymi się obrazami wszystkich ludzi związanych z tym człowiekiem, zmarłych wcześniej lub wciąż jeszcze żyjących na ziemi. Dzieje się to wobec własnej duszy oraz doskonale sprawiedliwej i potężnej Istoty, drobiazgowego Znawcy i Wagowego wszystkich rzeczy.


III. NIEBO I PIEKŁO

IDEA nieba i piekła funkcjonuje w takiej czy innej formie we wszystkich religiach. Daje religiom wielką władzę nad masami i pozwala utrzymywać je w posłuszeństwie, skłaniać do czynienia dobra i wystrzegania się zła. Bez tego byłoby to niemalże niemożliwe, gdyż człowiek zawsze kuszony jest do złego, a kiedy stara się zrobić coś dobrego, pojawiają się wielkie trudności, gdyż królestwa tej ziemi zdają się należeć do niegodziwców, a prawi szukają łaski u Boga. Gdyby nie składano takich obietnic, żadna nagroda, jaka by nie była wielka, nie zjednoczyłaby ludzkości w religii wiary.

NAGRODA, jakiej udziela Bóg, jest zupełnie odmienna od wszelkich ziemskich wygód i bogactw, ale w dawnych czasach, a nawet obecnie, w przypadku większości ludzi można ją wyrazić tylko poprzez postać nagród ziemskich. Dlatego właśnie apostołowie otrzymali zdolność mówienia do każdego człowieka w jego własnym języku.

DAWNE święte pisma zostały dane w czasie, gdy ludzie stali na takim etapie ewolucji, kiedy pilno im było do wszelkich wygód, jakie w owym czasie były dostępne. Gdyby stało się to teraz, obiecane by było coś innego. Powiedziano im: "Jeśli będziesz trzymać się zdala od grzechu, znajdziesz się pośród bezkolcowych drzew lota i bananowców oblepionych owocami, ich cień da ci ochłodę, strumyk będzie szemrać, a łoża będą posłane. Pomiędzy tym wszystkim przechadzać się będzie kwitnąca młodzież oraz świetliści z oczyma wielkimi jak ukryte perły. Dla was stworzone zostanie nowe stworzenie oraz młode i piękne panny, ze złotymi czarami i dzbanami pełnymi wina. Nie ma po tym bólu głowy ani nie zawodzą zmysły. I owoce, jakie chcesz, i mięso ptaków, na jakie tylko masz ochotę. Nie usłyszysz tam próżnych ani grzesznych rozmów, tylko wołanie 'Pokój, pokój!'"

JEŻELI powiesz dziecku: "Jak to zrobisz, dostaniesz cukierka", to jakie by to nie było poświęcenie, ono to zrobi, bo pomyśli: "Dostanę cukierka". Owe słowa w pismach świętych odnośnie nagrody za dobre uczynki wypowiadane były w sposób odpowiedni do etapu ewolucji w owym czasie. Obietnice te składane były w taki sam sposób, jakby osoba starsza mówiła do dziecka: "Nie bierz cudzego jabłka. Dam ci inne jabłko, nawet słodsze od tego. Nie bierz lalki tamtego dziecka. Dam ci inną, o wiele lepszą."

BYŁ to jedyny sposób na powstrzymywanie nierozwiniętych ludzi od niepożądanych czynów.

W TAKI sam sposób ludziom grożono karą, np. paleniem w ogniu, wlewaniem do gardła dziko wrzących cieczy, brakiem innego pokarmu, jak tylko ciernie i osty. Jak matka mówiąca do dziecka: "Dostaniesz lanie, jak to zrobisz".

PROROK powiedział niegdyś: "Piekło jest dla złych, o niebo walczą tylko głupcy".

KAŻDA religia przedstawiała niebo i piekło zgodnie z podobnymi scenami na ziemi, w której części świata by nie były.

NIEBO Hindusa to opera. Są w niej Apsarasy i Gandharwowie, śpiewacy i tancerze. Natomiast w piekle są węże, skorpiony, nieczystości i robactwo. W niebie chrześcijańskim błogosławieni stają się aniołami odzianymi na biało z białymi skrzydłami. Dzierżą w dłoniach złote harfy. Są w błękitnym niebie, siedzą na białych chmurach, śpiewają na chwałę Boga, a ich radość wypływa z obcowania z Bogiem i z innymi błogosławionymi. Chrześcijańskie piekło to rozpalony piec z jeziorami płonącej siarki, gdzie robak nie zdycha, a ogień nie gaśnie. Diabły prowadzą potępionych, kłując nieszczęsnych czerwonymi z gorąca widłami. Dusze trawione są pragnieniem i pozostają tam na zawsze albo aż spłacą dług swych grzechów do ostatniego grosza.

W NIEBIE muzułmańskim znajdziemy niebiański orszak Hurys i Malaków oczekujących na przybywających do Dźannat. Ich twarze promienieć będą niebiańskim pięknem - pięknem znacznie przewyższającym ziemskie. Mleko i miód płyną strumieniami, klejnoty i drogocenne kamienie toczą się pod nogami. Napoje dające ochłodę, orzeźwiający zefirek, wszelakie owoce i wykwintne potrawy zawsze będą gotowe. Będą tryskać fontanny Koutharu, boskiego wina. Każda osoba wchodząca do Dźannat, czy jest to dziecko czy starzec, będzie tam młoda. Nastąpi połączenie świętych, a wszędzie będzie można odczuć boską atmosferę. Piekło, jak mówi się w tradycji islamskiej, jest niczym szalejący ogień, gorący ponad wszelkie wyobrażenie, ponad wszystko, co na ziemi. Będzie tam towarzystwo płaczących i zgrzytających zębami, błagających o wodę ustami pełnymi płomieni. Smutek, nieszczęście, brak nadziei i cierpienie stanowić będzie środowisko, a ciemność, trwoga, pomieszanie i ignorancja odczuwane będą wszędzie; wszystko ogarnie diaboliczna atmosfera.

MOŻNA by się zapytać, dlaczego różne religie w różny sposób przedstawiały niebo i piekło. Ale prorocy nigdy nie mówili o tym, co jest nieprawdziwe, a więc jeśli spojrzymy na to z filozoficznego punktu widzenia, dostrzeżemy , iż rzecz w tym, że będziemy mieli to, co sobie idealizujemy.

HINDUSI idealizowali muzykę, śpiew i taniec; dlatego właśnie to było ich niebem.
W chrześcijaństwie, ponieważ od jego początków unikano myśli o różnicach płciowych, utrzymywano, że niebo, to takie miejsce, gdzie bezpłciowe anioły śpiewają na chwałę Bogu w niebiesiech, ponad chmurami.

NA gorących piaskach Arabii człowiek wciąż tęskni za chłodzącym napojem, a klimat sprawia, że ludzie stają się pobudliwi, podatni na emocje, i wytwarza w nich pragnienie adoracji piękna i młodości.

PIEKŁO niemalże we wszystkich religiach przedstawiano mniej lub bardziej jako dużą izbę tortur, gdzie znaleźć można wszelkie narzędzia zadawania cierpienia.

OBRAZ nieba i piekła w najprostszym objawieniu, jakie przyszło do umysłu Proroka: straszliwość idei grzechu oraz poczucie radości i wrażenie piękna w obliczu cnoty. Wyraża się to wpierw poprzez wyobraźnię artystyczną zanim dotrze do warg. Myśl o straszliwościach natychmiast przywodzi obraz ognia, szczególnie na gorącym piasku Arabii, gdzie woda jest jedynym zbawieniem wszystkich stworzeń, a ogień zawsze jest głównym elementem destrukcji. Kiedy przychodzi myśl o radości i pięknie, od razu zjawiają się obrazy piękna płci przeciwnej, które urzekało duszę od pierwszego dnia stworzenia i to samo robić będzie zawsze. Następnie, przed artystycznym spojrzeniem Proroka stają wszystkie nęcące zmysły smakołyki i wszystkie widoki, za którymi tęskni oko, i znajdują wyraz w języku, który mógł podobać się jego słuchaczom. Podczas gdy Sufi podąża do źródła idei, prosty wierny odsłania słowa.

WSZYSTKO, co mówią te tradycje, przez wiernego jest przyjmowane dosłownie, ale Sufi postrzega je inaczej. Dla niego Hurysy są niebiańskimi ekspresjami piękna jawiącego się przed okiem, które otwarte było na ziemi, które podziwiało boską obecność na ziemi. "Bóg jest piękny i kocha piękno", jak powiedziano w Hadith. Całe to stworzenie zostało tak uczynione, aby głębokie piękno Stwórcy mogło manifestować się w Jego stworzeniu, aby mogło być dostrzegane. Ta sama tendencja działa w całym tym obwodzie. Oko Boga ogląda niebiańskie piękno poprzez pobożnych, gdy kroczą ku wiecznemu celowi. "Żadna dusza nie wie, co dla niej jest przygotowane, jaka radość orzeźwi jej oczy w nagrodę za to, co uczyniła", mówi Koran.

MIÓD stanowi esencję wszystkich kwiatów. Esencją całego istnienia jest mądrość. Mądrość jest miodem, który znaleźć można w niebie. Mleko jest czystą i ważną substancją przygotowywaną w piersiach matki. Taką istotną substancją naszego istnienia jest duch, który jest czysty niczym mleko, i poprzez duchowość pijemy to mleko, którym karmi się nasza dusza. W Biblii powiedziano: "Nie samym chlebem człowiek żyje, ale każdym słowem, jakie płynie z ust Boga". Skarby ziemskie, drogocenne klejnoty i kamienie, których pobożni wyrzekli się za życia na ziemi, toczą się pod ich stopami niczym zwykłe kamienie, bez żadnej wartości.

DLA widzącego dobra ziemskie, za którymi człowiek przez całe swoje życie goni, stają się niczym zwykłe kamienie toczące się pod stopami. Kouthar, czyli wino, oznacza upajające oddziaływanie ekstazy duchowej, ukrytej w sercu pod postacią miłości. Oczyszcza to umysł ze wszelakich nieczystości nagromadzonych w ciągu życia na ziemi, przygotowując tym samym duszę do zjednoczenia z Bogiem.

DLA każdego człowieka jest inne niebo i inne piekło, odpowiednio do poziomu jego ewolucji. Co dla jednego jest niebem, dla innego jest piekłem. Biedak będzie myślał, że niebo, to mieć wygodny dom i karetę, żeby w niej podróżować. Gdyby królowi kazano zamieszkać w domostwie bogatego kupca z jedną albo dwiema karetami, pomyślałby, że to piekło. Mlaśnięcie języka dla konia jest boleśniejsze, niż baty na plecach osła. Widać, że piekło konia nie może być takie samo, jak piekło osła.

JEST pewna historia o padyszachu, przed którego oblicze przyprowadzono kiedyś cztery osoby aresztowane za to samo przestępstwo. Padyszach popatrzył na jednego i powiedział: "Powiesić". Popatrzył na drugiego: "Dożywocie". Przy trzecim zawyrokował: "Wypędzić". Kiedy zobaczył czwartego, powiedział: "Wstyd, jak śmiesz pokazywać mi swoją twarz? Idź i nie pokazuj mi się więcej na oczy". Ten, który miał być powieszony, jeszcze po drodze na szubienicę zabił kilka osób. Banita za granicą znacznie rozwinął swoje zbójeckie rzemiosło. Uwięziony bezwstydnie radował się towarzystwem podobnych sobie w więzieniu. Lecz ten, którego kara ominęła, poszedł do domu i popełnił samobójstwo; dla niego ostre słowa padyszacha były gorsze niż czara trucizny.

NIE jest to tak, że Bóg ze swojego nieskończonego stanu nagradza nas lub karze, albo że jest jakieś takie miejsce nazywane niebem, gdzie wolno przebywać cnotliwym, w przeciwieństwie do innego miejsca, zwanego piekłem, w którym grzesznicy doświadczają swoich kar. W rzeczywistości, nieba i piekła doświadczamy przez cały czas w swoim życiu. Ale tu doświadczamy obu stanów: snu i życia fizycznego. Zawsze jest możliwość zmiany. Jeżeli teraz doświadczamy piekła, jutro może być niebo. Jeżeli dzisiaj jest niebo, to możliwe jest, że jutro będzie piekło. Ale kiedy powracamy z tego świata rozmaitości, nie posuwamy się już naprzód w doświadczeniach; nasze niebo i piekło nie ulega wielkim zmianom.

ZAJMIJMY się wpierw niebem i piekłem, które każda osoba sama dla siebie gotuje tutaj. Kiedy ktoś popełnia czyn, z którego nie jest zadowolone jego sumienie, pozostaje w nim takie wrażenie, torturuje go nieprzerwanie i utrzymuje przed jego oczami cierpienia, jakich doświadcza jego jaźń. Widzimy nieraz ludzi na wysokich stanowiskach, żyjących w luksusach, bogatych i dysponujących władzą, a jednak w których wnętrzach goreje ogień ich złych uczynków. Życie czasami odsłania ich wewnętrzny stan; czasami tak się nie dzieje, a ludzie przekonani są, że są oni szczęśliwi, ale oni sami czują, że są w piekle. Jednak nie w pełni zdają sobie z tego sprawę z powodu stałego zróżnicowania ich doświadczeń. Jest to dopiero mglisty obraz piekła, którego doświadczą w pełni w przyszłości.

KIEDY człowiek robi coś, co podoba się jego sumieniu, ono go aprobuje. Mówi: "Brawo! Dobrze zrobione!" Dusza cieszy się z jego uczynków. W jakimkolwiek złym środowisku by się nie znalazł, jego wewnętrzna radość jest dostatecznie silna, aby zachował pogodny nastrój. Gdy człowiek swymi prawymi czynami satysfakcjonuje swoje sumienie, Bóg, który w nim mieszka, jest zadowolony. Jakie złe by nie było jego życiowe położenie, on sam w sobie pozostanie szczęśliwy. Świat, być może, uznaje go za nieszczęśnika, ale on jest szczęśliwszy niż królowie. Jest to jego niebo i to samo doświadczenie utrzymuje się na tej wyższej płaszczyźnie egzystencji, którą jest niebo i piekło.

KAŻDY człowiek stwarza swoje niebo i piekło. Kiedyś uczeń prosił swojego murszida: "Błagam, Murszidzie, pozwól mi zobaczyć niebo w wizji". Murszid powiedział: "Pójdź, chłopcze, do drugiego pokoju, usiądź i zamknij oczy, a zobaczysz niebo". Murid poszedł do pokoju obok i usiadł do medytacji. W swej wizji zobaczył jakiś wielki teren, ale niczego więcej. Nie było rzek miodu, mórz mleka, żadnych rubinowych cegieł czy diamentowych dachów. Poszedł do swego Murszida i rzekł: "Dziękuję ci, Murszidzie, zobaczyłem niebo, chciałbym zobaczyć piekło". Murszid powiedział: "Świetnie, idź i zrób to samo". Uczeń udał się do drugiego pokoju, usiadł w medytacji, ale znowu zobaczył jakiś obszerny teren, lecz wcale nie było na nim węży, ognia, diabłów czy groźnych zwierząt - nie było niczego. Wrócił do murszida i rzekł: "Znowu widziałem jakieś miejsce, ale niczego tam nie było". Murszid odparł: "Dziecko, czy spodziewałeś się, że będą tam rzeki pełne miodu i morza mleka, czy też węże i ogień w piekle? Nie. Tam nie ma niczego; wszystko będziesz musiał wziąć stąd. Tutaj jest miejsce, gdzie wszystko gromadzisz, czy to smakołyki nieba czy ognie piekielne.

"NIEBO jest wizją spełnionego pragnienia, a piekło jest cieniem płonącej duszy" - mówi Omar Khajjum.

NASZA jaźń, tak naprawdę, jest niebem, jeśli błogosławiona jest bożą łaską, i to nasza jaźń jest piekłem, jeśli zostanie przeklęta bożym przekleństwem. Siedem bram, o których mówi się w Koranie, to siedem otworów naszych zmysłów, przez które to bramy doświadczamy nieba i piekła, a siedem szczytów oznacza siedem płaszczyzn ludzkiej egzystencji, z których każda posiada szczególne dla siebie piekło i szczególne niebo.

RZECZY jawią się nam, gdy to my sprawiamy, że się jawią. Jeżeli do swojego otoczenia będziemy odnosić się z tolerancją i akceptacją, bez względu na to, co posiadamy, znosząc niewygody i trudy, których nie da się uniknąć, i jeśli posiądziemy też wiedzę na temat swojej istoty, jeżeli dostrzegać będziemy wokół siebie boską obecność, i jeżeli rozwijać będziemy w sobie tę miłość, która podtrzymuje cały ten świat, nasze życie stanie się przygotowaniem do nieba i życia na tamtym świecie w całej jego okazałości. Jest to stan pobożności. Jak powiedziano w Koranie: "Pobożni wejdą tam w pokoju i bezpiecznie... Nie dotknie ich tam żadne zmartwienie, nie zostaną też odrzuceni". Jeżeli odziani są w łachmany, jeżeli leżą w kurzu, kurz ten stanie się tronem Salomona, a turban ze szmat stanie się koroną Khussrau.

NASZE niezadowolenie z tego, co mamy w życiu, nasza nietolerancja dla otoczenia, w którym żyjemy, oraz nieumiejętność znoszenia sytuacji, których nie sposób uniknąć, nasza słabość w dawaniu upustu pasjom i apetytom, nieumiejętność współżycia z ludźmi, nasza ignorancja własnej prawdziwej istoty, a także niezdolność do dostrzegania Boga manifestującego się w przyrodzie, stanowią tortury życia tutaj i ogień gorejący po śmierci.

NIEBO jest dla pobożnego, którego prowadzą tu zasługi, a piekło jest dla niegodziwego, który sam sobie roznieca ogień. Sufi mówi: "Jestem poza jednym i drugim, szczęśliwy w ramionach wiecznego pokoju. Nie kuszą mnie ani radości nieba, ani nie dotykają ognie piekielne, bowiem chwyciłem szczęście i ucałowałem przekleństwo i zostałem uniesiony ponad smutki i radości życia."

OCZYWIŚCIE, żadna dusza nie pozostanie w piekle czy niebie na zawsze. Jest to stopniowy proces rozpuszczania pozostałości istoty jednostkowej w oceanie Wiecznego Istnienia. Jest to stan zwany "Pulserat", czyli czyściec.


IV. QAJAMAT, KONIEC ŚWIATA

PERSKI poeta powiada: "Ukryłeś twarz za welonem Swojego stworzenia; Lecz wiem, że to Ty, Któryś jednym pchnięciem wprawił oba światy w ruch."

ŚWIAT jest niczym dziecięca fajerka: gdy raz zostanie wprawiona w ruch, będzie się toczyć i toczyć. Kiedy wyczerpie się siła napędzająca, fajerka zatrzymuje się i przewraca - do samo dostrzec można w taki czy w inny sposób we wszystkich rzeczach tego świata. Kiedy wyczerpie się aktywność świata, świat upadnie. Przebieg destrukcji jest podobny do przebiegu manifestacji: odbywa się cyklami. Pierwsze działanie zachodzi skutkiem jakiegoś impulsu, a każde działanie wywołuje kolejne działanie.

PRZEBIEG życia świata przypomina zegar. Nakręcany jest, aby chodził przez jakiś czas. Niektóre zegary chodzą cztery dni, inne osiem, a jeszcze inne trzeba nakręcać codziennie. Gdy mija czas, na jaki zegar jest nakręcony, koła się zatrzymują.

ZASADZIE konstrukcji i destrukcji przypisać można trzy aspekty. Urudź - pierwszy aspekt - reprezentuje siłę aktywności; Kemal oznacza apogeum, kres rozwoju; Zewal - powrót do bezruchu, którego kresem jest absolutny Kemal. Kemal ukazuje swoją destrukcyjną siłę na obu biegunach: pod koniec Urudź, siły aktywności, gdy ustaje postęp; i znowu, pod koniec Zewal, gdy aktywność zupełnie ustaje. Pierwiastek konstruktywny nosi miano Kadr (Qader), siła zdominowana. Pierwiastek destrukcyjny to siła absolutna, która dominuje. Nazywany jest Kaza (Qaza). Wszystko, co jest urodzone, zbudowane, wykonane oraz to, co kiełkuje i wyrasta, musi pewnego dnia, pojedynczo lub zbiorowo, poddać się Kaza, sile destrukcyjnej.

ZADZIWIA nas to, gdy skutkiem eksplozji cała fabryka ulega zniszczeniu a tysiące ludzi tracą życie. Lękiem napawa nas wizja zniszczonego przez powódź miasta, gdzie zginęły miliony osób. Jednakże, dla Stworzyciela nie ma to znaczenia. To tak, jakby matematyk miał sumować, mnożyć, dzielić i odejmować liczby rzędu tysięcy i milionów, a potem nagle wpadł na pomysł, by wszystko zniszczyć.

JEST czas, gdy odcinany jest jeden palec, a jest też czas, kiedy odcinana jest cała dłoń. Jest czas, kiedy usycha kończyna, jest też czas, gdy umiera całe ciało. Zdarza się, że w pomieszczeniu psuje się jedna rzecz, innym razem niszczone są wszystkie rzeczy, a bywa, że rujnowany jest cały dom, całe miasto czy cała kraina. Tak samo zdarza się, gdy niszczony jest cały świat, a nawet wszechświat; ale to zdarza się po dłuższym czasie.

DLACZEGO manifestacja, choć zrobiona jest z życia wiecznego, staje się obiektem zniszczenia? Odpowiedzieć trzeba tak, że życie wieczne jest jedynym życiem, a to niby-życie na ziemi jest tylko symulacją. Zapytano kiedyś Proroka, czym jest dusza? Odpowiedział jednym słowem: "Amr-e Allah", działanie Boga. Pomiędzy Bogiem a Jego manifestacją różnica jest taka sama, jak pomiędzy człowiekiem a jego działaniem. Jak działanie ustaje, a pozostaje człowiek, tak po zniszczeniu manifestacji pozostaje Bóg.

WSZYSTKIE wrażenia i wspomnienia, wszystkie narośla świata znikają ze świadomości, pozostawiając ją tak czystą, jak była przedtem.

JEŻELI do oceanu wlejemy butelkę tuszu, substancja barwnikowa zostanie zaabsorbowana, a morze pozostanie czyste i niezmienione, jakie było przedtem. Gdy manifestowany jest nowy wszechświat, nie ma w nim doświadczenia poprzedniej manifestacji. Kiedy wszechświat przestaje istnieć, zaczyna się ponownie, i choć to się powtarza niezliczoną ilość razy, za każdym razem jest on tak samo świeży.


V. MIEJSCA NAWIEDZONE

W NASZYM życiu codziennym oddziaływanie gości odwiedzających nasz dom odczuwane jest nie tylko, kiedy są w nim obecni, ale także po ich wyjściu. W krześle, na którym siedzieli, w pokoju, w którym przebywali, w hallu, przez który przeszli - może to wyczuć osoba wrażliwsza, choć, rzecz jasna, nie każdy.

PEWNEGO razu, będąc w podróży, wynająłem pokój w Kandy, na Cejlonie, a podczas godzin mojej wieczornej medytacji, gdy pogrążony byłem w świętych praktykach, doświadczyłem dziwnego niepokoju i rozproszenia, nie mogłem skoncentrować swoich myśli nawet przez chwilę. Zrezygnowany poszedłem spać, ale niepokój wciąż narastał. W pewnej chwili wstałem i poczułem, że muszę iść i zajrzeć do kredensu. Nie wiedziałem, dlaczego to robię. Sądzę, że moja wewnętrzna jaźń chciała doprowadzić mnie do przyczyny tego niezwykłego doświadczenia. Ku swemu zdziwieniu znalazłem tam pęk czarnych włosów - wyglądało to tak, jakby jakaś kobieta gromadziła je przez dłuższy czas. Spędziłem kiepską noc, a nazajutrz pierwszą rzeczą jaką uczyniłem było to, że poszedłem do właścicielki zapytać, kto przede mną zajmował ten pokój. Rzekła: "Panie, niech pan mi o niej nie przypomina. Sama myśl o niej przyprawia mnie o bóle. Przez jakiś czas mieszkała tu pewna kobieta. Nigdy nie płaciła czynszu. Wyzywała mnie od różnych, biła się z mężczyznami, kłóciła się dosłownie codziennie, wypłaszając wszystkich lokatorów. Od kiedy opuściła ten dom, moje serce jest nareszcie spokojne." Powiedziałem: "Jak źle się więc stało, że dała mi pani taki pokój". Ona odpowiedziała: "Panie, dałam ci ten pokój celowo, gdyż, sądząc po wyglądzie, jesteś człowiekiem pobożnym, pomyślałam więc, że pokój ten zostanie oczyszczony twoim dobrym wpływem". W odpowiedzi na to mogłem się tylko uśmiechnąć.

JEŚLI wpływ żyjących jest taki, to o ile większy będzie wpływ zmarłych w miejscach, gdzie mieszkali i byli szczęśliwi, do których byli przywiązani i z których śmierć gwałtownie ich zabrała! Wspomnienie domu trzyma ich w domu, w którym żyli, albo na polu, na którym pracowali, czy też w klubach, w których się bawili, bądź też w domach przyjaciół, z którymi lubili przebywać.

JEŻELI jakiś duch za życia był miłośnikiem smacznych potraw, po śmierci znajdzie się wszędzie tam, gdzie podawane są jego ulubione smakołyki. Jeśli przez całe życie delektował się whisky, po śmierci przebywać będzie w barze, gdzie podają whisky.

DUCHY przyciągane są także przez swoje groby i miejsca, gdzie zwłoki zostały spalone, siłą miłości do własnego ciała, które uznawali za swoją jedyną istotę, ale w rzeczywistości był to tylko instrument doświadczeń. W rzeczywistości, nie ma jednego cala przestrzeni, czy to na wodzie czy na lądzie, wolnego od wpływu duchów.

CZŁOWIEK bardzo przywiązany do jakiegoś towarzystwa, czy to towarzystwa przyjaciół, rodziców, braci czy sióstr, będzie do nich tęsknić.

DUCHY desperacko przywiązane do tej płaszczyzny, szczególnie te, które opuściły ją niedawno, przejawiają się jako postaci lub w inny sposób, pukając do drzwi, przesuwając stoły i krzesła, podnosząc i przenosząc przedmioty, a także mówiąc. Głosy ich wibrują w sferach i stają się słyszalne dla niektórych z nas. Można czasami usłyszeć śpiew czy krzyk, a czasami odgłos tańca na strychu, czy też toczonej przez nie walki. Niektóre duchy objawiają się przed widzącymi bez jakiegokolwiek odzienia, niektóre z nogami czy rękami odwróconymi na zewnątrz. To pierwsze wynika z ich pożądania, a także z niedostatków, jakich zaznali za życia; drugie jest skutkiem tego, że przez życie przeszli z myślą o dualizmie oraz ponieważ w życiu błądzili, nie trzymając się myśli o jedności; ciało ich demonstruje w ten sposób tę nieszczerość.

JAKO chłopiec miałem z duchami pewne doświadczenie. Pewnej nocy obudziłem się z silnym pragnieniem wyjrzenia przez okno na podwórko, gdzie była piękna księżycowa poświata. Podszedłem do okna i w pewnej odległości zobaczyłem człowieka o wyglądzie świątobliwym, odzianego w długą, białą szatę, z długimi, śnieżnobiałymi włosami i brodą. Widziałem go tak wyraźnie, jakby to był dzień. Zadziwiło mnie jego pojawienie się, zastanawiałem się, jak zdołał wejść na dziedziniec, skoro wszystkie drzwi były zamknięte. Pomimo jego świątobliwego wyglądu skłonny byłem uznać go za złodzieja, lecz im bliżej podchodził, tym stawał się wyższy. Z każdym krokiem powiększał się jego wzrost, aż nie mogłem już dojrzeć jego głowy, gdy jeszcze się zbliżył, jego postać stała się mglista, aż stała się tylko cieniem. W pewnej chwili znikła z mojego pola widzenia. Moje włosy stały dęba, byłem oniemiały.

NAZAJUTRZ opowiedziałem rodzinie, co widziałem. Starali się zignorować sprawę, abym nie popadł w przesądy, ale inni ludzie powiedzieli mi, że i oni widzieli taki fantom pojawiający się w tej dzielnicy. Doszedłem do wniosku, że duchy przywiązane są do miejsc, którymi się interesowały, tak samo jak my i że stale coś je do tych miejsc ciągnie. Nie posiadają formy stałej, ale eteryczną, i mogą powiększać się. Widziany przeze mnie duch należał do pewnego Pira, który mieszkał w studni na naszym dziedzińcu.

PO KILKU latach od tego pierwszego doświadczenia starałem się zapomnieć i przestać wierzyć w to, co widziałem, w obawie przed popadnięciem w przesądy. Lecz pewnego dnia zdarzyło się, że przyjechałem do naszego wiejskiego domku w środku nocy. Na naszym terenie, w odległości jakichś trzech jardów ode mnie zobaczyłem ogromnego osobnika czyniącego takie znaki, jakby chciał zmierzyć się ze mną w zapasach, tak jak czynią to mieszkańcy Indii, którzy uderzają dłońmi o uda i krzyżują ręce klaszcząc. Ani przez chwilę nie brałem go za człowieka, od razu miałem pewność, że był to duch. Z początku byłem przerażony, zważywszy na różnice naszych rozmiarów i sił. Słyszałem jednak, że duchy połykają lękliwych, więc choć nie znałem się na zapasach, postanowiłem stanąć do walki. Natarłem z zamiarem zadania mu ciosu. Przy każdym moim kroku w jego kierunku on wycofywał się, co w sposób naturalny dodawało mi odwagi, by podejść bliżej. Wycofywał się, aż znalazł się pod ścianą. Zadowolony z siebie postanowiłem dać mu łupnia, zadałem silny cios, lecz nie trafiłem w ducha, a w ścianę. Duch znikł.

POWODEM, dlaczego duch ukazuje się, nie posiadając jednocześnie stanu stałego, jest to, że istnieje w stanie lotnym, a wygląd jego formy, stanowi odzwierciedlenie wyglądu ciała, kiedy żyło na ziemi.

SPOŚRÓD bardzo wielu różnych doświadczeń nie mogę zapomnieć jednego, które wywarło na mnie wielkie wrażenie. Celowo wynająłem nawiedzony dom na ulicy Jamesa w Sekunderabadzie, chociaż przyjaciele mi to odradzali. Ażeby doświadczyć czegoś niezwykłego, nocowałem tam zupełnie sam, bez nawet jednego służącego. Po kilku dniach zacząłem dostrzegać, że ilekroć nocą grałem na vinie, siedząc na łóżku, łóżko zaczynało się powoli podnosić jakby w stanie lewitacji i kołysać się tam i z powrotem. Zdawało się nagle wznosić, ale był to tak delikatny ruch, że nie było wstrząsu. Grałem z zamkniętymi oczami i pomyślałem, że to tylko gra umysłu pod wpływem zaklęć muzyki. Trwało to przez jakiś czas. Zdarzyło się jednak, że musiałem wysłać skrzypce do naprawy, i pewnej nocy, ku mojemu zatrwożeniu, usłyszałem taki hałas, jakby rozbite zostały wszystkie okna w tym domu. Wstałem i począłem wszędzie zaglądać. Szyby w oknach były całe i nie było powodu przypuszczać, że był tam jeszcze ktoś, kto mógłby spowodować ten hałas. Powtarzało się to przez trzy dni i nie mogłem spać. Nie miałem spokoju w nocy, aż wróciła moja vina. Duchy zdawały się być tak zainteresowane moją muzyką, że okazywały swoją wdzięczność, podnosząc mnie wraz z łóżkiem; gdy zabrano im pokarm duszy, buntowały się.

ZAPYTAĆ możecie, jaką mocą łóżko było podnoszone. Otóż siły subtelniejsze są potężniejsze od sił zewnętrznych. Nie ma rzeczy, których nie mogłyby przenieść czy podnieść.

SĄ TACY, którzy opanowują duchy, tak aby przynosiły im, cokolwiek zapragną z dowolnego miejsca: klejnoty, pieniądze, owoce, jedzenie. Duchy mogą także przenieść człowieka z jednego miejsca w inne. Lecz ci, którzy czynią zło z pomocą duchów, ćwiczą duchy w złych uczynkach i pewnego dnia duchy te rzucą im w plecy bombę zła.

CZASAMI duchy przynoszą wieści temu, kto nimi zawładnął. Bez względu na odległość, są one w stanie dostarczyć nowiny w ciągu chwili. Czasami duchy idą i naprzykrzają się komuś, jeżeli tak zostały pokierowane przez swojego pana. Sam widziałem, jak duchy podpaliły dom pewnego człowieka. Pali się czasami jego odzież, czasami jego papiery, czasami z talerza znika posiłek, a zamiast tego pojawia się piasek.

W CIĄGU dwunastu lat podróżowania po Indiach, kiedy to zajęty byłem badaniami nad mocami psychiki, spotykałem się z wielkimi i doświadczonymi spirytualistami, którzy potrafili odbierać informacje w jednej chwili z dowolnej części świata i umieli przepowiedzieć przyszłe wydarzenia dzięki pomocy jakiegoś jasnowidzącego ducha.

MOHAMMAD Czehl, prosty, niepozorny człowiek o przeciętnym wyglądzie, nasz wielki indyjski spirytualista, prezentował najcudowniejsze zjawiska. Potrafił odłączyć wagony od pociągu, pozostawiając ich przy lokomotywie tyle, ile chciał. Czasami odłączał wszystkie wagony, a gdy pociąg ruszał, odjeżdżała sama lokomotywa. Nigdy nie zależało mu, aby jechać inną klasą, jak tylko trzecią. Lubił czasami dla zabawy prosić współpasażerów o pokazanie mu biletów, po czym darł te bilety i wyrzucał za okno na ich oczach. Wszyscy byli na niego źli i gotowi go pobić. Mówił wówczas: "Kto wam zabrał bilety? Macie je przecież." Mówi do jednego: "Zajrzyj do swojego turbanu", mówi do drugiego: "Zobacz w kieszeni", do trzeciego: "Sprawdź w bucie", do innego: "Poszukaj w rękawie". Ludzie byli zadziwienie i uznawali go za cudotwórcę. Mówił do nich: "Zapewne myślicie, że schowałem wasze bilety, a potem powkładałem do waszych kieszeni szybkimi ruchami ręki, ale co sądzicie o tym?" Tu wystawił ręce za okno i poprosił o kilkaset biletów do Delhi i o kilkaset do Adźmer, i kilkaset do Agry, i pytał o inne stacje, do których chcieli jechać. Gdy pociąg dojeżdżał do następnej stacji, panowało już tam wielkie poruszenie. Zawiadowca otrzymał telegram mówiący, że wszystkie bilety do tych stacji zostały skradzione w jednej sekundzie i nikt nie wie, gdzie się podziały.

MOHAMMAD Czehl nigdy nie kreował takich zjawisk, chyba że chciał się zabawić. Nigdy nie dbał o rozgłos czy pieniądze. Nic nie mogłoby skłonić go do zrobienia przedstawienia czy sprzedania swoich umiejętności. Gdyby zapragnął pokazać swe wielkie moce na Zachodzie, napełniłby swój dom workami ze złotem.


VI. SPIRYTYZM

WIERZĄCY w duchy tracą często równowagę wewnętrzną i dochodzą do takiego stanu, że praktyki spirytystyczne stają się ich szaleństwem, gdyż zawsze bardzo interesujące jest słuchać i opowiadać historie o duchach. Opowiadający ma skłonność do wyolbrzymiania, ażeby historia była ciekawsza i by wywołać u słuchacza napięcie, a prosty słuchacz posiada też skłonność do brania kija za węża.

W INDIACH miało miejsce pewne słynne zdarzenie, kiedy znajomi opowiadali sobie o duchach. Jeden z nich rzekł: "Nie wierzę w takie rzeczy. Gotów jestem pójść na cmentarz i przesiedzieć tam pół nocy, jeśli chcecie." Przyjaciele powiedzieli, że nie uwierzą mu, jeśli tego nie uczyni. Poszedł jeszcze tego wieczoru na cmentarz. Pół nocy spędził, starając się uwolnić od tych wszystkich okropności, jakie produkowała jego wyobraźnia. Po upływie umówionego czasu wstał, aby udać się w drogę powrotną, lecz jego długa szata została schwytana przez kolce jakiejś rośliny. Pomyślał, że oto złapał go duch. Upadł zdławiony strachem, a o poranku znaleziono go martwego.

CZĘSTO wrogowie właściciela domu rozgłaszają, że dom jest nawiedzony, ażeby nie mógł on znaleźć żadnego chętnego do najmu. Czasami osoby podszywające się pod spirytystów czynią z tego źródło swego utrzymania. Organizują przedstawienia, aranżując stukanie to tu, to tam, podnoszenie krzeseł i stołów systemem sznurków, czy też wywołując efekty świetlne przy użyciu fosforu. mamią w ten sposób prostych ludzi. Niektórzy udają odbieranie lub wysyłanie informacji do świata duchowego i oszukują wielu poczciwych badaczy tych spraw. Wielu realizuje swoje podejrzane cele, organizując seanse spirytystyczne. Wszystko to odciąga ludzi materialistycznych, niewierzących w duchy, jeszcze dalej od wiedzy o subtelniejszej egzystencji, podczas gdy tak zwani spirytyści są często tak bardzo zajęci swoim hobby, że nie uświadamiają sobie istnienia własnego ducha.

W ZWYKŁYM życiu doświadczamy dwóch płaszczyzn: płaszczyzny fizycznej, na której doświadczamy poprzez oczy, uszy i wszystkie narządy ciała, oraz płaszczyzny mentalnej - płaszczyzny myśli i uczuć. Gdy śpimy i wszystkie masze narządy odpoczywają, widzimy siebie tak, jak jawimy się sobie w rozmaitych sytuacjach. Dowodzi to nam, że poza istotą fizyczną posiadamy jeszcze inną istotę i inne oczy poza tymi oczyma. Gdy mamy marzenia senne, są one dla nas rzeczywiste. Kiedy budzimy się, mówimy sobie: "Byłem tam, a teraz jestem tu. Gdyby to, co widziałem we śnie było rzeczywiste, byłoby tu w dalszym ciągu, kiedy czuwam; ale tego nie ma." Rozpoznajemy sen jako sen poprzez jego kontrast ze stanem czuwania.

GDY pogrążeni jesteśmy we śnie, jeżeli ktoś podchodzi do nas i mówi, że to nie jest rzeczywiste, nie dajemy mu wiary. Lub jeśli ktoś mówi nam, że to jest sen, mówimy: "Nie, to jest zupełnie realne. Widzę te wszystkie rzeczy wokół siebie." Jest takie powiedzonko, które wygłaszamy o tym, co było w przeszłości: "Wszystko to jest teraz snem".

KIEDY po śmierci człowiek w dalszym ciągu tęskni do ziemskich radości, jest to bardzo zły stan, nie posiada on bowiem ciała fizycznego, dzięki któremu mógłby ich doświadczać. Jest jak piłkarz, który chce grać w piłkę, ale obcięto mu nogi: tęskni, by móc kopnąć, ale nie ma nóg. Czy jak śpiewak po operacji gardła: tęskni do śpiewania, ale nie może tego robić, bo nie ma głosu.

KIEDY człowiekowi zabrana zostanie płaszczyzna fizyczna, sen staje się jawą, bowiem nie ma już kontrastu, by stwierdzić, że jest inaczej, i ten stan istnienia nosi nazwę "Mithal". Człowiek nie może teraz doświadczać na tej ziemi, ponieważ utracił środki fizyczne. Światem jego są wszystkie wrażenia, jakie zdołał zgromadzić za życia. W naturze umysłu leży gromadzenie tylu wrażeń, ile tylko się da. Z tego tworzywa formowane są obrazy, które widzi. Nie śnimy o tym, czego nie znamy, czego nie widzieliśmy. Rzeźnik ogląda przez cały dzień mięso, a więc w nocy nie śni mu się mleko, tylko mięso.

CZASAMI, nie tylko na Zachodzie, ale też i na Wschodzie, zjawy tych, którzy odeszli, które przychodzą do żyjących bliskich, aby z nimi rozmawiać, by ich ostrzegać czy im doradzać, zwane są "duchami". Słowo to jest niezbyt stosowne. Duch jest esencją, dusza to to, co przebywa poza. Lecz skoro słowo to jest tak powszechnie używane, przyjmijmy je. Te tak zwane duchy nie są li tylko duszami - to dusze wraz z umysłami; czyli, wszystkim, co pozostaje po śmierci ciała.

CZASAMI zdarza się, że duchy tak bardzo pragną doświadczać życia tego świata, że do pewnego stopnia ulegają substancjalizacji. Nie potrafią uczynić się tak bardzo konkretnymi, jakimi jesteśmy my; w przeciwnym razie żyłyby tu. Choć w pewnym sensie one tu żyją - dzięki aktywacji żywiołów wokół siebie: albo powietrza, albo eteru. Kiedy ludzie widzą ducha, to po części jest to złudzenie, a po części mogą rzeczywiście go widzieć. Gdy widzi oko wewnętrzne, oczy zewnętrzne są przekonane, że widzą. Ale kiedy ludzie usiłują ducha dotknąć, natrafiają na pustkę. W taki sposób prawdziwa istota ducha może ukazać się we mgle; lecz skąd, może ktoś zapytać, bierze ona swoje odzienie albo rzeczy, które czasami dzierży w dłoniach? Jest tak, że to wyobrażenie samego siebie, które zachowuje duch, jest tym, co odzwierciedla się w duszy widzącego, tak że poprzez swoją ukonkretnioną iluzję odczuwa on obecność ducha tak mocno, jakby widział go na własne oczy.

ZMARŁY odczuwa myśl, dobre życzenia żyjącego. Modlitwa i religijny rytuał koncentruje umysł żyjącego na umyśle zmarłego, tak więc żyjący zmarłemu mogą pomagać, a także mogą otrzymywać błogosławieństwo świątobliwego ducha.

POŚRÓD Hindusów i wyznawców Islamu istnieje obyczaj ofiarowywania zmarłym żywności, pachnideł lub kadzidła. Kiedy ktoś do nas przychodzi i gdy stawiamy przed nim jedzenie czy coś innego, co mogłoby go ucieszyć, zostanie to docenione. Tak samo jest też ze zmarłymi. Sprawia im radość, kiedy jemy, kiedy wąchamy piękne zapachy, chociaż sami nie mogą spożyć tej materialnej rzeczy, jaką stawiamy przed nimi na stole, to jednak wrażenie naszego umysłu, radość, jaką ona daje, odzwierciedla się na ich duszy.

OSOBA zmarła bardziej jest zainteresowana rzeczami, które przemawiają do umysłu, niż materialną satysfakcją. Dlatego też, gdy składana jest ofiara z potraw i napojów czy z pachnideł, duchom czytane są święte imiona, sury Koranu, tak aby usatysfakcjonowana była również ich inteligencja.

AŻEBY poznać egzystencję ducha, sami musimy żyć w duchu i ponad materią. Jeśli człowiek traci kogoś, kogo bardzo kochał i kim był bardzo zaabsorbowany, po kim stratę bardzo opłakuje, staje się martwy dla świata wokół niego, i dokądkolwiek się udaje, czy jest pośród tłumu czy w sercu dżungli, odczuwa obecność tej osoby, ponieważ utracił swoją osobę z pola widzenia.

NASZA łączność z istotami na ziemi jest o wiele mocniejsza, gdyż naszego życia na ziemi jesteśmy świadomi. Myślimy o przyjaciołach, których widzimy i z którymi łączą nas więzi sympatii; lecz o tych, którzy odeszli, i o tym, w jakim znajdują się stanie, myślimy o wiele mniej. Ci, którzy żyją w innych sferach, również myślą o nas o wiele mniej. Może istnieć więź pomiędzy matką a dzieckiem, pomiędzy kochankami, ale zazwyczaj pomiędzy żywymi a zmarłymi więzi nie ma.

W ODNIESIENIU do kontaktów z duchami, co jest bardzo subtelnym zagadnieniem, powiem tyle, że o wiele lepiej jest mieć więcej kontaktów z istotami żyjącymi na ziemi, niż dać się opętać pragnieniu odbywania spotkań z ludźmi z drugiej strony życia. To tutaj mamy ewoluować, a jeśli za bardzo poświęcamy się sprawom tych, którzy odeszli, odsuwamy się od życia, do którego jesteśmy przeznaczeni. Żyjemy na ziemi tak, jakbyśmy byli nieżywi. Ludzie uganiający się za duchami mają martwy wyraz twarzy.

DOPUSZCZALNE jest uwielbienie dla istot nieśmiertelnych i świętych, które odeszły, ponieważ one są bardziej żywe niż żyjący i zmarli.

SĄ TAKIE duchy, które przyciągamy ku sobie naszą do nich miłością, naszym pragnieniem ich obecności. W życiu otoczeni jesteśmy przyjaciółmi, przez tych, których lubimy, których przyciągamy naszą sympatią. Także duchy przyciągamy naszą miłością. Te są zwykle wyższego sortu - są to duchy, które przywołujemy na pomoc, dla przewodnictwa - duchy murszidów i proroków. Czasami zdarzają się wizje murszidów, wyższych istot - te zdarzają się osobom inicjowanym. Przychodzą oni, aby prowadzić i pomagać we wszelkich trudnościach. Ktoś, kto bardzo jest zaabsorbowany myśleniem o proroku czy murszidzie, może się w nim tak zatracić, że jeśli w obliczu jakiejkolwiek trudności zawoła go, ten, kto jest przywoływany, przyjdzie i pomoże mu. Otaczać czcią murszida czy proroka, który odszedł, jest lepsze, niż wołanie go na pomoc przy każdej okazji, ponieważ Bóg Wszechmogący jest nam najbliższy i zdolny do niesienia nam pomocy w każdej sytuacji. Nie jest potrzebne jakiekolwiek pośrednictwo, czy to żyjącego czy ducha. Oczywiście, tak jak w życiu uzależnieni jesteśmy od wzajemnej pomocy, tak również na wyższej płaszczyźnie, jeśli oferowana jest nam pomoc jakiegoś świętego ducha, możemy ją przyjąć, lecz jedynie gdy istota Boga dostrzegana jest we wszystkim; jedynym źródłem, z którego pomoc przychodzi, jest Bóg.

MIAŁEM w życiu wiele wizji mojego murszida. Oto jedna z nich: PEWNEGO razu odbywaliśmy trzydniową podróż przez dżunglę, w rejonie, gdzie roiło się od rabusiów i gdzie każdej nocy ginęło kilku podróżnych. Nasza karawana była najmniejsza. Karawany zazwyczaj składały się z dwudziestu wozów, ale w tym przypadku karawana liczyła tylko trzy wozy. Miałem przy sobie bardzo cenne klejnoty dane mi przez Nizama z Hiderabadu, a zamiast jakiejś broni wiozłem instrumenty muzyczne. Przez całą noc widziałem postać swojego murszida - z początku mgliście, a później wyraźnie - jak kroczy przy moim wozie. Dwa pozostałe wozy zostały zaatakowane i obrabowane. Zabrano z nich kilka bezwartościowych pakunków. Ale mój wóz był bezpieczny. Nie jest to w moim życiu przypadek odosobniony, miałem tysiące doświadczeń tego rodzaju.

ZWIERZĘTA potrafią dostrzegać duchy lepiej niż my, gdyż mniejsza jest ich aktywność. My, z powodu życiowych trosk i niepokojów oraz wygód i pokus życia doczesnego, żyjemy bardziej na powierzchni, chociaż inteligencja nasza przewyższa zwierzęcą. Zwierzęta po śmierci także ukazują się jako duchy, ale przez krótszy czas i rzadziej, niż to jest w przypadku ludzi, ponieważ nie są one tak zaabsorbowane życiem ziemskim, jak człowiek jest zaabsorbowany swoją osobą i stanem posiadania.

MIAŁEM kiedyś ciekawe doświadczenie z psem. Wracając późnym wieczorem z przyjaciółmi z teatru, zobaczyłem idącego za nami psa. Okazał dla nas szczególne zainteresowanie. Jeden z nas, przekonany, że to jakiś uliczny przybłęda, uderzył go kijem. W momencie, gdy kij miał dotknąć psa, pies znikł, a kij rozsypał się w kawałki. Stało się to w obecności wielu osób. Dowiedzieliśmy się później, że pewien pies, ulubieniec naszej rodziny, zdechł sześć miesięcy wcześniej. Był to jego duch, tak do nas przywiązany, że za nami podążał. Był to pies wyjątkowy, a szczególną jego cechą było to, że regularnie co czwartek pościł.


VII. OPĘTANIE

CZĘSTO w życiu stwierdzamy, że robimy rzeczy, których robić nie chcemy, rzeczy sprzeczne z naszą wolą i ideałami. Czasami zdajemy sobie sprawę, że taki czy inny znajomy nakłonił nas do czynu, którego w innej sytuacji byśmy nie popełnili, i to jemu przypisujemy zasługę lub winę za rezultaty. Dzieje się tak, bo może nasza miłość do owego człowieka jest taka wielka, że jego słowa bierzemy sobie do serca, czy zgadzamy się z nimi czy nie, albo też siła drugiej osoby jest tak wielka, że nie potrafimy postąpić inaczej, jak tylko zgodnie z jej wolą.

OD CZASU do czasu czujemy się skłonni do robienia czegoś, czego najwyraźniej nie ma sensu robić. Dzieje się tak skutkiem cichego oddziaływania innej osoby na nas, bez jednego wypowiedzianego słowa, sprawiającego, że robimy coś, co według naszej wyobraźni stanowi jej wolę.

CZASAMI myśli oraz stan umysłu drugiego człowieka wywiera na nas tak wielkie wrażenie, czy ta osoba jest przy nas obecna czy jej nie ma, odpowiednio do jej siły, że stan ten przenosi się na nas. Czasami śmiejemy się bez przyczyny, widząc jedynie, jak drugi człowiek się śmieje, a kiedy spotkamy kogoś smutnego, sami się smucimy, chociaż nie mamy do tego żadnych powodów. Spełniamy wolę drugiego człowieka, nie wiedząc wcale o takiej woli, a często jest tak, że to nawet tamta osoba sobie tego nie uświadamia.

OD CZASU do czasu zdarza się, że nachodzi nas ochota, by zjeść rybę. Odkrywamy, że kucharz przygotował właśnie tę potrawę, o którą nam chodziło. Myślimy czasem o przyjacielu, a tu przychodzi on do nas. Wszystkie takie przypadki stanowią dowód istnienia cichej sugestii, wewnętrznego oddziaływania kierowanego świadomie lub nieświadomie. Czasami znajdujemy się pod wpływem umysłu i myśli innej osoby, innym razem ktoś może być pod wpływem naszym. Zależy to od pozytywnego lub negatywnego stanu naszej woli.

SUGESTIE są dwojakiego rodzaju: polecenie wypowiedziane i sugestia myślowa. Ten, kto ma silny umysł, często nie musi celowo wydawać poleceń czy czegoś sugerować, a mimo to każde słowo wypowiedziane przez silnego i każda myśl umysłu mistrza są spełniane. "Słowo wypowiedziane, czyn wykonany", oto umiejętność nazywana przez joginów "siddhi", a tych, którzy ją posiedli, Sufi nazywają "sahib-e-dil".

HIPNOTYZM i mesmeryzm stanowią pewnego rodzaju opętanie w celach albo dobrych, albo złych.

CZARNI magowie używają sześciu różnych zaklęć: morderstwa, zauroczenia, odłączenia, niepokoju, cierpienia i prześladowania. To samo realizowane jest przez złą duszę, której głównym zajęciem jest szerzenie zła na ziemi. Osiąga to, stosując opętanie. Poddani takiemu oddziaływaniu doświadczają takich właśnie stanów.

WSZYSTKO to jest opętaniem częściowym. Tysiące takich wpływów przychodzi i odchodzi przez czarną zasłonę ludzkiego umysłu i rzadko zdarza się, aby skutki ich trwały długo; jeżeli trwają, ludzie nazywają to opętaniem.

WPŁYW zmarłego jest taki sam, jak wpływ żyjącego, a nawet silniejszy. Duch zmarłego rzuca swoje odbicie na lustro umysłu człowieka, a ów zachowuje się tak, jak życzy sobie duch, wiedząc przez cały czas, że jego własne życzenia są inne. Intensywność opętania przez ducha jest znacznie większa od intensywności wpływu człowieka żyjącego, gdyż żyjący sami dla siebie stanowią przedmioty wpływów i opętań, ich własne osoby są dla nich opętaniem, odzwierciedlając rozmaite obrazy swojego żywota na własnej duszy. Duchy jednak, z których zdjęto brzemię zewnętrznej egzystencji, są o wiele silniejsze, swobodniejsze i o wiele chętniejsze do opętywania innych.

BARDZO często zbrodnie popełniane są przez ludzi znajdujących się pod wpływem innych ludzi. Człowiek, w którym żywa jest zła myśl o zemście albo pragnienie zadania komuś śmierci, poprzez samą koncentrację na takiej złej myśli staje się tak słaby, że nie potrafi sam tego uczynić. Może wówczas świadomie lub nieświadomie, dzięki intensywności swojego pragnienia, przenieść na inną osobę sugestię dokonania tego czynu. Ten drugi człowiek jest wolny od winy złego pragnienia i posiada przez to siłę potrzebną do realizacji takiego zamiaru. Widać to często u anarchistów: pośród anarchistów są tacy, co tylko planują zamachy, a inni je przeprowadzają.

SĄ DWA rodzaje opętania: jeden to taki, kiedy dusza przenosi swoje cechy na inną duszę; z drugim rodzajem mamy do czynienia, kiedy dusza sprawia, że inna wykonuje to, czego ona sobie życzy, czy to coś dobrego czy złego. W Indiach często widujemy to z wężami. Dusza koncentruje się na wężu, a wąż pełznie do kogoś i kąsa go.

JEŻELI wpływ ten jest bardzo silny ze strony żyjącej osoby, opętanie przez zmarłego, przez ducha, jest o wiele silniejsze. Zmarła osoba nie ma innych sposobów ekspresji, dlatego też opanowuje kogoś słabego, słaby umysł, i kieruje nim. Nie jest to tak, że duch wchodzi do ciała, dusza jest zbyt duża, aby to zrobić; odzwierciedla się jednak na tej drugiej duszy. Duch koncentruje się na duszy drugiej osoby; większa moc trzyma mniejszą.

JEŻELI jakiś człowiek opuścił ten świat pełen nienawiści, pełen gniewu na wroga, marząc o tym, aby zadać mu ból, nie może zaznać spokoju. Jeżeli ktoś opuszcza tę ziemię z pragnieniem zemsty, tęsknić będzie za spełnieniem swojego zamiaru. Duch taki jest niespokojny i szuka odpowiedniego sposobu. Dusza negatywna, dostosowana do jego zamiarów, odbiera taką sugestię - nie będzie to dusza pozytywna, ale taka, która jest słaba ciałem i umysłem. Osoby zrównoważone i pełne sił życiowych odrzucają takie wpływy, nie poddają się takim wpływom łatwo.

DUCH może opętać dla dobrego celu, jak i dla złego. Jeżeli matka umiera zanim zdołała wychować swoje dziecko i wszystkie jej myśli i uczucia skoncentrowane są na tym dziecku, owładnąć może jednego z krewnych, który poczuje wówczas wewnętrzną potrzebę przygarnięcia sieroty i zajęcia się nią.

MOŻE się to zdarzyć w przypadku bratnich dusz. Spotkać się z tym można szczególnie na Wschodzie, gdzie mężczyzna może kochać dziewczynę lub kobietę, którą widział tylko raz i której z pewnością nigdy już nie będzie mógł spotkać ani zobaczyć. Wówczas, kiedy on umiera, ona może stać się opętana. Nie będzie w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o nim, i stanie się na wpółmartwa, często wchodzi w pewien rodzaj transu. Nie musi być tak, że i ona go bardzo kochała, ale to jego myśli nią owładnęły i odczuwa ona tylko jego stan.

PEWNEGO razu uczniowie Khładża Nizam-ud-Din Alego, wielkiego świętego z Delhi, siedzieli w oczekiwaniu na niego, aby podyskutować o zagadnieniach bardzo abstrakcyjnych i skomplikowanych, kiedy ku swemu zdziwieniu zobaczyli, jak służący wchodzi do komnaty i siada na miejscu murszida. W tym momencie wszedł Nizam-ud-Din, złożył bardzo głęboki pokłon służącemu i usiadł przed nim. Służący otworzył usta i zaczął mówić przez jakiś czas, wyjaśniając pewne bardzo subtelne i głębokie kwestie. W pewnej chwili na jego twarzy zaszła zmiana, rozejrzał się dokoła i wybiegł z komnaty w wielkim zakłopotaniu. Nizam-ud-Din wyjaśnił potem swoim uczniom, że swojemu murszidowi zadał pewne bardzo trudne pytanie, a że kwestia była bardzo złożona, murszid potrzebował ludzkiej formy, aby ją dokładnie wyłożyć. To właśnie on przemawiał poprzez służącego.

BARDZO interesowałem się tym zagadnieniem. Zgłębiałem je z ciekawości jako chłopiec. Zawsze chodziłem tam, gdzie znaleźć można ludzi opętanych i widziałem kilka bardzo ciekawych i godnych uwagi przypadków. Jeden zdarzył się w rodzinie Parsów. Była sobie pewna młoda kobieta, która czasami raz, a czasami dwa lub trzy razy dziennie zmieniała nastrój i zaczynała mówić po arabsku i persku. Mówiła o filozofii i metafizyce, których to nauk nigdy nie zgłębiała. Znajdowała się pod takim silnym wpływem, że nie rozmawiała nawet z ojcem, matką, braćmi czy siostrami. Nie wychodziła także z domu. W swoim pokoju zawsze miała tlące się kadzidełko i prowadziła bardzo samotny żywot. Przyprowadzano do niej uczonych ludzi, a ona toczyła z nimi dysputy jak wytrawny filozof i zawsze znajdowała trafniejsze argumenty. Po jakimś czasie o wszystkim zapominała. W Sekunderabadzie był pewien chłopiec, który śpiewał pieśni w języku telugu. Nigdy się ich nie uczył, ponieważ muzułmanie nie posługują się tym językiem. Czasami był w stanie zaśpiewać wiele pieśni, a czasami nie znał ani jednej.

WIELE osób cierpiących na opętanie udaje się po uzdrowienie do Udżdżain w środkowych Indiach, do grobu pewnego Sufi, Mirana Datara, świętego, który w swoim życiu leczył opętanych i który czynił to także po śmierci. Odwiedziłem kiedyś to miejsce. Na stopniach grobowca siedział mężczyzna wyglądający na spokojnego i rozsądnego. Modlił się. Zagadnąłem go. Gdybym był wiedział, że był opętany, nie rozmawiałbym z nim, ale nie wiedziałem, więc zapytałem: "Dlaczego tu jesteś?". Odpowiedział: "Nie zadawaj mi takich pytań". Rzekłem: "Dlaczego nie". On na to: "Ponieważ boję się. Teraz, gdy jestem blisko tego świętego grobu, mam odrobinę siły, aby ci odpowiedzieć; gdybym tu nie był, nie potrafiłbym nawet tego". Powiedział, że był sklepikarzem na jakimś brytyjskim liniowcu kursującym pomiędzy Londynem a Bombajem. Pewnego dnia na morzu naszło go dziwne uczucie, jak gdyby jakaś siła chwyciła go i nie był już w stanie robić tego, co sam chciał robić. Chciał jeść, lecz nie mógł; innym razem nie chciał jeść, ale szedł i jadł. Stał się bardzo słaby. Zgłosił się do lekarza pokładowego, ale ten nie potrafił mu pomóc. Odwiedzał później wielu lekarzy, ale i oni byli bezradni. W końcu udał się do grobu Mirana Datara, by sprawdzić, czy znajdzie tu jakąś ulgę.

GDY przebywałem u grobu Mirana Datara, przybył do niego książę Keralu, przystojny, dwunasto lub trzynastoletni młodzieniec, w towarzystwie świty dworskiej. Przyprowadzono go tam celem uleczenia. Zaczęła się rozmowa, z której dosłyszeć mogliśmy jedynie fragmenty: mówił książę, a właściwie to przemawiał przez niego duch. Powiedział: "Nie opuszczę go. Tak bardzo mi się podoba. Był w lesie, polował i podszedł blisko drzewa, na którym siedziałem. Nie bij mnie, Miran, jestem jego strażnikiem, nie opuszczę go. Miran, nie bij mnie." Książę zaczął biegać, podskakując wysoko. Wyglądało to dokładnie tak, jakby był mocno bity batem. Biegał wokół grobu, podskakując za każdym razem, gdy spadał nań niewidzialny pejcz. W końcu upadł wyczerpany, a słudzy podnieśli go i zabrali w drogę powrotną.

GDY przybyłem do świata zachodniego, ciekawiło mnie, czy to tylko na Wschodzie tak często zdarzają się przypadki opętania, czy też jest tak i na Zachodzie. Powiedziano mi: "Tutaj, kiedy ktoś wykazuje takie objawy, umieszczamy go w domu dla obłąkanych. Jeśli chcesz zobaczyć takie osoby, o jakich mówiłeś, musisz pójść tam." Poszedłem więc i stwierdziłem, że jest tam wiele osób szalonych, a także i wiele opętanych. Chciałem spróbować paru eksperymentów w wyrzucaniu wpływów, ale lekarze nie chcieli na to pozwolić. Żądali dyplomu medycyny, którego niestety nie posiadałem.

ZABRALI mnie do laboratorium, gdzie przeprowadzali sekcje mózgów. Pokazali mi, że jeden człowiek miał w mózgu pewną plamkę, która gniła, przez co właściciel mózgu był szalony. Ktoś inny miał w czaszce jamę i też był szalony. Zapytałem ich, czy to plamka spowodowała szaleństwo, czy szaleństwo wywołało plamkę. Zaskoczyło ich to pytanie, a potem powiedzieli, że coś tam chyba w mojej filozofii jest.

WEDŁUG poglądu mistycznego przyczyna zawsze jest wewnątrz. To gorączka daje ciepło, a nie ciepło gorączkę. Płacz nie jest pierwszy przed smutkiem. Pierwszy jest smutek, dopiero potem płyną łzy.

PEWIEN Arab zgubił wielbłąda, po długich poszukiwaniach usłyszał, że wielbłąd znajduje się w stajni szeryfa Mekki. Udał się do szeryfa i rzecze: "Powiedziano mi, że moja wielbłądzica, którą zgubiłem, została ci sprzedana i znajduje się w twojej stajni". Szeryf zapytał go: "Jak rozpoznasz swoje zwierzę? Czy posiada jakieś znaki szczególne?" Arab odpowiedział: "Ma na sercu dwie małe plamki". Słysząc to, szeryf zadziwił się. Zastanawiał się, w jaki sposób Arab mógł znać serce swojej wielbłądzicy. Ażeby dociec prawdy, rozcięto zwierzę, a na sercu znaleziono dwie czarne plamki. Szeryf zapytał: "Skąd wiedziałeś, że wielbłądzica miała te plamki na sercu?" Arab odrzekł: "Moje zwierzę dwukrotnie przeżyło wielki smutek: dwukrotnie straciło źrebaka. Popatrzyła tylko w górę i głęboko westchnęła, a ja wiedziałem, że za każdym razem na jej sercu pozostawał czarny ślad."

NA Zachodzie widziałem wielu cierpiących z powodu wpływów tego rodzaju, ale nauka o wypędzaniu diabłów, o której tak często wspominano w Biblii, traktowana jest dziś najczęściej jako przesąd.

WSCHÓD, w przeciwieństwie do tego, dochodzi do drugiego ekstremum. Ludzi chorych na bardzo rozmaite choroby prowadzi się do osobników zajmujących się wyrzucaniem duchów, którzy, aby mieć jak najwięcej pacjentów, interpretują każdą chorobę jako wpływy duchów.

ISTNIEJĄ z takiego stanu rzeczy dwie korzyści. Pierwsza to taka, że pacjent myśli że choroba nie jest w nim, ale stanowi wpływ zewnętrzny, który zniknie, jeśli zostanie wypędzony. Zapobiega to braniu sobie choroby za bardzo do serca, gdyż sama myśl o posiadaniu choroby zakorzenionej w ciele może prowadzić człowieka często do śmierci. Miast tego, jakkolwiek poważna by to była choroba, pacjent będzie miał wrażenie, że jest to duch, którego da się wyrzucić - a takie przekonanie jest w stanie przywrócić mu zdrowie.

DRUGĄ korzyścią jest to, że mądry człowiek potrafi, udając wypędzanie demonów, tak oddziaływać na pacjenta, że ten zacznie odsłaniać sekrety swojego serca - jakieś nie wyjawione myśli i uczucia, które sprawiały, że chorował. Nie był w stanie o nich mówić, hamowany przez sytuację, w jakiej się znajdował, lecz kiedy ta trucizna zostanie uwolniona, pacjent może się łatwo wyleczyć. W ten sposób często pracują fakirzy.

CZASAMI kobiety, skutkiem obowiązujących w danym kraju czy w danej religii ścisłych norm obyczajowych, nie mogą nikomu wyjawić swojego cierpienia, przez co aż do śmierci noszą w sercach trujące nasienie, które wyniszcza je od środka. Wiele spośród nich żywiło pragnienia, które nie mogły być zaspokojone, miało trudne do wytłumaczenia napady zazdrości, złamane serca nie do naprawienia. Wszystkie takie przypadki uwidaczniają się na zewnątrz jako choroby, które lekarze starają się leczyć środkami chemicznymi, ale przyczyna pozostaje. Terapia taka jest jak mieszanie trucizny wewnętrznej z trucizną zewnętrzną - skutkiem tego bez żadnej wątpliwości będzie zwykle śmierć.

GDY tylko sekret pacjenta zostanie poznany przez uzdrowiciela, można powiedzieć, że dokonał on już udanej operacji niewidzialnego serca i wydobył z niego całą tę trującą substancję, która powodowała chorobę i prowadziła pacjenta do śmierci. Uzdrowiciel uwalnia go wówczas od tego słowami pocieszenia, zapachami i muzyką, recytacją imion Boga i poprzez odzwierciedlanie na sercu pacjenta swojej własnej mądrości i pobożności. Niewątpliwie, bardzo niewielu takich jest nawet na Wschodzie, którzy potrafiliby zastosować właściwą terapię, a pośród tych, którzy profesjonalnie zajmują się wypędzaniem diabłów, najczęściej spotkamy prawdziwe diabły.


KONKLUZJA

Znam dobrych i złych, grzesznych i szlachetnych, prawych i złoczyńców; sądziłem i byłem sądzony; przeszedłem przez narodziny i śmierć, przez radość i ból, niebo i piekło, a na końcu zrozumiałem, że jestem we wszystkim i że wszystko jest we mnie. KONIEC

Hazrat Inayat Khan
Tłumaczenie: Sufi Ofiel Ahmad Chishty
(C) Toruń 1987 - Zakon Sufi Chishty